Tematem, który nadzwyczaj wybitnie nie leży spiskującej smoleńsko plujni, i który powoduje, że paluszki same jej wędrują w stronę opcji kasuj, jest temat pospiesznej ewakuacji Macierewicza ze Smoleńska. Najmniej im oczywiście w smak, gdy rejteradą pana Antoniego dostają w twarz z okazji poruszania przez plujnię tematu jakoby jakiejś tam zdrady ciał ofiar katastrofy czy pozostawienie ich na pastwę Rosjan. Nazywanych wtedy nie braćmi, jak w wyborczych spotach czyni prezes, ale innymi wyrazami ze słownika Prawdziwych Polaków. Niektórzy mówią, że równie parszywymi jak sami plwacze – mam inne zdanie, chcieć to nie to samo co móc.
Nie przypominam im o ucieczce ich spiskowego guru w celu wyłącznie naigrywania się, choć przesadnie obłudny również nie będę, jako ofiary są tak łakomym kąskiem, że zupełnie wypierać się tej drobnej przyjemności nie zamierzam. Ale nie jestem regularnym sadystą. Przypominanie plujni kto pierwszy w podskokach wiał ze Smoleńska ma cel.
Ma cel w kontekście słów ZDRADA, POZOSTAWIENIE NA PASTWĘ, ZANIEDBANIE, ZAPOMNIENIE i innych podobnych wystrzeliwanych z oberpatriotycznych gąb. Te słowa w kontekście mijania się w drodze do Smoleńska pierwszych polskich przedstawicieli z pospiesznie wracającymi najedzonymi pisowskimi kacykami, a zwłaszcza w kontekście kacyków tych późniejszym festiwalem szczucia, kłamstw i nienawiści nabierają cech prawie surrealistycznych. Choć zarazem niepokojąco precyzyjnie kreślą reakcje i czyny pisowców zaraz po katastrofie. Wtedy, na świeżo, byli zdecydowanie bardziej sobą, bo jeszcze nie zaczęli grać. Udawanie wielkich spiskowców zaczęli dopiero potem.
Przypomniałem im o tym w jednym komentarzu, w którym w odpowiedzi na pewnej blogerki plugawą supozycję, przywołałem w nim jednego z główniejszych bohaterów pierwszych chwil po katastrofie, w chwili gdy też bardziej był sobą niż później:
Czy to nie iście diabelski paradoks, że gdy polskie państwo wysyłało do Smoleńska swoich pierwszych przedstawicieli, w odwrotnym kierunku podążał człowiek najgłośniej artykułujący podobne zarzuty? Od czasu swej haniebnej rejterady niestrudzony dyrygent trzy lata trwającego już festiwalu plujstwa i nienawiści.
A może wcale nie diabeł co zwykły tchórz do spółki z sumieniem każe mu teraz wydzierać się bez opamiętania? Wtedy ta ucieczka jest odpowiedzią. Początkiem, przyczyną, napędem do dalszego uciekania, nim samym, symbolem.
Komentarz nie spodobał się. Bohatera razem z moim komentarzem usunięto. A ja to usunięcie w tytule notki porównuję do ucieczki. Kolejnej w tej sprawie ucieczki. A to, że pan Macierewicz wcale nie fizycznie uciekł razem z moim skasowanym komentarzem jest nieważne. Kasowanie komentarzy to nie tylko przyciśnięcie opcji kasuj. To uciekanie od zawartych w komentarzach niewygodnych treści. Widać zachowanie pana Macierewicza w Smoleńsku na tyle nie jest wygodne, że uciekać nim trzeba.



Komentarze
Pokaż komentarze (75)