Co działo się w pierwszej instancji
Punktem wyjścia było postanowienie Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa z 18 marca 2026 r. (sygn. XIV K 443/25), którym umorzono postępowanie przeciwko redaktorowi. Deweloperzy oskarżali go z prywatnego aktu oskarżenia o zniesławienie — czyny z art. 212 § 1 i 2 k.k. Sąd uznał jednak, że opisywane teksty nie wykraczały poza granice dozwolonej krytyki prasowej i mieściły się w ramach debaty publicznej.
Życie Stolicy przyglądało się kolejnym inwestycjom dewelopera — m.in. sporom prawnym wokół jednej z działek, usterkom technicznym oraz kondycji finansowej spółek, opierając się w tej części na danych z prospektów emisyjnych i z serwisu bizraport.pl. Pełnomocnik oskarżycieli prywatnych zaskarżył umorzenie w całości, w istocie powielając argumentację z aktu oskarżenia. Sąd Okręgowy zażalenie odrzucił, formułując przy okazji kilka tez ważnych dla wszystkich redakcji, które bywają zasypywane podobnymi pozwami.
Powtórzenie zarzutów to za mało
Sąd zwrócił uwagę, że samo mnożenie słów w zażaleniu nie zastępuje jego treści:
objętość środka odwoławczego nie może zastępować jego rzeczywistej treści… Nie jest wystarczające ponowne przytoczenie tych samych wypowiedzi i opatrzenie ich tezą, że były one nieprawdziwe, zmanipulowane albo krzywdzące…
Proces karny to nie narzędzie do uciszania mediów
Sąd potwierdził prawidłowość zastosowania art. 17 § 1 pkt 2 k.p.k. już na etapie wstępnej kontroli oskarżenia prywatnego:
Sąd Rejonowy prawidłowo zastosował art. 17 § 1 pkt 2 k.p.k. Wbrew stanowisku skarżących, przepis ten może znaleźć zastosowanie również na etapie wstępnej kontroli oskarżenia prywatnego, jeżeli już z treści zarzutu, przytoczonych publikacji oraz przedstawionego przez oskarżycieli kontekstu wynika, że zachowanie oskarżonego nie realizuje znamion przestępstwa. Postępowanie karne nie służy temu, aby każdą krytyczną publikację dotyczącą podmiotów gospodarczych przenosić na salę rozpraw i dopiero po przesłuchaniu świadków ustalać, czy autor tekstu miał prawo do negatywnej oceny ich działalności.
Deweloper musi znieść krytykę
Najmocniejszy fragment uzasadnienia dotyczy charakteru samych publikacji oraz statusu oskarżycieli:
Nie można tracić z pola widzenia charakteru spornych publikacji. Dotyczyły one działalności deweloperskiej, istotnych dla lokalnych społeczności inwestycji, nieruchomości, transakcji, zamknięcia znanego obiektu kinowego (co musiało się odbić echem w sferze publicznej), sporów między inwestorem a kontrahentami oraz reakcji zainteresowanych podmiotów na pytania mediów. Były więc osadzone w sferze publicznego zainteresowania, a nie w sferze czysto prywatnej.
Oskarżyciele prywatni są profesjonalnymi uczestnikami obrotu gospodarczego, prowadzącymi działalność, która z natury rzeczy oddziałuje na sytuację mieszkańców, nabywców lokali, kontrahentów i lokalnych społeczności. Tego rodzaju podmioty muszą liczyć się z regularną kontrolą prasy, również ostrą, nieprzychylną i niewygodną.
Sąd podkreślił, że dziennikarz pełni istotną rolę społeczną, umożliwiając opinii publicznej dostęp do informacji.
Prawo karne jako środek ostateczny
Nie każde jednak użycie mocnych sformułowań, nie każda jednostronna ocena sytuacji i nie każde przywołanie relacji osób skonfliktowanych z danym podmiotem gospodarczym stanowi przestępstwo zniesławienia. Prawo karne jest środkiem ostatecznym i nie powinno być wykorzystywane jako instrument tłumienia debaty wokół działalności gospodarczej prowadzonej w przestrzeni publicznej…
Wypowiedzi ocenne to nie zniesławienie
Sąd rozdzielił relacjonowanie i ocenę publicystyczną od kategorycznego przypisywania przestępstw:
znaczna część wypowiedzi objętych prywatnym aktem oskarżenia ma charakter ocenny, publicystyczny albo relacjonuje stanowiska osób trzecich. W tekstach pojawiają się pytania, komentarze, opisy konfliktów oraz przytoczenia wypowiedzi kontrahentów i osób zainteresowanych. Nie sposób tych publikacji mechanicznie traktować jako zbioru kategorycznych twierdzeń autora o popełnieniu przez oskarżycieli prywatnych konkretnych czynów zabronionych.
Nie przekonuje także argumentacja, że skoro w publikacjach pojawiają się odniesienia do „oszustwa”, „nieuczciwych praktyk”, „wprowadzania w błąd” czy „uchylania się od zapłaty”, to już z tego względu musiało dojść do zniesławienia. Sformułowania te, choć niewątpliwie ostre i niekorzystne dla oskarżycieli prywatnych, zostały użyte w kontekście opisywanych sporów cywilnoprawnych, transakcji nieruchomościowych, relacji i sporów kontrahentów oraz publicystycznej oceny postępowania dewelopera. Nie przedstawiono ich jako informacji o prawomocnym skazaniu czy urzędowo stwierdzonym popełnieniu przestępstwa, lecz jako element krytycznej narracji o określonych praktykach gospodarczych.
Renoma nie wyłącza prawa do krytyki
Jeżeli wypowiedź mieści się w formule debaty publicznej, dotyczy sprawy społecznie istotnej i stanowi krytyczną ocenę opartą na opisywanym konflikcie, to samo przekonanie zainteresowanego podmiotu, że wypowiedź jest niesprawiedliwa albo jednostronna, nie wystarcza do uruchomienia odpowiedzialności karnej…
Sąd Okręgowy dostrzega, że publikacje objęte prywatnym aktem oskarżenia były dla oskarżycieli prywatnych niekorzystne, a miejscami niewątpliwie dotkliwe w odbiorze. Nie jest to jednak równoznaczne z realizacją znamion czynu z art. 212 § 1 i 2 k.k. Ochrona czci i renomy nie może prowadzić do wyłączenia możliwości krytycznego opisywania działalności deweloperów, zwłaszcza gdy działalność ta dotyczy spraw budzących uzasadnione zainteresowanie społeczne.
Komentarz
Sprawa ma znaczenie wykraczające poza pojedynczy portal. To kolejny dowód na to, że tzw. pozwy uciszające (SLAPP), kierowane przez silne podmioty gospodarcze przeciwko dziennikarzom, coraz częściej rozbijają się o niezależność sądów. Tezy warszawskiego Sądu Okręgowego mogą posłużyć jako praktyczny punkt odniesienia każdej redakcji, która opisuje rynek nieruchomości i naraża się przy tym na presję prawną.
Na uznanie zasługuje przede wszystkim postawa redakcji Życia Stolicy. Trzeba mieć sporo dziennikarskiej odwagi, by samodzielnie zmierzyć się w sądzie z sześcioma spółkami i obsługującą je kancelarią — i konsekwentnie bronić prawa czytelników do rzetelnej informacji o tym, co dzieje się na lokalnym rynku deweloperskim. To właśnie taka uparta, niewygodna dla możnych praca jest istotą wolnej prasy. Gratulujemy redaktorowi naczelnemu Tomaszowi Szostkowi i całemu zespołowi Życia Stolicy — i życzymy wytrwałości w kolejnych śledztwach.
Sprawę jako pierwszy opisał portal Życie Stolicy.


Komentarze
Pokaż komentarze