Michał Jaworski Michał Jaworski
413
BLOG

Fantastyczny pojedynek i Szostakowicz

Michał Jaworski Michał Jaworski Kultura Obserwuj notkę 11

Czasem trafia się, że dwie katowickie orkiestry zagrają w niedługim odstępie ten sam utwór. Jest wtedy okazja do porównań wykonania orkiestry, która jest uznawana za dobijajacą się do światowej czołówki i jej lokalnego konkurenta. Od razu należy dodać, że oba zespoły mają w dorobku nagrania uznawane za referencyjne więc FŚl bynajmniej nie występuje w roli Kopciuszka. Od roku,kiedy NOSPR koncertuje w nowej sali FŚl nie ma handicapu akustyki, ale warunki są i tak trudne do porównań - sala FŚl o dobrej akustyce ma jednak kilka razy mniejszą kubaturę.

Fantastyczny pojedynek

Fantastyczny pojedynek

Tak więc wynik pojedynku zwykle spoczywa w rękach solisty, dyrygenta lub obu. Fantastyczna Berlioza to samograj - podoba się zawsze. Ale interpretacja Wojciecha Michniewskiego potrafiła na nowo zaciekawić tym utworem. Większą rolę przypisał solom instrumentów. One opowiadały swoją narrację podczas gdy u Liebrieicha po prostu pięknie grały, choć jedno wejście fletów było naprawdę imponujące. Bardzo osobista, przemyślana interpretacja Michniewskiego podobała nam się bardziej. W "Popołudniu fauna" granym na rozpoczęcie koncertu FŚl troszeczkę  zabrakło szlachetności brzmienia orkiestry, osiągniętej potem w Berliozie. Prapremierę koncertu fletowego Piota Mossa i solista i orkiestra przygotowali niezwykle starannie. Sam utwór - cóż,  jak  większość "ładnych" utwrów pisanych współcześnie jest po prostu za długi. Zaczyna się w impresjonistycznym klimacie "Popołudnia fauna", kiedy flet dialoguje z instrumentami orkiestry, kończy kulminacją z tutti orkiestry, a środek to sprawdzian możliwosci technicznych solisty, w którym jakiejś głębi nie mogłem się doszukać.

Otwierający koncert NOSPR utwór Fitelberga to demonstracja sztuki orkiestracji. Dla nas gowoździem  programu był koncert wiolonczelowy Szostakowicza. Obok nagrań, mieliśmy szczęście usłyszeć pewnie najlepsze możliwe obecnie do usłyszenia wykonania - Pietera Wispelweya i Marii Kliegel. Mork jest tym trzecim. Dwoje pierwszych grało na Stradivariusach a Mork na jasno brzmiącym instrumencie Montagnany. Partia solowa  brzmiała przez to mniej deklamacyjne, łagodniej, uwypukliły się  akcenty liryczne. Interpretacja wcale nie ze skandynawska chłodna - wręcz przeciwnie - Mork znalazł inny sosób pokaznia entuzjazmu. 

Dla NOSPR był to koncert inaugurujący jubileusz 80-lecia. Po koncercie na estradę wniesiono zapowiedziany przed koncertem kosz kwiatów od Pani Minister Kultury. Miał być ogromny ale widocznie mam za słabe okulary. Był też list pasterski od Prezydenta RP. Kwiatów od Prezydenta nie było, bo według jednych poprzednik skonsumował fundusze, według drugich teraz szczególną uwagę należy poświęcić orkiestrom dętym przy kołach gospodyń wiejskich. Co trochę dziwne, jedni i drudzy należą do nurtu odnowy naszego kraju.

Ps. W Warszawie mają dobrze - wczoraj Argerich niewyobrażalnie zagrała Schumanna, dzisiaj Olsson fenomenalnie Bussoniego.

Bardzo były fizyk teoretyk, do 1982 pracownik naukowy. Autor referatu na I Konferencji Smoleńskiej. Dzisiaj sam zdziwiony, skąd w tym temacie i miejscu się znalazł. Archiwalne notki: http://mjaworski50.blogspot.com/ Odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności ale też podejrzany o przynależność do niedorżniętej watahy współpracowników gestapo.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Kultura