Obok tego, co wydarzyło się w Bielsku-Białej, nie da się już przejść obojętnie. Brutalny atak na ukraińskie dzieci nie wziął się znikąd. Nastroje pogromowe w Polsce nie rodzą się same. Ktoś je przez lata podsycał, normalizował, zamieniał uprzedzenia w polityczne złoto.
Doskonale wiemy, kto wytyczał ten kierunek. Ale dziś nie o nich chcę pisać. Oni wykonali swoją robotę w białych rękawiczkach i raczej już ich nie zdejmą. Mają swoją misję, w której wydarzenia takie jak te z Bielska-Białej są co najwyżej sygnałem, że nie kroczą sami. Pięści zaciskają już inni...
Zbliżają się wakacje. Wielu z nas wyjedzie za granicę. Po słońce, odpoczynek, lokalne smaki i życzliwość gospodarzy. Pojedziemy z walizkami. Ale zabierzemy też coś jeszcze. Obraz Polski.
Polski, w której dzieci uciekające przed wojną mogą zostać pobite w autobusie tylko dlatego, że mówią po ukraińsku.
Pomyślmy o tym, zanim znów oburzymy się, że gdzieś ktoś spojrzał na Polaków niechętnie. Szacunek działa w obie strony. A kraj poznaje się nie po deklaracjach, lecz po tym, jak traktuje najsłabszych.
Bo jeśli nie potrafimy zapewnić bezpieczeństwa dzieciom, to nie mamy prawa opowiadać światu o naszej gościnności.


Komentarze
Pokaż komentarze (54)