Pewne jest, że jeśli znalazłby się ktoś twierdzący, iż komputer prezydenckiej limuzyny o problemach z ciśnieniem w oponach alarmował bez wiedzy prezydenta, to wtedy przyznanie się Andrzeja Dudy, że ów jednak doskonale wiedział o awarii, taki życzliwy z pewnością uznałby za sensacyjne. Ale wtedy można by mówić o nadużyciu przez prezydenta takiej spontanicznej i bezinteresownej życzliwości. A to już blisko zdrady.
Ale ten prezydent jak wiemy nie zdradza. To on definiuje zdrajców i to jego formacja ma monopol na bycie zdradzanym. Dlatego twierdzących, że prezydent wyjącego komputera pokładowego nie słyszał będzie dokładnie tylu, ilu jest sympatyków PiS, i żaden prezydenta – dokładnie tak jak i on ich – nie zdradzi.
Sprawa jest polityczna, zatem skoro prawda jest taka jak zwykle, trzeba zacząć wyć o Prawdzie.
Sensacji trzeba więc szukać wszędzie, tylko nie u źródła i nie w oparciu o fakty. Niby jest to już banalne, ale jakże prawdziwe. Przyczyny znowu nie są ważne. Zatem prawdziwy początek sprawy lądowania Adrzeja Dudy w rowie de facto nastąpił dopiero teraz. Teoretycy zamachowi bowiem dopiero teraz naprawdę są potrzebni.
Na dobry początek, redagujący dzisiejszy Newsroom Salon24 łączy godzinne spóźnienie prezydenta z "ogromnymi problemami budżetowymi" BOR. By następnie już gładko, za dzisiejsze pomykanie na przeznaczonych do utylizacji sparciałałych oponach winę przypisać poprzednikom.
Co oczywiście jasno już wskazuje, że Andrzej Duda spieszył się, bo chciał ucieć przed przeznaczeniem...
http://www.rp.pl/Polityka/303179847-Prawda-o-wypadku-prezydenta-Andrzeja-Dudy.html#ap-2


Komentarze
Pokaż komentarze (20)