Mikołów - małe miasto rzut beretem od Katowic - ma swój festiwal muzyczny. Tegoroczna edycja - jak wielu innych festiwali ma numer około 25 - to efekt upadku komuny - wtedy lokalne społeczności zaczęły realizować swoje aspiracje. Festiwal w Mikołowie jest dzeiłem dwóch osób - organisty kościoła Św. Wojciecha Wacława Szymańskiego i Pana Gerarda Piszczka.

Główne miejsca festiwalowe to neogotycki kościół ewangielicko-augsburski św. Jana Chrzciciela ( na prawym zdjęciu), nowy, też neogotycki kościół św. Wojciecha i stary romański kościół św. Wojciecha (jedna z najstarszych światyń Górnego Śląska). Na lewym zdjęciu zrobionym ze wzgórza, na którym stoi kosciół św. Jana widać wieże obu kościołów św. Wojciecha. Nowy kościół św. Wojciecha posiada wspaniałe organy, toteż koncerty organowe w wykonaniu światowych sław stanowią znaczną część programu. Z kolei skromny kościół św. Jana to najwspanialsza przestrzeń akustyczna, w jakiej kiedykolwiek słyszałem muzykę. W nim odbywają się koncerty muzyki kameralnej i barokowej. Festiwal nie ma ambicji bycia festiwallem tematycznym. Organizatorzy tworzą program tak, iż obejmuje on cała historię muzyki. Z biegiem lat festiwal urósł do rangi prawdziwie gwiazdorskiego. Tu po raz pierwszy w gosciły sławne zespoły - na przykład Alexander String Quartet w 2007 roku, a nie jak niedawno usłyszałem w II programie PR w tym roku na Festiwalu Wielkanocnym LvB, czy Concerto Köln. O wszystkich nie sposób napisć, ale o Concerto Köln warto ponieważ organizatorom udało namówić się ten zespół do wykonania w czasie drugiej wiizyty Completorium Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego.
Zwykle wybieramy się na koncert kwartetu, zespołu barokowego czy muzyki jeszcze dawniejszej. Do niedawna festiwal był jedyną okazją usłyszenia w mojej okolicy wykonawstwa "historycznie poinformowanego" (ależ nazwę ktoś wymyślił).
W tym roku wybór padł na koncert, którego wykonawców i program zamieściłem obok (wystąpił inny gambista).Na program złożyły się się części utworów. Purystom może się to nie podobać, ale myślą przewodnią było zaprezentowanie możliwości ekspresyjnych instrumentów i dostarczenie słuchaczom maksimum rozrywki, co w pełni się udało. Pięknie brzmiały fragmenty na gambie, frapująco na piszczałce Hoxbro, jednak główną bohaterką wieczoru była grajaca na flecie prostym duńska wirtuozka. Transkrypcje Vivaldiego zagrała pięknie a "La Stravaganza" wprost niewyobrażalnie. Zespół był kiedyś wyróżniony za nagranie tego całego cyklu ze skrzypaczką Rachel Podger - ciekawie jak wypadłaby konfrontacja z transkrypcjami w wykonaniu Bolette Roed. Entuzjazm wzbudził również Teleman wykonany jeszcze dwa razy na bis.
Nie przepadam za tym kompozytorem, ale w tak brawurowym wykonaniu jego muzyka sprawia naprawdę dużo radości. W Mikołowie tej brawury przydała piszczałka i bębny Poula Hoxbro. Utwierdziłem się też niestety w przekonaniu, że Suonatori nie mają ręki do Handla. Grają go trochę jak Vivaldiego a trochę po prostu nijak. Może powinni w jego miejsce wstawić na przykład Jarzębskiego, bo kto, jak nie Polacy ma grać tego świetnego kompozytora.
Bardzo były fizyk teoretyk, do 1982 pracownik naukowy. Autor referatu na I Konferencji Smoleńskiej. Dzisiaj sam zdziwiony, skąd w tym temacie i miejscu się znalazł. Archiwalne notki: http://mjaworski50.blogspot.com/ Odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności ale też podejrzany o przynależność do niedorżniętej watahy współpracowników gestapo.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Kultura