Niejednokrotnie już w trakcie trwającej kampanii wyborczej sygnalizowano Andrzejowi Dudzie, że temat in vitro jest na tyle ważny dla Polaków, że jako kandydat na prezydenta powinien jasno i jednoznacznie się w tej kwestii opowiedzieć. Szczególnie, że jego podpis wciąż widnieje pod pisowskim projektem, w myśl którego za in vitro grozi do 2 lat więzienia.
Do dzisiaj nie usłyszeliśmy, by Andrzej Duda powiedział, że jest to projekt ze wszech miar zły. Nie usłyszeliśmy, że z pomysłu karania za leczenie bezpłodności się wycofuje. Wręcz przeciwnie. W kosmetycznych autopoprawkach projektu, PiS metodę in vitro nadal konsekwentnie kryminalizuje, nieprzyzwoicie się przy tym łasząc do hierarchów kościelnych.
Prywatnie Andrzej Duda zdecydowanie jest przeciw in vitro. Jako członek PiS jest za surowym karaniem. Jako prezydent rozumiałby, że są rodzice, którzy dzieci mieć nie mogą i na coś tam coś tam może i by się zgodził... Ale i to nie, jeśli nie zgodziłby się pan Rydzyk.
Czas, żeby zrozumiał, że łaski nikomu nie robi, a co ważniejsze, by w końcu dokształcił się w temacie. Tutaj znajdzie przystępną ściągawkę napisaną przez fachowca. Motywację, by zamiast z eklezjalnych podszeptów korzystał z podobnych ściągawek, znajdzie tutaj...


Komentarze
Pokaż komentarze (19)