nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna
615
BLOG

Kto zajął miejsce ubeków?

nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna Polityka Obserwuj notkę 14

 

Jednym z najważniejszych celów, dla których tworzono ubeckie teczki była możliwość trzymania za mordę obywateli – w zasadzie niczym nie różniąca się od tego co zaczęła fundować nam IV RP Kaczyńskiego i co w odrażającej formie nadal uprawiają różni nadgorliwi pogrobowcy ubeków. Misja.

Neoubeckie misjonarstwo posługuje się w graniu teczkami kilkoma żelaznymi i niezmiennymi  zasadami:

– bezgranicznie ufają teczkom, jeśli te mogą w jakikolwiek sposób zaszkodzić im rywalom politycznym.

– wykazują nie tylko całkowity brak zaufania do teczek, ale też z góry wiedzą, że jako ubeckie są całkowicie sfabrykowane gdy dotyczy to ludzi z ich środowiska.

– szczególnie starannie zaś pilnują zasady, by teczek przedwcześnie ‘nie spalić’ – najsmaczniejsze wyniesione z archiwów kąski ukrywają po swoich neoubeckich melinach, ‘prawda’ w nich zawarta potrafi w ten sposób długo dojrzewać...

natomiast gdy jest pilna potrzeba teczki na kogoś a teczki niestety brakuje, nigdy takowej nie było, jak w przypadku chociażby marszałka Chrzanowskiego, zawsze ubeckie niedopatrzenie można naprawić  tzw. w ramach zleconych prac domowych teczki chociażby 'odnaleźć'. 

Trzymając się takich zasad niemożliwe jest oczywiście etyczne gospodarowanie całym tym ubeckim gównem, nierzadko sfałszowanym, a nierzadko sfałszowanym już przez nowych właścicieli zasobów. Tak jak łatwo więc zrobić z siebie szuję, tak łatwo również o kompromitację i wsypanie koleżków.

...Autorzy wywiadu z Turowskim piszą w książce: W ogromnej teczce przechowywanej w IPN-ie, a zawierającej „Materiały Departamentu I MSW dotyczące Watykanu” autorstwo Tomasza Turowskiego można przypisać czterem niewielkim dokumentom sygnowanym kryptonimem cyfrowym „10682”. Nigdzie nie występuje on pod swoimi innymi kryptonimami – jako „Orsom” lub „Ritter”. I dodają, że w zasobach IPN nie znajdziemy dokumentów na temat byłego ambasadora tytularnego w Moskwie. Tymczasem Cezary Gmyz na stronach internetowych tygodnika „Do Rzeczy” opublikował pakiet 200 stronicowych dokumentów, wskazujących raczej na to, że dziennikarze od bólu śledczy nie odrobili zadania domowego i już na wstępie się skompromitowali...

Podkreśliłem w tekście fragment wskazujący na ciekawą zależność zalegania dokumentów, w jednym miejscu są a w innym ich nie ma... ależ to dziwne, prawda? Kiepski żarcik, faktem jest, że w IPN ich nie ma... są natomiast u Gmyza...

Autor tekstu w tym co napisał nie widzi niczego dziwnego. Najważniejsze dla niego jest coś w rodzaju branżowego szyderstwa, że konkurencyjni dziennikarze śledczy nie odrobili zadania domowego.

Ale stojący po stronie teczek UB usłużny pisowskiemu układowi bloger tak naprawdę chce uzyskać coś innego. Usiłuje bowiem tym swoim patriotycznym donosikiem zasugerować, że praca domowa Gmyza jest więcej warta niż rzetelne badanie, pogłębiona analiza i opieranie się wyłącznie na wiarygodnych źródłach.

W ramach bonusu bloger dołącza oczywiście swoją nieufność w to co jest zawarte w dokumentach pozytywnego o lustrowanym, i bezgraniczne zaufanie w to co niekorzystne, czyli bawi czytelnika swoją klasyczną neoubecką schizofrenią.

Otóż problem w tym, że już zbyt dobrze wiemy co warte są prace domowe pisowskiego układu.

Kto więc zajął miejsce ubeków? Partacze i chałupnicy.

Bóg to za mało

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka