nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna
811
BLOG

Długie łapy PRL sięgnęły Maryland?

nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna Polityka Obserwuj notkę 45

 

...Praktyki rodem z PRL coraz lepiej czują się na salonie... te (zalinkowane) słowa dwa lata temu umieścił na moim blogu bloger KaNo, czyli Kazimierz Nowaczyk, czołowy „ekspert” Zespołu Macierewicza, wówczas pracownik administracyjny Uniwersytetu Maryland, dzisiaj w tajemniczych okolicznościach zwolniony z pracy.

Kazimierz Nowaczyk nie chce na razie tłumaczyć powodów zwolnienia. Czy chce w nas zbudować przekonanie, że człowiek posiadający szczególnie wyczulony wzrok na wszelkie niezgodności na wykresach nie potrafił przeczytać zwykłego świadectwa pracy? Wiadomo, że nie, chodzi mu oczywiście o zredagowanie oświadczenia podobnego do tego rozpoczynającego notkę. O propagandową amunicję.

Oprócz obowiązkowych słów ze słowniczka każdego szanującego się antykomunisty, drugi po Biniendzie ekspert Macierewicza w swojej skardze do Administracji S24 napisał kiedyś: śmiech ignoranta w dyskusji naukowej traktowany jest podobnie jak puszczenie bąka na obiedzie u królowej.

Niezbyt eleganckie jest śmiać się z cudzych porażek, ograniczę się tylko do rozszerzenia tej wykwintnej konstatacji – puszczać bąków nie wypada nie tylko u królowej na obiedzie. Wyszło, że i nawet w pracy. O ponad trzyletnim cynicznym pompowaniu zamachowych bąków w trumny nie wspominając.

 

 

"Czuję, że zostałem wystawiony albo oszukany"

Powodem zwolnienia Nowaczyka z Uniwersytetu Maryland ma być redukcja etatów na uczelni. Jednak wiadomo, że fizyk był w konflikcie ze swoim przełożonym - prof. Josephem R. Lakowiczem. Poszło o majową wizytę Antoniego Macierewicza w USA, podczas której poseł spotkał się z prof. Lakowiczem na prośbę Nowaczyka. Jak opisywał portal Niezależna.pl, spotkanie miało świadczyć o wielkim zainteresowaniu tamtejszych naukowców w sprawą wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej. Polski bloger Paweł Pisaniecki napisał do Lakowicza, czy takie spotkanie rzeczywiście miało miejsce. Lakowicz nie miał pojęcia, że udziela poparcia Macierewiczowi.

"Czuję, że zostałem wystawiony albo oszukany. Zostałem poproszony o zgodę na spotkanie kurtuazyjne, a potem zostało to przedstawione, jakbym był zaangażowany w te prace. Nie chcę mieć z tą sprawą nic wspólnego i upomnę Nowaczyka za to poważne naruszenie instrukcji, jakie dałem, i zaufania. Cenię swoją reputację naukową i nie chcę, aby została ona naruszona poprzez powiązanie mnie z tą sprawą. Chciałbym, aby moje zaangażowanie w śledztwo zostało wymazane i sprostowane - pisał prof. Lakowicz dziennikarzom TOK FM.

"Praca prof. Nowaczyka w moim laboratorium nie jest związana z samolotami lub lotnictwem. Nie akceptuję pracy w tej sprawie, ale nie mogę kontrolować tego, co robi w swoim prywatnym czasie. Wcześniej już mówiłem mu przy kilku okazjach, że nie ma zgody na wymienianie mojego nazwiska, mojego laboratorium lub uniwersytetu w tej kwestii. Poinstruowałem go, żeby każdą dyskusję lub rozmowę rozpoczynał od tego, że to jest jego opinia, a nie uniwersytetu lub moja"
- dodawał.


Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,14819497,Ekspert_Macierewicza_zwolniony_z_uniwersytetu_w_USA_.html#ixzz2iQ1nBIOq

Bóg to za mało

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (45)

Inne tematy w dziale Polityka