Szanuje pomimo tego, że jest katoliczką. Szlachetne, prawe i sprawiedliwe.
Premier Morawiecki, o którego katolicyzmie jedyne co można powiedzieć, to to, że na pewno nie trzeba się jego bać, postanowił dzielnie dać odpór tej obrzydliwej tolerancji żony piłkarza. Sam dzień wcześniej w TVN24 w odpowiedzi na słowa Tuska stwierdził, że gdy życie matki jest zagrożone, to przerwanie ciąży jest możliwe, więc żona piłkarza niejako spadła Morawieckiemu z nieba, jeśli chciał innej publice powiedzieć dokładnie coś odwrotnego.
Mitygując żonę piłkarza sprawę jednak spartaczył. Komentował bowiem w DoRzeczy, które istotę wypowiedzi Lewandowskiej zdążyło już zakłamać, niewygodny ustęp zwyczajnie przemilczając. Morawiecki odnosił się więc do części wypowiedzi Lewandowskiej, której w DoRzeczy zwyczajnie nie było. Swoje Mateuszowe mądrości do żony piłkarza szybko więc usunął:
"To nie jest (tylko) kwestia bycia wierzącym - to jest po prostu etyczne podejście do ludzkiego życia"
Lecz szansy do prostowania cudzych poglądów nie stracił, bo Anna Lewandowska w swoim wywiadzie powiedziała znacznie więcej, niż przytoczyły to prawicowe media.
I tak sobie pomyślałem, że korzystając z niewykorzystanych słów niezdecydowanego Morawieckiego, oraz z gotowego pisowskiego algorytmu, można w zastępstwie premiera RP jednak odpowiedzieć pani Lewandowskiej: to nie jest (tylko) kwestia bycia wierzącym - to jest po prostu Tuskowe podejście do ludzkiego życia.





Komentarze
Pokaż komentarze (13)