Ratunkowa konferencja ministra Błaszczaka okazała się tym, czym się okazać musiała. Kompletnie nie panującemu nad resortem ministrowi, by w ogóle podjąć czymś obecnych, na siłę dokooptowano kolegę usiłującego na podobieństwo cyrkowych połykaczy ognia puszczać kłamstwa paszczą. Niestety, kolega ten sam sort, bez pomocy usłużności prowadzącego konferencję pisowska ekipa z dywanika najpewniej by uciekła. Zamiast występu jednego dyletanta, mogliśmy zobaczyć dwóch do kwadratu.
Koordynator służb specjalnych załatwiając przy okazji prywatę - albowiem ad hoc zmyślił bajkę o inwigilacji dziennikarzy przez konkurencję - usiłułował tym stworzyć wrażenie, że dziennikarzy nie podsłuchuje tylko PiS. Cóż, w cyrku połykacze ognia to jedni z najłatwiej zarabiających artystów, ale tak też opłacani. Podobnie Mariusz Kamiński, który nawet jako pisowski krętacz z głodu musiałby niechybnie umrzeć. Dwa ważne resorty i dwóch kompletnie niekompetentnych i pajacujących ściemniaczy. Trzeba pytać czy Błaszczak powinien odejść?
I tak to leci. Pani premier w konsekwencji festiwalu wyborczych obietnic beznamiętnie brnie w kłamstwa i wizerunkuje się na tle dzieci. Minister finansów, zapewne zachęcony bezkarnością prezydenta w sprawie jego lepkiego zarobkowania na nowotomyskiej fusze, głównie szałamachuje w obszarze prywaty. Skazany na trzy lata więzienia z lenistwa kłamstwa wymyśla dopiero przed kamerami, a niepanujący nad resortem minister Błaszczak egzemplifikuje całą pisowską nędzę.
I jak zwykle tylko koni żal. Nie żal tylko, nieodmiennie posługującego się tischnerowską trzecią prawdą rozkoszniaczka Żalka, który na razie jako jedyny z pisowskich arogantów usłyszał porażającą go prawdę o sobie i swojej formacji. Da się?


Komentarze
Pokaż komentarze (29)