nieateista nieateista
368
BLOG

Skok w bok a księża pedofile

nieateista nieateista Religia Obserwuj temat Obserwuj notkę 13
W dzisiejszych czasach, jak wszyscy wiemy i czego często doświadczamy, pokusy czają się na nas niemal na każdym kroku.I jeżeli nadarza się okazja przeżycia na przykład ekscytującej przygody erotycznej z atrakcyjną blondynką czy przystojnym brunetem, to niestety zbyt często z niej korzystamy. O usprawiedliwienie nie jest trudno:

Przecież część moich kolegów i koleżanek postępuje (postąpiłaby) tak samo. 
 
Po „skoku w bok” jest nam nie tylko dobrze, że przeżyliśmy właśnie atrakcyjną przygodę, ale często doświadczamy dodatkowej przyjemności. Gdy na nowo poznanej osobie zrobimy o wiele większe wrażenie niż na żonie lub mężu, a jednocześnie ta osoba wydaje się nam atrakcyjniejsza i w dodatku jest dużo młodsza, to łechtana jest nasza próżność, czujemy się mocno dowartościowani:
 
 A jednak wciąż jestem atrakcyjnym mężczyzną (atrakcyjną kobietą).
 
 Często chodzi nam nie o sam seks, ale właśnie o przekonanie siebie, udowodnienie sobie własnej atrakcyjności. 
 
Przypadkowo natrafiłem w Internecie na artykuł o zdradzie małżeńskiej, w którym znalazła się wypowiedź 36-letniej menedżerki: 
 
 „Mojego męża zdradziłam kilka razy. Dlaczego? Żeby sobie udowodnić, że nadal jestem atrakcyjna, że mogę się podobać, że ktoś o mnie zabiega, akceptuje mnie taką, jaka jestem. Uwielbiam ten moment, gdy mężczyzna pożera mnie wzrokiem, kiedy czuję, że mnie pragnie” .  
 
Czy mamy jednak jakieś wątpliwości? 

Czy rodzą się w nas wyrzuty sumienia? Być może. Ale raczej nie na długo. Przecież w każdym z nas jest potrzeba dobrego samopoczucia. Szukamy więc usprawiedliwienia i szybko je znajdujemy. Co może nas uspokajać, dawać iluzję bezpieczeństwa, oprócz podobnych „grzeszków” wśród członków „naszej paczki”? Na przykład o wiele poważniejsze przewinienia osób, które „stoją dużo bliżej Boga”. 
 
 Spróbujmy spojrzeć z nieco innego punktu widzenia na wychodzące na jaw zbrodnie księży-pedofilów dokonywane w przeszłości.
 
 Osoba niebędąca katolikiem, z zewnątrz, a w szczególności ateista – uzna je za najlepszy dowód fałszu tego wyznania i wiary jako takiej. Będzie wyrażała głośne zdziwienie, jak można przynależeć do Kościoła, który wydaje tak zgniłe owoce. Część jego członków, ale zapewne już wcześniej z różnych powodów przekonanych do zmiany lub rezygnacji, znajdzie w tym ostateczny powód do odejścia z Kościoła. 
 
 Dla niektórych pocieszające
 
Jednak większość pozostaje. Dlaczego? Myślę, że znajdują w tym usprawiedliwienie dla siebie. Chociaż pedofilia jest czymś ohydnym, najgorszą zbrodnią godną nie tylko potępienia, ale najsurowszej kary, to, jak wiemy, ten rodzaj przestępstwa dokonywanego na młodych ludziach – kaleczącego ich do końca życia – był w przeszłości wybaczany przez przełożonych duchownego (pozostawał w ukryciu i wychodził na jaw po bardzo wielu latach). 
 
Jaki może być punkt widzenia wyznawcy mającego „małe grzeszki” na sumieniu? Potępia takiego duchownego-pedofila i żąda jego wykluczenia z Kościoła? Nie zawsze. On ma własny punkt widzenia, własną, indywidualną perspektywę, jak zresztą każdy człowiek. Do pewnego stopnia może się „cieszyć” z tego występku i z takiego łagodnego wyroku. 
 
Te zbrodnie to usprawiedliwienie dla własnych „grzeszków”
 
Czym jest moja zdrada małżeńska w stosunku do pedofilii? Przecież ja nie jestem duchownym! Jeżeli Kościół (Bóg) takie grzechy wybacza, to na pewno także mi zostanie wybaczone. 

Psycholog społeczny powiedziałby, że mamy do czynienia z zasadą kontrastu: z oceną pewnych zjawisk, zachowań w stosunku do wybranego, określonego punktu odniesienia. Oczywiście w tym przypadku osoba „wierząca” kieruje swoją uwagę na te aspekty i na te czynniki, które są dla niej wygodne, które usprawiedliwiają jej postępowanie, które pozwalają zachować dobre samopoczucie, a przede wszystkim wiarę w to, że cały czas ma szansę na nieśmiertelność; ktoś kiedyś bardzo trafnie to ujął: 
 
 Bóg mi wybaczy. To jego fach. 

Czy można wobec Boga być swego rodzaju cwaniakiem czy wręcz krętaczem? Chyba nie. Nie tylko dlatego, że Jezus nie pozostawia żadnych złudzeń co do tego: 
 
„Jeśli sprawiedliwość wasza nie będzie obfitsza niż sprawiedliwość uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do Królestwa Niebios”. 

Możemy odpowiedzieć: 
 
Przecież Bóg jest miłosierny i powinien wybaczyć takie, w sumie niewielkie, grzeszki. 

 Jeżeli istnieje, to myślę, że nie ma na to większych szans. 
 
 Nie chodzi o to, aby powiedzieć – wierzę. Kogo chcemy oszukać? Kogo ja chciałem oszukać w przeszłości? 
Człowiek oszukuje siebie i być może inne osoby, wykazujące podobną dwulicowość. Ale nikogo nadto, a na pewno nie Boga, na pewno nie najbliższych; według mojej subiektywnej opinii przykłady Sodomy i Gomory, wcześniejszego Potopu – wytracenia przez Boga niemal wszystkich ludzi (mieszkańców) – nie pozostawiają żadnych wątpliwości co do tego, jak zostaną ocenione takie nasze zachowania w dniu Sądu Ostatecznego.
 
nieateista
O mnie nieateista

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo