Powszechna radość zapanowała w związku ze spaleniem samochodów, zdewastowaniem kawałka miasta, pobiciem policji, obrzuceniem koktajlami Mołotowa tolerastycznej, zbyt wyzwolonej żulerni – a bytnością Jarozbawa w Krakowie. Można odnieść wrażenie, obserwując sprzężoną radość prawicy z tych dwóch faktów, że świętują podwójny sukces. Niestety, jak zawsze prawica orgazm tylko udaje.
Ponoć jednym z powodów, dla których partnerzy udają szczytowanie, jest chęć niesprawiania przykrości kiepskiemu kochankowi. I znowu niestety – w przypadku Jarosława Kaczyńskiego musi to być przymus nie pragnienie. Trudno sobie wyobrazić gorszego kochanka – mowa akurat o politycznym spółkowaniu Jarka z kim popadnie.
Udają, udające zarazem patriotyzm, chrześcijaństwo (w rozumieniu Franciszka) i prawicowość prawaki, że Jarosław Kaczyński za efekty pracowitego dzielenia społeczeństwa w ogóle nie odpowiada, bo w odpowiednim momencie wyjechał do Krakowa. Genialne.
To tak, jak gdyby spłodzić ten katolicko znaczony największy dar od Boga, po czym w momencie narodzin wyjechać do sąsiedniego miasta i mówić, że nie można być ojcem na odległość. Przecież byłem na dworcu w Łapach gdy ten bachor się lęgł.
Alibi podłe. Zaś to podejrzanie gorliwe kojarzenie palenia samochodów z sukcesem Jarosława (bo był akurat w Krakowie) samo przecież wskazuje i jego powód wyjazdu do Krakowa i zarazem rzeczywistego podpalacza samochodów. Nikt jeszcze tak naprawdę Kaczyńskiemu spalonych samochodów nie policzył a już znaleźli się wręcz szczytujący z zaświadczania świadkowie jego niewinności. Czyżby wiedzieli więcej niż niewiele mówiący na razie oskarżyciele ulicznej hołoty?
Znowu mamy dowód, że największe nieszczęście w polityce, to niedyskretni i do tego notorycznie udający orgazm kochankowie.
Natomiast to, czy bachory na boku nadzwyczaj leniwy w sprawach prokreacji Kaczyński robi sobie chutliwym Zawiszą czy zalotnym Bosakiem, bo warunki nie te, to już inna historia. W alimenty i tak go wrobią tak jak dzisiaj.
P.S. Jeden z wielu przykładów, które są hurtowo opisane w notce:



Komentarze
Pokaż komentarze (19)