nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna
166
BLOG

Zamach ząbkowicki

nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna Polityka Obserwuj notkę 19

W zamachowej opowieści, którą snują Andrzej Nowak i Karol Nawrocki, uderza przede wszystkim zdystansowanie narratorów. Tym bardziej że opowieść pojawia się dopiero po ponad roku i to raczej jako poboczny wątek książki niż wydarzenie, które miało wymagać natychmiastowego nagłośnienia. Ale nie tylko narratorzy zachowują dystans. Równie zdystansowani – a może trafniej: manifestacyjnie obojętni – są jedyni świadkowie tego zdarzenia. Obojętni przez ponad rok. Aż do dziś.

Nie jest zaskoczeniem, że dokładnie tak samo jak zdystansowany był Antoni Macierewicz ze świtą, gdy wiejąc ze Smoleńska nie czekali nawet czy ktoś ocalał, czy komuś potrzebna jest pomoc. Wszak gdy świta pospiesznie się ewakuowała, w drugą stronę udawały się rodziny i przyjaciele ofiar tej politycznej, stricte wyborczej eskapady.

Jedyni świadkowie kampanijnego całowania Karola Nawrockiego obcych kobiet w dłoń występują tu jako milczący i totalnie obojętni wobec próby zamachu na bliskiego politycznego kompana statyści. Tak właśnie odmalowują ich Karol Nawrocki i Andrzej Nowak. 

Mikołaj, Jakub i Jarek jako jedyni świadkowie sprawdzają się doskonale. Narratorzy wręcz podkreślają ich kompetencje, czujność i zaangażowanie, bo przecież ostrzegali, że trucizna może zostać zaaplikowana na damskiej dłoni. Przenikliwość jak diabli.

Kłopoty jedynych świadków zaczynają się, gdy ci zaciągają w autokarze czarne zasłony. Symboliczne zasłony. Wraz z ich zaciągnięciem narratorzy dyskretnie usuwają świadków, na rzecz serii przerażających scen. Czujność i kompetencje świty kandydata na prezydenta błyskawicznie się ulatniają. Narracyjny duet niechcący robi ze swoich świadków nie tylko ofermy, lecz także potencjalnych wspólników rzekomej trucicielki. 

Wszak Mikołaj, Jakub i Jarek tuż przed całowaniem dłoni byli nadzwyczaj świadomi zagrożenia. Już chwilę potem byli zaledwie bezwolnymi widzami scen jak z "Egzorcysty". Brakuje tu tylko chipsów i piwka w ręce.

Uderzająca jest też nadzwyczajna dyskrecja świadków. Do czasu wydania książki prof. Andrzeja Nowaka nikt z nich nie puścił pary z ust na temat ewidentnego wg tej grupy zamachu. Nie wzywali żadnych ekip ratowniczych, nie informowali właściwych służb, nie alarmowali nawet życzliwych politycznie mediów. Przypadek?


Bóg to za mało

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (19)

Inne tematy w dziale Polityka