nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna
418
BLOG

KULTURA PICIA W POWIETRZU

nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna Polityka Obserwuj notkę 4

Nie mam nic przeciwko alkoholowi. Jest dla ludzi i chociaż wcale nierzadko zdarzają się przypadki, dzięki którym kierujemy naszą uwagę na tzw. kulturę picia – co sprowadza się z reguły do tego, że dostrzegamy, iż niekiedy tej kultury brak – to już dmuchanie z tego wielkiego problemu jest zwyczajnie obłudne. Wychowaliśmy się w kulturze obcowania z alkoholem i tyle. Każdy pije tak jak lubi, potrafi lub nie pije wcale. Lub jak go stać. Smakosze, koneserzy lub inne snoby wyczuwają między tymi kilkoma – lub kilkudziesięcioma – procentami setki a może i tysiące smaków, nut, aromatów i reszty tych perfum.

Sam też sobie wmówiłem, że jakieś alkohole smakują mi bardziej niż inne. Choć może to w pewnym stopniu dorabianie ideologii do banalnego procesu dojrzewania, leżakowania i bąbelkowania. Procesy chemiczne i tyle. Dobra farba do okien też wymaga receptury, przestrzegania jej, przyzwoitych składników i dobrej technologii.

Ale tak naprawdę to wk…a mnie inne dorabianie . Jęczenie, że generał – no generał to wielka szycha i nie waż pan się przypadkiem godność generalską promilem zhańbić. Opluć znaczy się. Same gwiazdki, czy cholera wie co se tam przyszył na pagony za belki mają mu już dożywotnio zapewnić, że nawet jak wypije – to znaczy, że niemożliwe, że wypił. I może nawet trochę zaczynam rozumieć wdowę, która przed tak rozumującą publiką musi bronić imienia męża – wszystko przez ten alkohol, więc mąż się nagle staje abstynentem opłatkowym…  bo jakies wartości mieszać ponoć zabraniają… Ale siedzieć w kabinie to już nic nie zabrania...

A jeżeli już wypił to pewnie lepszy trunek i w dobrym towarzystwie – znaczy grzech inny. Czyli, że u statystycznego generała kultura picia jest wyższa niż u porucznika, zwykłego anestezjologa, albo kelnera. Jak będzie alkoholikiem to zawsze innym niż pierwszy lepszy alkoholik z ulicy. Tamci pewnie biorą opłatek po odwykach jedynie. Chociaż trepy piją co najmniej równo ze średnią krajową, generała nigdy do tej średniej wsadzić nie można. A już szczególnie jak jedzie reprezentować Ojczyznę, wtedy jest wręcz skupiskiem cnót, abstynencji i nienaruszalnej godności. No właśnie. Niewiele mnie obchodzi czy Błasik miał 0,6 czy 0,8 promila, niewiele również obchodziłoby gdyby był wzorcowym abstynentem. Uważam nawet, że jadąc do Rosji mały trening – rozruch, rozgrzewka – wyszedłby mu jedynie na dobre, taka tam kultura i trza się umieć znaleźć.

 W skrócie chodzi o to, że spotykając człowieka nawołującego całkiem poważnie do ustąpienia z prezydentury Kwaśniewskiego bo sobie wypił w Rosji – a który równocześnie krzyczy o zhańbionym Błasiku bo został zbadany i wyszło 0,6, to wiem że mam do czynienia z wyjątkowym frajerem. Jego frajerstwo nie kończy się na mającej swoje korzenie w micie, że ‘kultura picia’ albo jest wysoka, albo jej nie ma wcale, zwykłej polskiej obłudzie, i że o alkoholu potrafimy rozmawiać wyłącznie jak samooszukujące się debile. Sami sobie zakazujemy, sami nakazujemy, ganimy, a potem wytykamy i piętnujemy – sami oczywiście przy tym pijąc. Paranoja i autoterroryzm. Oszukujemy się , że my zawsze pijemy inaczej, że pijacy to inni, a jeszcze inni w ogóle nie piją bo są generałami. ? I nawet jakby Błasik miał wypite dwie lampki koniaku to jechał jako specjalny pomazaniec boży i w jakiejś szczególnie wymagającej odwagi, poświęcenia i wyjątkowości misji. Generały w Katyniu nie piją jak Kwaśniewskie.

Prawda jest taka, że został zapakowany do samolotu jako tandetna ozdóbka Kaczyńskiego. Prawda jest ponadto taka, że Kaczyńscy w ciągu ostatnich lat Katyń traktowali jako trampolinę do władzy – Błasik trampolinę do kariery. Był posłuszny i to zgubiło prawie setkę ludzi. Cynizm polityczny Kaczyńskich wylazł na oczach całej Polski i Świata już w momencie złośliwego przepychania się z Tuskiem i Putinem o wyjazd do Katynia i straszy do dziś. Lewica pewnie do dzisiaj sobie w brodę pluje, że wypuściła kilku swoich polityków do tego taniego politycznego show. Może się nauczyła teraz, że lepiej nie istnieć w życiu politycznym za wszelką cenę, niż istnieć z krętaczami, pozerami i oszołomami, których największymi sukcesami jest zbudowanie dworca kolejowego dla czterech ludzi rocznie lub słanie makulatury poselskiej w sprawie ‘złośliwego’ odznaczenia pilota Pietruczuka. Którzy twierdzą równolegle, że zdarzenia podanego jako powód w ich  mniemaniu złośliwego upokorzenia Kaczyńskiego – w ogóle nie było (?!). Można mieć 0,0 i zachowywać się jak kompletnie pijany ?

Można być trzeźwym promilowo jak noworodek i postąpić jak pijany ?  ‘Odchodzimy’… Kto normalny, nie znający się nawet na pilotażu uwierzy, że pilot dostający pozwolenie na zejście do pułapu 100 metrów – czy 120, nieważne –nie potrafi tego pułapu utrzymać, tylko pruje dalej by jedynie beznamiętnie odczytywać; 80 metrów, 60 metrów… Fakt, zameldował, że ‘odchodzą’…  ale może w końcu zobaczą ziemię… może mgła zaraz się skończy… ważne, że komenda „odchodzimy” poszła do wieży – wieża przecież wyraźnie zgodę dała tylko do stu… a ‘0,6 promila’ ciągle siedzi na plecach… Kto wyglądał tutaj na bardziej pijanego ? ‘0,0’ czyli piloci, czy ‘0,6’ ?

A może zachowali się jak mąż siedzący u kochanki, przez telefon odpowiadający żonie, że właśnie kończy spotkanie z kumplami i za chwilę będzie. Zgodę dostał tylko na picie z kumplami. Potwierdził, że tylko jeszcze jedna setka i zaraz będzie. Bo ‘kultura picia’, to w Polsce jedynie rozdmuchany nieistotny wycinek tego zagadnienia. Jedni mogą dużo i nic im nie będzie bo mają mocny łeb. Inni mogą dużo bo są świętymi krowami i nieważne przy tym czy mają w ogóle łeb do picia. Innych stać na lepsze trunki i na delektowanie się bukietem. Jednym się wytknie pospolite pijactwo, a innym zapewni ochronę czci i honoru nawet gdy nie potrzebują tego cyrku z obroną Częstochowy – piją bo im smakuje i potrafią z alkoholu korzystać. Można z picia zrobić sztukę, alibi, oskarżenie, chorobę filipińską, pomroczność jasną lub opłatkową. Co tylko chcemy.

Ale picie lub nie picie  nie zrobi z kogokolwiek zaraz bohatera, człowieka odpowiedzialnego, lub odpornego na sterowanie nim, nie łasego na polityczny poklask, lub karierkę. Przykład z Gruzji pokazuje, że są generałowie zasługujący na miano generała. Gdy trzeba nie ulegają naciskom politycznych watażków. Pilot Pietruczuk miał podczas incydentu gruzińskiego wsparcie swoich dowódców. Może do tego nie piją ? A może nawet potrafią niezależne decyzje podejmować przy 0,6 promila ? Jak prawdziwy generał, a nie osobisty lokaj Kaczyńskich.

Bóg to za mało

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka