26 obserwujących
234 notki
379k odsłon
  1384   0

Generalskie lampasy za pół godziny nieprawdy?

 

„Śledczy smoleńscy” ukryli przed nami decydujące 30 minut. Analiza.

 

„Fakt” (11.04.2010):

Polscy dziennikarze, którzy już w sobotę rano docierają na uroczystości upamiętniające mord katyński innym rządowym samolotem, czekają na lotnisku na przylot polskiego prezydenta. Część z nich od razu jedzie do Katynia. Reszta jednak czeka. Na piętnaście minut przed planowanym[8:30] przylotem nad pas lotniska nadlatuje rosyjski wojskowy Ił-76[8.15]. Potem robi jeszcze jedno kółko[8:30], ale w końcu odlatuje. Następny ma być polski tupolew. Mija godz. 9. Już powinien wylądować.

„Raport Faktu” sytuuje przylot Jak-a dziennikarskiego na godz… 8.00 i logika relacji się pozornie rozłazi (pamiętajmy jednak, że „cały postępowy świat” przyjął, iż „katastrofa miała miejsce” o 8.56!) - gdyby jednak sensownie założyć, że czas przyziemienia Jak-a jest przesunięty (zdroworozsądkowo) o 30 min. (błędne: powinien wylądować o 9.) – to Ił#1melduje się o 7.45 (8.15 minus 30’), a dziennikarze przylatują o 7.30.

Jak to – powie ktoś – przecież nie lecieli chyba aż 2 godz., bo wylecieli przecież o 5.30?

To już zależy, skąd czerpiemy wiedze o czasie tego lotu: kancelaria premiera obliczała np dla jak-a (na 7-go kwietnia) czas lotu na 2 godz. 20 min.! (a dla tutki: 1.10')...

Skoro zaś ich Jak przyziemił o 7.30 i o 7.45 zaczęli go opuszczać, to o 7.55 mogli już spotkać amb. Bahra, który pojawił się czterdzieści minut  [7.50] przed planowym lądowaniem i wyjechać do Katynia (wyjeżdżaliśmy z lotniska ok. godz. 8).

 

Jakie ma znaczenie ukryta zmiana wylotu i przylotu Jak-a?

Ogromne – i to potrójne:

1. dla losów Delegacji, bo tupolew wg wszelkich świadectw pojawił się nad Siewiernym ok. godziny po lądowaniu Jak-a; obliczenie:

Remigiusz Muś (z zeznania w prokuraturze wojskowej): Widziałem tego Iła, który po drugiej nieudanej próbie lądowania odleciał. Po kolejnych około 20 minutach z głośników naszej radiostacji usłyszeliśmy załogę naszego tupolewa zbliżającego się do rejonu lotniska oraz (zapis wg IES: 08:24:16   044: Chłopaki, Rafał z tej strony, przejdźcie na 123,45); mamy zatem:

Jak ląduje ~7.30, Ił#1 ~7.45, Ił#2 ~8.00, „kolejne ok. 20 min.” ~8.20 + 7 min. na dolot do lotniska od ASKIL…

2. dla losu dowódcy Jak-a, bo przed zarzutem lądowania we mgle „wybronił” go… ruski dokument meteorologiczny stwierdzający, że ok. 7.15 mgły jeszcze nie było; zupełnie jednak wystarczyłoby świadectwo Bahra: Po 15, może 20 minutach czekania pojawiła się mgła (zatem po ósmej!)

3. dla MAK-u, bo nie po to sfałszowano „stenogramy z wieży” i zapisy CVR (a w „naszej” prokuraturze wojskowej akurat w tym miejscu „złamał się” drut z Jak-a, który odsłuchał w Polsce w całości jedynie śp. chor. Muś) – by przyznać nagle, iż tutka pojawiła się nad Siewiernym tuż przed 8.30; Bahr: Minęła zaplanowana godzina przylotu [8.30]. Zawsze trzeba się liczyć z jakimś opóźnieniem, ale ono się wydłużało. - nie zauważył? Bo przecież myśmy jeszcze ten samolot słyszeli, jak przelatywał nad lotniskiem nisko !

 

Podsumowując:

1. Odrzucenie – jako spreparowanych – „ruskich stenogramów” i „dostosowanych do nich” danych z RM pozwala w oparciu o polskich świadków naocznych: dziennikarzy na których powołuje się „Fakt”, Remigiusza Musia, amb. Bahra - z Siewiernego - odrzucić bajdy powstałe z „dalszego zacieśnienia przyjaźni polsko-rosyjskiej” w okresie kwiecień (zgoda Kopacz na MAK zamiast współpracy z EU, zaniechania Parulskiego*) – maj (zgoda Millera na „memorandum” w sprawie wraku); jasne, że podwładni Tuska wypełniali tylko rozkazy (krócej posiedzą?).

2. Niepotrzebna wobec potwierdzonych przez polskich świadków z Siewiernego taktyka procesowa Wosztyla (co do minutażu wylotu i lądowania) jest jednakże zrozumiała gdy założyć, iż tylko argumenty „oficjalne” (czyt. ruskie kłamstwa przyklepane przez „Raport Millera”) mogły go uchronić przed sądem wojskowym (też przecież „oficjalnym”: w końcu nawet wiedząc jak było, wojskowi jednak „musieli” odpuścić…).

3. Ruskie kłamstwa są tak zapętlone, że jedno wyklucza drugie (choć potwierdza trzecie):

- jeśli Wosztyl lądował o 7.15, to „katastrofa wydarzyła się”  przed 8.20, a „stenogramy” są pocięte

- jeśli „katastrofa wydarzyła się” o 8.40, to Wosztyl lądował o 7.30, a stenogramy… są pocięte!

 

Pewne jest tylko jedno: „katastrofa” została ogłoszona po 8.40, a „stenogramy” są pocięte.

 

Por.np.:

http://noweczasy.salon24.pl/609902,na-4-5-rocznice-basniowa-historia-lotu-dziennikarzy  http://noweczasy.salon24.pl/659862,sensacja-czas-przybycia-na-siewiernyj  http://noweczasy.salon24.pl/655292,dziennikarze-smolenscy-polgebkiem-zatracaja-o-prawde  http://noweczasy.salon24.pl/667155,lot-nad-kukulczym-gniazdem-danych-oficjalnych-epwa-rudka-askil

 

* nie mam – broń Boże! – na myśli tych spełnionych poleceń z góry, za których wykonanie (a niewykonanie obowiązków służbowych) ówczesny pułkownik został „po koleżeństwie” usprawiedliwiony (Postanowieniem z dnia 31 października 2013 r. prokurator umorzył postępowanie w sprawie niedopełnienia obowiązków w kwietniu 2010 r., na obszarze Federacji Rosyjskiej oraz w Warszawie, przez funkcjonariuszy publicznych – prokuratorów Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, wykonujących czynności w sprawie PO Śl 54/10 poprzez niewnioskowanie o dopuszczenie i nieuczestniczenie w wykonywanych na terenie Federacji Rosyjskiej sekcjach zwłok 95 ofiar katastrofy lotniczej samolotu Tu-154, nr boczny 101, która miała miejsce w dniu 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem, oraz poprzez nienakazanie powtórnego przeprowadzenia ww. czynności na terenie Polski po przewiezieniu zwłok ofiar i utrudniania w ten sposób postępowania karnego w ww. sprawie, tj. o czyn z art. 231 § 1 kk i 239 § 1 kk, wobec stwierdzenia, że czynu nie popełniono - za:http://niezniknelo.com/npw/www.npw.gov.pl/491-Archkomrzecznik-p_2.html); prokuratorzy, jak wiadomo, byli wtedy „niezawiśli” – chodziło mi o bardziej milowy krok ku lampasom: w naradzie, którą odbył z najwyższymi przedstawicielami prokuratury rosyjskiej w namiocie na smoleńskim lotnisku w nocy z 10 na 11 kwietnia 2010 r. ustalono (za protokołem z narady, znajdującym się w aktach śledztwa smoleńskiego): W razie wniosku przedstawicieli polskich organów śledczych zorganizować ich udział w prowadzeniu działań śledczych (oględziny, przesłuchania świadków). Zatem Parulski z kolegami mógł robić wszystko, czego by sobie zażyczył - tylko nie wnioskował (bełkocząc coś o "oficerach NATO wśród wilków"), bo portkami trząsł (przyszły generał!), chęci mu zabrakło, lub… po żółwikach z Putinem przyszły nowe wytyczne: markować.

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka