W wywiadzie, którego dla wPolityce udzielił Kazimierz Nowaczyk, czytamy, że jego zwolnienie było efektem wprowadzenia prof. Lakowicza wbłąd. Zgadza się, profesor sam publicznie potwierdził, że poczuł się oszukany tym, że jakoby w aktywny sposób popierał działalność Antoniego Macierewicza; ...Jestem wściekły. Czuję, że zostałem wystawiony, oszukany. Poproszono mnie o zgodę na spotkanie kurtuazyjne, a potem zostało to przedstawione, jakbym był zaangażowany w prace zespołu Macierewicza...
Na czym więc polega problem?
Kazimierz Nowaczyk nacisk kładzie na to, że podczas spotkania, jakie w Maryland zaaranżował między Macierewiczem a Lakowiczem, Macierewicz nie dziękował prof. Lakowiczowi za popieranie go. Rzecz w tym, że jest to kompletnie nieistotne, bo prof. Lakowicz – co przecież przyznaje sam Nowaczyk w wywiadzie – pretensje ma przecież o robienie tego za jego plecami (od 2 min.).
Wybieg KaNo z fałszywym angielskim tłumaczeniem jest więc całkowicie nieprzydatny. Może natomiast służyć próbie skierowania oskarżeń o wprowadzanie Lakowicza w błąd, o jego oszukiwanie, na ludzi informujących prof. Lakowicza o wikłanie się jednego z jego pracowników w polityczne awantury. Czy służy, to już pytanie do Kazimierza Nowaczyka. Pytanie, którego tym razem jeszcze nie zadał wywiadujący go Stanisław Żaryn:
Kazimierz Nowaczyk dość enigmatycznie wspomina coś o informacjach w polskich mediach, które wg niego po fałszywym przetłumaczeniu docierały do prof. Lakowicza. Nie precyzuje co to za informacje. Może dlatego, że ciężko je znaleźć. Niektórych bowiem w ich pierwotnych wersjach już na oficjalnych stronach nie znajdziemy:

Co ciekawe w sprawie, przez większość swojej smoleńskiej działalności to Kazimierz Nowaczyk (KaNo) był tłumaczem korespondencji, jaka do prof. Lakowicza płynęła w sprawie zaangażowania jego pracownika (czyli samego KaNo) w działalność polityczną, firmowaną nazwiskiem Antoniego Macierewicza.
P.S. I jeszcze pewien komentarz wyjątkowo celnie puentujący całą sprawę:



Komentarze
Pokaż komentarze (17)