79 obserwujących
886 notek
677k odsłon
  303   0

Charyzmatyczny kaznodzieja obiektem szczególnej troski części Kościoła

Organizowanie się ludzi w grupy to zarówno przejaw postępu, jak i strachu przed postępem. Zawiązujemy spółkę by wspólnie więcej i lepiej móc, a zarazem ustanawiamy trzeciego naszym ewentualnym strażnikiem i rozsądcą. Z natury rzeczy (strachu) musi być to ktoś wyjątkowy, jedyny, doskonały. Nie do ruszenia i siłą rzeczy - przepraszam pokornie za szczerość - bezkarny. Pancerny.

Ze strachu przed samym sobą człowiek ulepił więc sobie Boga. Oraz Kościół, który uzbroił w podobny Bogu charyzmat, by ów w nim ochoczo raczył zamieszkać. Tylko w podobny, co czyni to zaproszenie mocno dyskusyjnym. To nieco tak, jak zapraszanie pacyfisty na defiladę wojskową. Nie po to się chyba ginie na krzyżu, by robić za dekorację krzyżowcom.

Krótko mówiąc, idea, że można w człowieka wkomponować sacrum używając w tym celu profanum, jest tyleż perwersyjna co i zwyczajnie szalbiercza. Każdy ma w sobie swój kościół, tak jak każdy ma swoją religię i swojego Boga.

Dlatego z pewną życzliwością patrzę na o. Szustaka, który jakkolwiek na swoim kaznodziejstwie dobrze zarabia, to jednak w głoszenie tego co dyktuje mu jego osobisty Bóg wkłada oprócz wysiłku intelektualnego i sporo odwagi.

Ma charyzmę, której niestety nie może mieć Kościół. Ten ma bowiem zaledwie jakiś swój charyzmat, którego na pewno nie ma ani Bóg Szustaka, ani jakikolwiek inny.




Lubię to! Skomentuj19 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo