Ten nieco oldskulowy tytuł niby perfidny, bo akroński profesor ze swojej kałuży kłamstwa ani myśli wyleźć, ale prawdziwy, bo jednak niektóre (te nietajne) dane wejściowe z bajora wystają. Umościł się w niej nasz zamachowy ekspert po samą szyję i tylko głowa wystaje, cała reszta, na czele z jego spiskową wiedzą tajemną zalega.
Ale nam w tej krótkiej prezentacji wystarczy sama głowa. Znamy się na nerwowych tikach, przełykaniu śliny i strzykaniu nią, oraz bezprzedmiotowym jąkactwie. Wiemy kiedy dana głowa kłamie, a kiedy tylko nie chce powiedzieć prawdy. Trzeciej opcji w przypadku profesora nie znamy. Tak nam się niestety objawił medialnie i w takiej formie prawdopodobnie medialnie zemrze. Los ten zgotował sobie sam.
Ostatnie tego typu przesłanie profesor wystosował dzięki uprzejmości znanego biznesmena redemptorysty. Razem stworzyli animację, w której głowa profesora zaprezentowała swoje najmocniejsze atuty:
· wzmiankowanie, że jest profesorem – korespondujące z wyakcentowaniem istnienia na tym świecie obok profesorów i żandarmów
· przeogromną, dogłębną wiedzę o działalności prokuratury, ze szczególnym uwzględnieniem jej intencji i wiarygodności – tym bardziej godną podziwu, że sam prokuratury zdecydowanie unika
· sygnalizowanie prokuraturze, że jest obywatelem amerykańskim – który to akurat atut, nie wiedzieć czemu, szczególnie ceni u swoich podopiecznym dyrygent kapeli wygrywającej tą cmentarną smoleńską polkę
· i wreszcie, jako najbardziej nośny, głowa inżyniera materiałoznawcy przedstawiła swój atut główny – wiedzę o wacikach. Obok oczywiście innych polityczno propagandowych zagryw, tego ciągle jeszcze fajtłapowatego pisowskiego polityka
Merytorycznie Binienda odniósł się wyłącznie do jednej kwestii. Powszechne oczekiwanie na dane wejściowe, dzięki którym doszedł do podważających fizykę wyników, zaspokoił odesłaniem do bliżej nieokreślonej już przez niego sieci internetowej. Przeprosił tym samym dr Laska i innych oczekujących, za niemożność osobistego przedstawienia jakichkolwiek swoich badań.
Zemkły mu. Nie jest w stanie już ani ich odnaleźć, ani nad nimi zapanować.
I to był ten jedyny raz, gdy zarazem i wierzyliśmy głowie profesora, jak i mieliśmy całkowitą pewność, że nie przeprasza. Tym całym sobą.



Komentarze
Pokaż komentarze (16)