Manewr nawracania należy do najtrudniejszych manewrów, a tym samym najbardziej niebezpiecznych. Nawracanie kogoś nie planującego nawracać to manewr wyjątkowo niegrzeczny. Wszak nadgorliwość gorsza zdaje się że nawet i od chamstwa?
Kilku ostatnich papieży za ową wielowiekową nadgorliwość przepraszało, a obecny nawet sugeruje w temacie skupić się pierwej na sobie, co niekoniecznie spodoba się wcześniej wyróżnionym jako jedyni uprawnieni do nawracania – Terlikowski ma więc rację, pan papież, wymagając samonawracania się od katolików, wychodzi na bezmyślnie prącego do schizmy idiotę. Bowiem szukający schronienia przed wojną bliźni, jeśli nie jest stuprocentowym chrześcijaninem, nie jest też stuprocentowym bliźnim. Biegli w kanonicznym interpretowaniu słów Jezusa bez problemu to panu papieżowi udowodnią.
Gdy pan papież w końcu dostrzeże, jak bardzo głęboko te jego stanowczo zbyt chrześcijańskie apele lud boży ma gdzieś, bez wątpienia się ocknie i ‘złagodzi’ swoje miłosierdzie do uchodźców, ale skaza na wizerunku zostanie, a on sam zwykłym koniem trojańskim nazwan zostanie.
Obecne fuck off, którym chrześcijanie raczą syryjskich uchodźców, jest nieodłącznym i stałym elementem tego nawracania. Tego znanego od pierwszych wypraw krzyżowych po ostatnie występy w Iraku czy Afganistanie. Pokazywaniem innym, że racja jest po stronie tylko jednego Boga. Reszta wypad.

Inne tematy w dziale Społeczeństwo