Czy można odnieść wrażenie, że Akredytowany Edmunt Klich pogrywa w kulki z wyznawcami teorii spiskowych? Z tymi wychowanymi na Detektywie, a obecnie żywiącymi się paszą z Faktu lub innego Naszego Dziennika sensatami? Że miażdży ich, jakoś specjalnie nawet nie ukrywając, iż znane sobie informacje dozuje niczym jakiś koneser mlaszczący lepsze wińsko.
Patrioci uczą się nowego zdania: 'Klich Edmunt to sługus sowiecki'. Cóż za szczerość! A jaka przenikliwość! Argumenty może i trącące lekkim zdebileniem... ale przecież jeszcze niedawno działały?!
A ten bez cienia strachu w oczach wobec tak straszliwego pomówienia używa bezczelnego komunikatu: - znam prawdę i nie zawaham się jej użyć...No i nie poczuwa się... znaczy bolszewik i pogrywa w kulki.
Ale prawdziwie mistrzowska metodyka w przekazywaniu informacji jest dzieckiem dwóch rzeczy: jego egocentrycznej mądrości – wie, że czasem danym mu dysponuje on a nie obszczekiwacze, i lekcja, którą dostał od Tuska, będącą lekcją nietrudną i niespecjalnie mu niemiłą: „Musi się nauczyć postępować z państwem delikatnie.” - to Tusk do dziennikarzy. No i dobrze, niech się chłop uczy...
No to się uczy i korzysta z szansy. Wie, że żaden z obszczekiwaczy nie ma argumentów – bo wie ile pracy muszą włożyć w śledztwo ludzie naprawdę zajmujący się wyjaśnianiem katastrofy. Wie też, jak mocne są dowody świadczące o przyczynach tej niepotrzebnej i nieskomplikowanej jak na tego typu wypadki katastrofy.
Śledztwo jeszcze nie skończone, ale wbrew faktoidalnym publicystom i politykom, na czasie zależy i rządowi polskiemu i rosyjskiemu – przyczyn chyba nie trzeba tłumaczyć. Czym szybciej poznamy oficjalne wyniki tym lepiej. Kropka. Z tym zgodzić się muszą wszyscy. Zarówno ci, którym to na rękę, jak i ci pozostali… Ci, którzy już triumfalnie obwieścili, że prawdy nie poznamy nigdy i tak umrą tak samo głupi jak się urodzili. Bóg z nimi. Zresztą część z nich jest współwinnymi. Milczeli gdy Gosiewski i Karski utrwalali patologie. Teraz jedynie się bronią.
Więc Edmund Klich lansuje się przy okazji, bo robota to lekka i łatwa. Ma jedynie przekazać proste oczywiste fakty. Można odnieść wrażenie, że bawi się tą swoją pracą w kotka i myszkę z obłąkanymi sensatami – ale to mylne wrażenie.
To bowiem sensaci stosują taktykę obwiniania sprawstwem zapleśnienia własnego sera wszystkie koty w okolicy. Dodatkowo wyskakują z nor by wykrzyczeć tą rewelację kotu w twarz. Żaden kot w takiej sytuacji nie powstrzyma się przed machnięciem łapą z pazurem. Tym pazurem jest smutna prawda o złych warunkach przechowywania sera.
Dodatkowo można odnieść wrażenie, że Klicha jako kota stworzyli właśnie twórcy spleśniałego sera.
Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy - Klich błyskawicznie skorzystał z szansy z jakiej nie potrafił skorzystać przez dwa lata Mariusz Kamiński. A jaką nieszczerze i samozwańczo chce teraz sam siebie obdarzyć Kaczyński by wygrać prezydenturę. Jeżeli ktokolwiek da Kaczyńskiemu szansę, powinien to zrobić na swoich warunkach. Z miejsca gdzie stało ZOMO nikogo wszak Kaczyński jeszcze nie odwołał.
Ta szansa to zwykłe porozumienie i dialog. Coś, czego nawet ‘odmieniony’ Jarosław Kaczyński dalej nie potrafi. Z rady Tuska udzielonej Klichowi pewnie też niewiele rozumie. On i jego drużyna znają dobrze tylko grę w kulki. W bolszewika. Tym wygrywali blisko 20 lat. Tym przesiąknęli i tym się stali.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)