Za chwilę na TV24 będzie można obejrzeć film pt. „W milczeniu”. Z zajawki wiadomo, że jest to film o żałobie bliskich ofiar katastrofy lotniczej w Smoleńsku. Jego przesłanie jest czyste i proste: śmierć i milczenie. Czyli coś, co jest doświadczeniem każdego z nas odpowiednio długo żyjącego, by śmierci kogoś bliskiego w końcu doświadczyć.
10 04 2010 umarło i zginęło w Polsce ponad 1000 osób. I tyle naszych bliskich umiera i ginie codziennie. Przyjmujemy to w niezgodzie, ale i w milczeniu. Nie rozumiemy, ale każdy nie rozumie inaczej, każdy inaczej się nie zgadza. Ale jeśli milczymy, to milczymy tak samo. I jest to w wymiarze etycznym i ponadjednostkowym jakiegoś rodzaju taktem i sprawiedliwością. Wszyscy na chwilę stają się równi i jednakowo ważni.
Wczoraj Ewa Stankiewicz, Tomasz Sakiewicz i inni uśmiechnięci sympatycy Klubów Gazety Polskiej na ulicy krzyczeli: śmierć za śmierć! Dzisiaj Małgorzata Wasserman w telewizji z twarzą pokerzysty mówi: nas nie interesuje wina i kara. Po czym najpierw wymyśla (czy też po kimś powtarza) jakieś kosmiczne bzdury o ‘cofaniu się części samolotu kilometr wstecz', by następnie, jakoby to na gruncie fizyki, „odkryć”, że to niemożliwe. Rozmawia ze sobą? Czy tylko swoimi słowami beztrosko się bawi?
Brudziński bajeruje o Piłacie i prawdzie, a jakaś młoda prawicowa dziennikarka w niezdrowych emocjach żali się, że szpeniów od fantastyki pana Macierewicza nikt nie chce słuchać i dlatego ona czuje się oszołomem. Tylko na argumenty, że przyczyny są zbadane i ustalone, oraz na kilkukrotne pytanie od czego wybitnym fachowcem jest pan Binienda, konsekwentnie milczy.
Nie ma milczenia. Nie ma nawet jego woli. Dlatego drugą część notki napiszę po filmie. W imieniu wszystkich milczących. Właśnie się zaczął. Ewa Ewart, jeden z twórców, mówi o nim.
Niesamowity dokument. Brawa dla Twórców.
Mottem notki, ale też całej tej sterowanej politycznie histerii, uczyniłem w notce słowa jednej z tragicznie zmarłych w Smoleńsku. Dedykuję je wszystkim krzyczącym: chcemy tylko prawdy czy śmierć za śmierć!
Nie będę robiła porządku w innych partiach. Mam dostatecznie dużo kłopotów ze swoją.
Jedna z bliskich ofiar mówi w filmie o swoim głębokim żalu, ponieważ nikomu nie dała prawa do wykorzystywania zdjęcia swojego męża w politycznej manifestacji "pod krzyżem". Inna, płacząc wyznaje, że nie mogła się dopchać do grobu bliskiego. Jeszcze inna, stanowczo i dobitnie podkreśla, że: do Katynia, to my jedziemy do siebie... Polityków, to możemy ewentualnie zabrać ze sobą.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)