Paul McCreesh to jeden z tych słynnych założycieli i szefów kameralnych zespołów wykonujących dawną muzykę na tak zwanych instrumentach z epoki (głównie ich kopiach), który staje przy pulpicie dyrygenckim przed orkiestrami symfonicznymi. Jest artystą znanym doskonale z kultowych nagrań oratoriów Handla. W Polsce jest znany wrocławianom, gdzie objęcie przez niego dziesięć lat temu szefostwa Wratislavii Cantans było sporą sensacją i co warto zauwazyć, dobrą zmianą jaka powoli następowała po 1989 roku w polskim życiu koncertowym, wprowadzając polskie instytucje muzyczne w normalny światowy obieg.
Zaciekawienie budził Elgar, ale najpierw o wykonaniu Mozarta. Słuchaczy ceniących tak zwane wykonania historycznie zorientowane interpretacja McCreesha zaskoczeniem nie była. Mimo, iż Śląska Orkiestra Kameralna gra na instrumentach współczesnych, było to wykonanie ze wszech miar stylowe w brzmieniu i narracji - w sumie bardzo piękne.
Muzyka Elgara znana jest przede wszystkim z przebojowego koncertu wiolonczelowego, czasem można usłyszeć równie świetny ale trudniejszy skrzypcowy, który w Polsce fenomenalnie wykonywał Nigel Kennedy. Natomiast symfonie znałem tylko z nargań i radia - to pierwszy powód zaciekawienia. Drugi to, że chociaż o McCreeshu wiadomo, iż sięga .po partytury dwudziestowieczne to jednak muzyka epigona romantyzmu czasowo jest bardzo odległa od Handla, który przyniósł mu największą sławę. Ale Handla i Elgar łązcy to, iż tworzyli muzykę pełną przepychu i na swój sposób monumentalną. Trzeci dotyczy samych wykonawców - nie grała orkiestra symfoniczna, która przebywa na tournee, ale orkiestra kameralna uzupełniona o tych muzyków, którzy pozostali w kraju - formalnie głębokie rezerwy symfoników. Liczbo przedstwia się to tak, że do wykonania Elgara wyszedł skład ponad dwukrotnie większy. Zapewne i niezwykłość osoby dyrygenta i klasa rezerw sprawiły, że usłyszliśmy znakomicie brzmiącą orkiestrę - nie gorzej niż pierwszy skład i zaryzykowłbym że też nie gorzej niż NOSPR. Mnie ich przejrzyte brzmienie blizsze NOSPRowi bardziej podobało się od bardzo, a czsem nawet przesadnie soczystego brzmienia filharmoników.
Autorka programu napisałe o I Symfonii Elgara "percepcja tego dzieła wymaga sporego skupienia, wsłuchani się ..." co w języku dyplomacji muzycznej oznacza "przygotujcie się, że będzie długo i nudno". Nic bardziej mylnego - Elgar pod batutą McCreesha okazał się dziełem o wciągającej narracji - no i znakomicie brzmiącym.
Bardzo były fizyk teoretyk, do 1982 pracownik naukowy. Autor referatu na I Konferencji Smoleńskiej. Dzisiaj sam zdziwiony, skąd w tym temacie i miejscu się znalazł. Archiwalne notki: http://mjaworski50.blogspot.com/ Odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności ale też podejrzany o przynależność do niedorżniętej watahy współpracowników gestapo.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Kultura