Dla wprowadzenia przypomnijmy sobie pamiętną ustawkę:

Odmawianie katolikowi kalania pieśni religijnych samemu nie będąc katolikiem jest zwyczajnie bałamutne. Z drugiej strony, gdy pieśń towarzysząca tym, którzy za ojczyznę przelali krew, ewidentnie służy do dzielenia, co z zasady nie wyklucza przelewania bratniej krwi, to nawet niekatolik doznaje absmaku.
Nikt nie odmawia Andrzejowi Dudzie prawa do własnej dialektyki względem religijnych pieśni. Dostrzegamy w tym nawet element normalności, wyzbycie się sztuczności i zadęcia. Ale jednocześnie doskonale wiemy, że względem innych Andrzej Duda i jego obóz polityczny już taki łaskawy i liberalny nie jest[*]. I o ile na twórcze i kunktatorskie wykorzystywanie symboli religijnych zezwolenie swoim czynem niestety już dał, to gdy ktoś inny tych artefaktów religijnych używa przeciw jego obozowi, ryzykuje nachodzeniem policji i prokuratorów. Zezwolenie jest warunkowe i bardzo wąskie. Uczucia religijne cierpią tylko czasami.
Lecz nawet to samodzierżawcze prawo do merkantylnego i zaborczego traktowania symboli religijno patriotycznych nie zmyje tej plamy. Pan prezydent bowiem dokonał wyłomu, którego w wycofywaniu się z własnych słów nie potrafił napiętnować i wskazać.
Skalał pieśń religijno patriotyczną, a wycofał się tylko ze sformułowania, całą resztę obrażającego wszystkich Polaków wystąpienia zostawiając nietkniętą. Obraził wszystkich, oprócz swojego obozu.
Ojczyznę dojną racz nam zwrócić Panie...
Ładne w sumie. I na czasie, że tak dosypię jeszcze paszy komu trzeba.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)