Gdy polskojęzyczni funkcjonariusze Watykanu przez wieki wyklaskiwali z Polski współplemieńców nieśmiertelnego socjalisty Jezusa Chrystusa i jego socjalistycznej matki dziewicy, argumentowane to było, jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało, patriotyzmem.
Gdy ci sami przez dziesięciolecia układali się z komunistami – odwieczny i samopowtarzalny serwilistyczny sojusz tronu z ołtarzem – tłumaczyć to patriotyzmem będzie piszący te słowa. Bez wątpienia mocno wymuszonym, ale jako akt wyłącznie interesowny inny zwyczajnie być nie mógł. Do patriotyzmu przyuczali watykańczyków akuratnie wtedy poszukujący/ewoluujący socjaliści, odstraszająco zwani komunistami.
Gdy z tego wrodzonego czarnym udawania lojalizmu dzisiaj przychodzi zdawać egzamina, ich na lokajską modłę odpowiedzi tradycyjnie już wskazują tych, którzy w równie lokajski deseń im z kolei obiecują, że gdy dojdą do władzy, to tą władzą z poplecznikiem uczciwie się podzielą. Stawiają zawsze na tego, kto daje więcej. Im. Broń boże ich podopiecznym zwanym owieczkami.
Co z tego, rozmijanie się apetytu i możliwości jego zaspokojenia watykańskiego sojusznika krajowych udawaczy pobożności i patriotyzmu – katoprawicy – powodowane jest przecież i tym, że sam jest mocno podzielony. Co z kolei zwrotnie osłabia katoprawicę. Jedynym pomysłem na utrzymanie się tych urodzonych drapieżników w grze jest radykalizacja. Po pośrednim pisowskim wysłaniu ruskim samolotem do aniołków prawie setki osób radykalizacja była jeszcze bardziej niezbędna, bo zdaniem niektórych najlepszą obroną jest atak. Zaatakowano Wawelem, groźbami posadowienia setek pomników najważniejszego Poległego, zarzutami niedostatecznego odgrywania żałoby, krwią na rękach i tym podobnymi absurdami. Łapa w łapę.
Nic więc dziwnego, że w tym pseudopatriotycznym przedstawieniu dla mas, sojusznicy, czyli katoprawica i prawicowy KK, zamiast z ideologicznymi przeciwnikami, bardziej ścigają się już sami ze sobą. Kto durniejszy.
I pewien poznański ksiądz za takowe głoszone z ambony durnoty został właśnie kulturalnie wyklaskany. Pokazuje to kilka rzeczy.
Burzy mit o przewodniej sile narodu społeczeństwa. Burzy wręcz mit o jakimkolwiek przewodnictwie, a duchowym to już szczególnie.
Oraz demaskuje fakt, że funkcjonariusze kościelni o nienachalnym intelekcie – a takich z racji specyfiki profesji jest większość – politykują dzisiaj przede wszystkim na własny rachunek. Podział w KK powoduje, iż w tej branej w coraz większy nawias ‘wspólnocie’, tak naprawdę, to każdy sobie rzepkę skrobie. Choć bardziej zasadne będzie nawet twierdzić, że każdy wojuje z każdym. Obecny papież, jeszcze lepszy pijarowiec niż szanowni poprzednicy, niczego więc tu nie zmieni. Z nim bowiem z najwiekszą przyjemnością też powojują.
I tak to KK, w żmijowatym i bezmyślnym udawaniu patriotyzmu (za prawdziwe pieniądze), coraz bardziej staje się sobą. Oklaski.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)