Nie byłoby tej notki, gdyby prezenterka wPolsce24 nie postawiła przy okazji happeningu pana Bąkiewicza jednego, z pozoru całkiem prostego pytania. I pewnie nie byłoby jej również, gdyby rozmówca zdecydował się na równie prostą odpowiedź. Zamiast tego wykonał jednak efektowny unik. Zapytany, czy organizatorzy dopełnili wszystkich formalności, oznajmił bowiem, że osoby zamiarujące postawić krzyż śpiewały w trakcie tej nieudanej próby „Rotę”.
Kilka chwil później prezenterka ponownie dopytywała, tym razem już wprost, o pozwolenie na postawienie krzyża, ale dżentelmen będący ponoć zarazem jednym z organizatorów odpowiedział, że nie wie, ale że to się niewątpliwie po powrocie happenerów do ojczyzny wyjaśni. Całkiem niewykluczone.
Co prawda każdy średnio nawet prawdziwy polski patriota z góry już wie, że nie będzie Polak pytał Niemca co i czy może w ogóle sobie postawić coś sobie w Berlinie. A już zwłaszcza krzyż, którego dialektyką świetnie posługują się obie sąsiadujące granicą strony, co w sensacyjnej formule pokazał choćby literat Sienkiewicz. Problem w tym, że nie wszyscy najwyraźniej osiągnęli jeszcze wymagany poziom patriotycznego wtajemniczenia.
Dlatego pytanie, czy stawianie znaku krzyża samo w sobie jest już tak doniosłym aktem, że unieważniającym jakiekolwiek przepisy czy też urzędowe wymogi, aktem absolutnie nie podlegającym im, jest niezwykle trudne. Albowiem wiadome skądinąd jest, że to nie ręka pana Bąkiewicza chciała postawić polski krzyż w Berlinie, ale ręka kogoś bez porównania ważniejszego.
A skoro tak, to czy w ogóle wypadało organizatorom zadawać to nieomalże judaszowe pytanie?


Komentarze
Pokaż komentarze (90)