Wygląda na to, że dotychczasowy historyk tzw. prawicy, prof. Andrzej Nowak, ubiega się o etat hagiografa. Czyli producenta świętych. To niewątpliwie znak.
Ale i symptom, nie wiadomo tylko jeszcze dokładnie czego. Potrzeby osobistej sławy, troski o niedobór tych świętych na prawicy, czy jeszcze czegoś innego, niekoniecznie tak wielkodusznego. Bo może odkrył właśnie, że na pisaniu spiskowych bredni można dobrze zarabiać. Lecz nie byłoby wtedy o czym pisać, niech więc zostanie, że Karol Nawrocki kroczy do świętości, a Andrzej Nowak mu w tym na klęczkach pomaga.
Na swój sposób taktowne jest, że profesor prawicy nie produkuje bogów, lecz świętych. Nawet najbardziej gorliwi wierni wobec nowych bogów zachowują sceptycyzm. Święci są bezpieczniejszą inwestycją. A profesor nie produkuje przecież zwykłych spiskowych bredni – profesor produkuje mity.
I jest to świetny przyczynek do odkrycia niejako kuchni produkcji mitów i politycznych świętych.
Im mniej kandydat na świętego ma rzeczywistych zasług, a więcej kompromitujących epizodów w życiorysie, tym większa potrzeba otaczania go kultem. Tak było w przypadku katastrofy smoleńskiej, gdzie bezmyślność i niefrasobliwość głównego bohatera wysłała do aniołków prawie setkę istnień, tak jest również z człowiekiem, który kiedyś zarabiał na nierządzie bliźnich i przejmował cudze mieszkania, a teraz wpływa na kształt państwa.
Po tej beatyfikacji dokonanej przez Andrzeja Nowaka z niecierpliwością czekam na pierwsze świadectwo hotelowej putany całowanej w rękę przez Karola Nawrockiego, do którego profesor Nowak z pewnością odniesie się w swojej kolejnej hagiografii. Do tego czasu całowanie kobiet w rękę przez Karola Nawrockiego pozostanie jedynie mitem.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)