W dniach 11-13 maja Antoni Macierewicz przebywał w Pensylwanii. Na zachodnią półkulę udał się by osobiście wręczyć swoim ‘ekspertom’ list od pana Laska. Przesyłkę wcześniej przekazał mu jego asystent pan Bartłomiej Misiewicz. List jednak, czego w swoim publicznym oświadczeniu wściekły współpracownik ZP pan Wacław Berczyński daje upust, do adresatów nie dotarł. Są natomiast mocne poszlaki, że list Antoni Macierewicz zwyczajnie zeżarł.
Przewidując możliwość wystąpienia u pana Macierewicza czkawki, w trosce o niepogarszanie jej objawów, proszę o ograniczenie się w komentarzach do życzenia panu Macierewiczowi smacznego.
Osobno zaś, przebywającemu chwilowo na korytarzach S24 blogerowi KaNo sugeruję dotarcie do sprawcy i niezwłoczne wyskrobanie spomiędzy zębów resztek kierowanego m.in. i do niego dokumentu. Uzyskana materia mogłaby posłużyć mu np. jako składnik do ulepienia sobie smoleńskiego guzika.
Pozostałym po ulepieniu sobie guzika materiałem mógłby podzielić się z na razie jedynym deklarującym chęć zapoznania się z treścią.
Z Ja, Wacław Berczyński, Pytam Się Jaka Była Jego Treść.
P.S. Oblizujący się Antoni Macierewicz odnaleziony został w środku Ameryki. W lesie. Dyskutował tam z całą zachodnią półkulą i innymi, znanymi już nam i lubianymi 'ekspertami'...
http://wyborcza.pl/1,75478,13915714,Lasek_do_ekspertow_Macierewicza__Dosyc_tych_oswiadczen_.html



Komentarze
Pokaż komentarze (29)