Sasin jako przyzwoitka prezesa miał zaświadczyć, że wszystko odbyło się zgodnie z partyjnym ceremoniałem. Był też symbolicznym gestem wobec zagubionego partyjnego luda i wentylem bezpieczeństwa dla sfrustrowanego betonu, który potrzebował zobaczyć choćby rytualne upokorzenie swojego kozła ofiarnego.
Twarde jądro PiS już dostrzega, że za chwilę będzie zmuszone nadskakiwać Morawieckiemu. W takim układzie właśnie je ograł i będzie ogrywał dalej. Nie musi już nawet tłumaczyć się przed partyjnym betonem. Za to Kaczyński będzie musiał nieustannie ustawiać się z Morawieckim. To on od tej pory staje się zderzakiem między Morawieckim a partyjnym betonem.
Ta nowa rzeczywistość w PiS nie zmniejszy nieufności partyjnego betonu wobec ludzi kojarzonych z Morawieckim. Kadrowe przetasowania wydają się nieuchronne.
Dlatego najciekawszym testem tej hipotezy będzie teraz obserwowanie odpływu aktywu z PiS. Ruch w przeciwną stronę nie powinien być znaczący. Ograny przez obu prezesów beton będzie musiał jeszcze mocniej skonsolidować się wokół partyjnej narracji. Bo właśnie ona pozwoli mu wyjaśnić to, czego nie będzie chciał przyjąć do wiadomości.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)