Po odcinkowym, publicznym spektaklu kajania się przed majestatem dottore Rydzyka, Tomasz Sakiewicz wysyła do ojczulka umyślnych (osoby zaufane...) po pokwitowanie swych starań. Oczywiście całkowicie nadaremno. Rydzyk przecież nie po to wszczął wojnę, by wysłuchiwać jaki to z republikowego słodki miś i pacyfista. Redaktor dostąpił wypiętego środkowego południa ojca dyrektora, a publiczność kolejną lekcję poglądową, jak Ci od Wartości konkurują nawet między sobą.
Słodki miś groźnie się więc tym razem nadął i 20 maja wysmażył pomruczek:
„Źródłem ogromnego niepokoju stała się silna krytyka ze strony o. Tadeusza Rydzyka środowisk i ludzi wspierających telewizję Republika. Próba wyjaśnienia publicznie niektórych stawianych nam zarzutów, jak to np., że promujemy się u Tomasza Lisa albo to, że za darmo dostaliśmy od Zygmunta Solorza, miejsce na satelicie najwyraźniej nie dotarła do ludzi tworzących media, którym przewodzi o. Rydzyk...”
Znowu wielebne lekceważenie. Zamiast wytęsknionego odpuszczenia i wyświęcenia przez ojca dyrektora, wychodzą natomiast przy okazji różne zakulisowe aspekty tej wewnętrznej wojenki. Czyli to co prawicowy Układ kocha najbardziej – knucie, prowokacje, intrygi, haki, haczyki, itd, itp.
Tomasz Sakiewicz potrzebował zaledwie kilku dni, by zapomnieć o silnej krytyce Rydzyka – czyli de facto sformułowanemu w typowo prawicowej estetyce zarzucikowi o sprzedaniu się – a zamiast tego powrócić do retoryki wszechobecnego spisku czyhajacego na jego i jego środowiska nieskazitelność i cnotę.
Dzisiaj, z już naprawdę podkulonym ogonem po dostaniu po uszach od Tadeusza Rydzyka, warczy dla zachowania pozorów w stronę tradycyjnego wroga:
„Przypomnę, że to "Gazeta Wyborcza" po raz pierwszy podała nieprawdziwą informację o rzekomej pomocy Zygmunta Solorza przy próbach uzyskania koncesji przez TV Republika. Informacja była o tyle absurdalna, że nie tylko nic nie dostaliśmy za darmo od Zygmunta Solorza, ale zapłaciliśmy za miejsce na satelicie ogromną cenę.”
Rejterada Tomasza Sakiewicza przed wiecznie potrzebującym redemtorystą wydaje się być dopełniona. A redemtorysta? Cóż, mocno i stale niesyty kapłan ma nowego, wielokrotnego użytku haka na konkurencję... a że hak to wyjątkowo gówniany? Takie już u nich standardy. Tytuł notki też się z nich śmieje.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)