Kaczyński od początku swojej kariery politycznej, grając tylką jedną kartą - skłócaniem Polaków - ze swojej talii wyciągnął teraz jokera w postaci zwłok swojego brata. To nie jest już żaden konflikt polityczny, konflikt wyznawanych wartości czy też w jakikolwiek sposób problem dotyczący państwa i rzeczy dla tego państwa ważnych. To makabreska, godna najbardziej pokręconych mistrzów czarnego humoru. Kaczyński ujawnił się jako niedościgły wzór dla wielu pokoleń. Tematu lepszego niż własna rodzina mało który się podjął – bo w ogóle mało kto na to wpadł.
Temat mu oczywiście zaskoczył – z natury rzeczy musi objąć swym zasięgiem zarówno interesujących się polityką, jak i mających politykę głęboko w poważaniu. Możliwie szerokie grono odbiorców. Taki jest zresztą jego główny cel. Tandetną obyczajową awanturę prowadzi pod maską cynicznego polityka. To jego jedyne alibi. Nawet niespecjalnie to kryje. Udało mu się to na tyle skutecznie, że wybudował sobie mur społecznej niechęci niespotykany zbyt często w historii Polski. Polaryzacja postaw społecznych spowodowała wbrew jego zamierzeniom, cieszące i dające nadzieję ogólnospołeczne zaangażowanie po stronie zdrowego rozsądku i zwykłej przyzwoitości. Udzielając Polakom lekcji na swoim przykładzie jak nie należy robić – zrobił coś niezamierzonego, ale pozytywnego. Złożył się na stosie fałszywego patosu, kłamstwa, nieszanowania szczątków bliskich, politycznej prowokacji nie znającej żadnych zasad.
Dziękujemy ci prezesie Kaczyński. Naród ci tego nigdy nie zapomni.
Wygląda na to, że rodzina również. Granice przekraczane przez Kaczyńskiego okazały się nie do przekroczenia przez członka rodziny – Macieja Dubienieckiego. Zięć Lecha Kaczyńskiego nie ma ochoty dłużej kłaść swojej przyszłości oraz swojego imienia na obłednym stosie nekrofilii, kłamstwa, kpienia z inteligencji Polaków, uroczystości pochówku, lżenia własnego państwa i połowy świata.
Mecenas Dubieniecki mógł, jak to mają w zwyczaju prawnicy nieustosunkować się do wątpliwych i niesprawdzonych faktów. Mógł wystąpić jako członek rodziny, ciągnąc wątek szoku, bólu i prawa do rozterek. Mógł również pomóc przyszywanemu wujkowi politycznie – poświęcając swoje dobre imię. Żadnej z tych rzeczy nie zrobił. Nie wchodząc w szegóły, powiedział dość.
Wybrał jasny i klarowny przekaz – „Nie ma żadnego uzasadnienia dla ekshumacji ciała Pana Prezydenta i jego małżonki. Nie wiem co taka ekshumacja miałaby wnieść do postępowania. Osobiście widziałem ciało Prezydenta i Pierwszej Damy i w związku z tym nie ma co do tego żadnych wątpliwości, kto został pochowany na Wawelu. Sugerowanie wykonywania takiej czynności jak również towarzyszące temu opisy stanu ciał jest bardzo niesmaczne. I pozbawione szacunku dla rodziny i zmarłej tragicznie pary.” *
W ten sposób osłabia jedynie rodzinną zażyłość – traci naprawdę niewiele, biorąc pod uwagę przyszłość bliższej – własnej. Czy to zmusi Jarosława Kaczyńskiego do refleksji? Nie wiadomo. Ale prywatna sprawa Jarosława Kaczyńskiego wraca tam, skąd bierze się jej początek. Do osobistych powodów, z których najbardziej skompromitowany polityk w historii Polski rozpętał skłócanie wszystkich dookoła siebie – a pokrętne meandry polityki pozwoliły mu robić to na skalę międzynarodową. Bo to osobowość Jarosława Kaczyńskiego jest głównym bohaterem tego jątrzenia, skłócania, nieszanowania, pomawiania, kłamstwa i choroby władzy. Tak jak jest głównym czynnikiem odpowiadającym za śmierć 96 osób, w tym pomagającemu mu w tym jego brata.
Wyjaśnienie tajemnicy przeniknięcia się politycznego szaleństwa z cechami, które to szaleństwo uczyniły niebezpiecznymi nawet dla samego Kaczyńskiego i jego rodziny znajduje się bez wątpienia w domu rodzinnym Jarosława i Lecha. Pani Jadwiga mogłaby wiele nam wszystkim powiedzieć. Mogłaby również powiedzieć co sądzi o drodze jaką wybrali jej synowie. O drodze, która jednego z nich jej zabrała – a drugiego uczyniła za to odpowiedzialnym. Wyjaśnienie znajduje się dzisiaj wyłącznie w w domu Jarosława i Lecha, synów Jadwigi Kaczyńskiej. Więc wszelkie komentarze sprowadzające cynicznie i koniunkturalnie ten problem przede wszystkim do problemów politycznych – jako szkodliwe i kłamliwe, będą jako takie przez polskie społeczeństwo traktowane. Żonglowanie zwłokami własnego brata nigdy nie będzie miało wiele wspólnego z polityką. Chyba, że polityka taka będzie miała swoją własną nazwę. Nazwę niestety już dobrze w Polsce znaną – Kaczyzm.
*Gazeta Wyborcza, cały wywiad:
http://wyborcza.pl/1,75515,8847256,Nie_bede_zwykla_maskotka.html?as=4&startsz=x
http://wyborcza.pl/1,76842,8854505,Watpliwa_gra_pamiecia_brata_.html


Komentarze
Pokaż komentarze (19)