Przychodzi pacjentka do lekarza i prosi o wykonanie badań prenatalnych.
- Proszę przyjść z mężem, mąż może nie chcieć tych badań... rzecze lekarz płci męskiej, wyznania rzymskokatolickiego. Lekarz z sukcesami i autorytetem u znanego katolika Pazury.
- Ale to nie mąż jest w ciąży - po chwilowym zamroczeniu pacjentka podnosi się i stawia lekarza do pionu.
- Odmawiam wykonania badań... nieco za skutecznie spionowany lekarz niezauważalnie, acz konsekwentnie idzie w bez wątpienia ważniejszą od pacjentki manifestację swej wiary.
- Dlaczego, przecież gdy dziecko będzie chore, można je leczyć jeszcze w łonie matki... - nie podejrzewająca przewagi argumentów przeciwnika pacjentka ewidentnie szantażuje lekarza, rzymskiego katolika o powierzchowności świszczypały i bezinteresownego złośliwca.
- Nie, nie, jak pani przeprowadzi badania i coś będzie nie tak, pani będzie chciała usunąć ciążę - lekarz nie dając się łapać na tanią sztuczkę przytomnie ripostuje. W kieszeni przerzucając przy tym korale różańca w intencji kolejnego uratowanego przez siebie dziecka.
Za schodzącą już po schodach pacjentką rzuca jeszcze;
- Modlę się o panią!, modlę gorąco by ominęło panią potępienie!... Ale pacjentka go nie słyszy.
- Wieczne! - humor mu się jeszcze bardziej poprawia.
A teraz proste zadanie.
Co lekarz rozumiał pod swoim: coś będzie nie tak...?
Zdaje się, że wszyscy - zarówno "pro life", jak i obrońcy człowieka, pacjenta i tego czegoś z czym "coś może być nie tak", odpowiedzą: To co mu wcześniej powiedziała pacjentka: gdy dziecko będzie chore, można je leczyć...
Piątka dla wszystkich. Wszyscy mamy więc dziś bardzo dobry z etyki i logiki katolickiej. Prof. Chazan jest z nas na pewno dumny.


Komentarze
Pokaż komentarze (54)