nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna
396
BLOG

NIE MA TEGO ZŁEGO CO BY NA DOBRE NIE WYSZŁO

nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna Polityka Obserwuj notkę 14

 

2010 trudno jednoznacznie nazwać rokiem udanym. Propagandowe show w Katyniu prezentujące wyjątkową wredotę naszych „elit politycznych” zostało na wieki wieków utrwalone jedną z głupszych w historii, niepotrzebną katastrofą lotniczą. I wszystko to tylko po to, by grzać własne dupska w blasku cudzej śmierci – pomordowani w Katyniu stać się mieli dla tej bandy hien schodkiem do ich własnej kariery politycznej. Prywatna, nieprzygotowana, z kuriozalnym na skalę światową zapakowaniem do samolotu  ścisłego dowództwa armii wycieczka. Zaplanowana by umniejszyć wizytę swojego najważniejszego politycznego rywala - spowodowana nie troską o interes narodowy, lecz prymitywnymi instynktami. Oszustwo smoleńskie początek ma właśnie wtedy. Kłamstwo katyńskie trwało za to za każdym razem, gdy Kaczyńscy na obchodzenie rocznic udawali się wyłącznie przed wyborami… Lata, gdy nie walczyli o stołki zostały zapamiętane: KATYŃ - NIEOBECNI…

Ponownie nadobecni, Pisowcy stali się po katastrofie. Nie dostrzegając zupełnie dysonansu między wcześniejszym interesownym celebrowaniem rocznicy mordu w Katyniu, a kabotyńskim urządzaniem wieców zwanych miesięcznicami. Usiłując wymusić na narodzie litość bzdurami o zamachu, mocno nie docenili inteligencji rodaków. Szantaż emocjonalny szyty był na pisowską miarę. I im jedynym przynoszący korzyści. Kompromitacja PiSu związana z katastrofą przykryta mogła zostać jedynie jakimś cudem lub mydlącym oczy sporem. Wybrali wojnę bo w cuda w polityce nikt się jednak nie bawi. Wojnę z całą Polską o jakiś tam zafajdany PiS… Pozostało im jedynie wierzyć, że karę za destabilizację Polski uda się przerzucić na rywali politycznych… Nie udało się, Polacy kilka kar już wymierzyli - śmiech, wyniki ostatnich wyborów, uodpornienie się na demagogię. W narodzie zbudził się też prawdziwy duch - i paradoksalnie była to alergiczna odpowiedź na transparenty: ‘Polsko obudź się’…

Wojenka oczywiście była nazbyt czytelna. Kaczyński zmarnował swoją największą szansę daną mu od okrutnego losu. Wyżej dupy nie podskoczył. Na zwodniczym  budowaniu przyszłości na gloryfikacji tragedii, śmierci, historii – dotąd świetnie działających fetyszach - mógł zbudować swój nowy wizerunek. Mógł przecież umiejętnie korzystać ze współczucia i tragedii. Zagrał fałszując niczym furman na skrzypcach. Wariant, że Kaczyński dostając od losu tak wyraziste karty, udając zarazem kogoś innego niż jest utrzyma się na scenie, był całkiem możliwym scenariuszem dla Polski. Ale jak zawsze zaufał jedynie sobie. Wyczekująco unikał wypowiedzi, podawania rąk, spotykania się. Nie unikał za to podejmowania decyzji o Wawelu lub przyzwalania by jego polityczna tłuszcza w najlepsze jątrzyła. Gadzim okiem tylko łypał - knując oczywiście przy tym. Łudząc się, że część narodu ma w sobie taką samą zawartość obłudy jak on, i tym samym wyskrobie psim swędem w wyborach zwycięstwo. Wała panie Kaczyński - BARDZO NISKO CENISZ PAN SWÓJ NARÓD… Tego to pan się powinieneś najbardziej wstydzić. A że wstydu pan nie masz za grosz, to i przegrałeś swoja ostatnią szansę.

Stworzyłeś za to szansę na zaistnienie w Narodzie ‘wyzwolenia poznawczego’, jak to określają socjologowie. Cała ta nekrofilska hucpa postawiła Polaków w stan tak ciężkiego osłupienia, że jedyną naturalną konsekwencją mogło być już tylko pokazanie panu, panie Kaczyński, miękkich z jednej strony, i z jedną wyłącznie klamką drzwi. Tak żeś pan skończył, i kanonów psychiatrii pan nie zmienisz… Do niezłego szamba pociągnąłeś za sobą polski kościółek katolicki - i tu masz pan u mnie specjalnego plusa. Dostatecznie skompromitowali się też wszyscy podnóżkowi - nazwiska sobie tym razem darujemy. Wystarczy, że ich aktywność była na tyle wzmożona i bezkrytyczna w stosunku do samych siebie, że wyszli na kompletnych idiotów.

Tak więc choć złej krwi Jarosławie Kaczyński utoczyliście w Polsce z bliźniakiem (i bliźniakiem) w roku 2010 jak nigdy dotąd, ja uważam ten rok za jednak udany. Dokonaliście naprawdę wielkiego przełomu w Polsce. Zburzyliście wiele szkodliwych  stereotypów. Próbując dzielić - jednak niezamierzenie zjednoczyliście Naród. Grając krzyżem - jedynie poważnie osłabiliście jego watykańskich reklamiarzy w Polsce. No i rzecz najważniejsza - po dwudziestu latach waszej kaczej nadbytności, uwolnienie Polski nie tylko od siebie - ale też uwolnienie od samobójczo afirmowanej przez Was mentalności. Ludzie na ten wielokrotnie przetrawiony jad nabrać się już nie dadzą. Miał ten ‘rok smoleński’ swoje i arcydobre strony…

 

Bóg to za mało

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka