Ojciec 1500+
Ojcowie, nie drażnijcie dzieci, ale wychowujcie je stosując dyscyplinę i nauczając je tego, co się podoba Panu. Ef 6.4
14 obserwujących
40 notek
97k odsłon
  905   4

Polityczne waśnie i wspólne imprezy - co bardziej szkodzi?

Wczoraj słyszałem dowcip na czasie:

"Redaktor Robert Mazurek zrobił imprezę wszech czasów - mamy już oktawę (ósmy dzień od) jego urodzin, a niektórzy politycy nadal mają kaca".

O tym, że politycy (i to nie tylko na szczeblu krajowym, ale nawet miejskim) najpierw publicznie się kłócą, a nawet obrzucają wzajemnie obraźliwymi epitetami, a później idą razem imprezować słyszałem już w latach 90-tych ubiegłego wieku... i to z dwóch pewnych źródeł. Pierwszym był nasz trener Zbigniew Bartos (ach, to były piękne czasy, gdy chodziłem na siłownię i na brzuszku miałem "kaloryfer" a nie "bojler"). Kiedy kolejny raz spóźnił się na trening (tym razem bijąc rekord życiowy spóźnienia) wskutek przedłużającej się sesji Rady Miasta, wówczas wściekły jak osa zdradził nam tajniki tego jak wygląda "polityczna kuchnia". 


"Cholera człowieka bierze! Kandydowałem do Rady Miasta aby zrobić coś dobrego, ale nie mogę zrobić nic! Politycy lewicy i prawicy kłócą się przed kamerami, obrzucają najgorszymi wyzwiskami, nie chcą ustąpić nawet w takich pierdołach jak "czy pomalować ławki w parku na biało czy na zielono", posiedzenie się przedłuża, zawalam swoje obowiązki zawodowe, a ważne decyzje są przekładane na kolejne posiedzenie... Później idą razem grać w kręgle i pić wódkę."

Drugim pewnym źródłem był mój ś.p. Tata, który pracował jako główny konserwator obiektu na kręgielni sportowej K.S. "Pilica". Rzeczywiście nieoficjalne mecze "lewica vs. prawica" połączone z imprezą kulinarną zakrapianą alkoholem w znajdującym się na terenie kręgielni barze były "stałą tradycją". Co ciekawe, na ich czas nawet najbardziej upierdliwy stróż (nota bene najbardziej nielubiany przez współpracowników pracownik klubu... którym "przypadkiem" był radny prawicy... czego się nie robi, gdy bezrobocie w mieście ogromne... ale lewica była jeszcze lepsza, gdyż za swoich rządów powciskała członków rodziny na wszystkie wakaty w klubie ze sprzątaczką włącznie) dostawał nagle ataku ślepoty i nie widział którzy radni wracali do domów taksówką a którzy wsiadali za kierownicę pod wpływem alkoholu. W trakcie tych spotkań radni lewicy i prawicy zachowywali się jak dobrzy koledzy rywalizujący ze sobą na korporacyjnym wyjeździe integracyjnym. 

Ale tylko w trakcie wspólnych imprez. Kiedy czasem urządzali sobie imprezy tylko dla swojego partyjnego grona, wówczas ukazywało się ich zupełnie inne oblicze.

Radni prawicy nie kryli się ze swoim fanatyzmem - wszystko co nie z ich klubu było "komunistyczne", wszystko co złe było "komunistyczne" (z Adolfem Hitlerem włącznie - według nich nazizm był wyłącznie lewicową ideologią), a wszystko co nieprawicowe (czyli "komunistyczne") było złe! Czasem jakiś radny wyskoczył z jakimś antysemickim tekstem (a były to czasy, gdy jeszcze żyliśmy złudzeniami, że Żydzi są nam dozgonnie wdzięczni za ocalenie z Holocaustu), najgłupszy radny (oczywiście ten stróż) wszędzie widział agentów, spiskowców i prowokatorów... Ale radni prawicy mieli jakoś bardzo małą skłonność do imprezowania, więc gdyby nie moja młodzieńcza działalność ewangelizacyjna (i fakt, że wpieprzający się wszędzie radni prawicy bardzo tej działalności szkodzili... bo to były czasy Stefana Niesiołowskiego w ZChN-ie, czyli prawdziwego małżeństwa tronu z ołtarzem - nie to co teraz) to o zachowaniach radnych prawicy we własnym gronie od Taty nic bym się nie dowiedział. 

Co innego radni lewicy. Ci to mieli skłonność do balowania i potrafili dużo wypić. A gdy sobie wypili, to wychodziły z nich żądne zemsty bestie, które w przeciwieństwie do głoszonych oficjalnie frazesów o "lewicowej wrażliwości" i "sprawiedliwości społecznej" z pełną premedytacją spychali miasto i kraj w coraz gorszą nędzę, aby zemścić się za utratę władzy absolutnej. Najbardziej zapadło mi w pamięci pewne zdanie wykrzyczane przez pijanego radnego lewicy tak głośno, że słychać je było wyraźnie w warsztacie mojego Taty: 

"Skoro hołota chciała "Solidarności", to trzeba teraz ludziom tak dać w dupę, aby im solidaruchy wyszły bokiem, żeby zatęsknili i zapłakali za komuną! Towarzysz Balcerowicz dobrze robi!"

I w Tomaszowie Mazowieckim rzeczywiście widać było tęsknotę za komuną. Miasto zostało zgwałcone przez "plan Balcerowicza" w sposób bardzo okrutny. Upadły prawie wszystkie zakłady państwowe, w tym ZWCh Chemitex-Wistom ponad połowa mieszkańców miasta znalazła się bez pracy, dzieci mdlały z głodu na lekcjach (dosłownie: ma mojej lekcji zemdlała dziewczynka z trzeciej klasy szkoły podstawowej... oczywiście rodzice bez pracy, dziecko niedożywione z powodu oszczędności), pojedyncze dzieci przychodziły do szkoły w niewyprasowanych ubrankach, bo zakład energetyczny odłączył prąd za długi. Co kilka dni ktoś (najczęściej mężczyzna - ci gorzej znosili brak możliwości utrzymywania rodziny) popełniał samobójstwo - ulubionym miejscem był wieżowiec przy ulicy Warszawskiej (szybko i pewnie) choć bywali tacy, co wybierali inny rodzaj śmierci (np. mąż koleżanki z "oazy" - tak długo nie mógł znaleźć żadnej pracy, że w końcu się powiesił). Właściciele niektórych firm prywatnych wykorzystując fatalną sytuację w mieście wyzyskiwali pracowników w sposób bezprecedensowy - wstrzymywanie wypłat po trzy miesiące bywało u nich standardem. Pozostali właściciele firm z trudem walczyli o przetrwanie, bo ciężko było uczciwemu Przedsiębiorcy i Pracodawcy konkurować ze złodziejem zatrudniającym większość pracowników "na czarno" i "kredytującym" sobie bez odsetek zakupy z niewypłacanych na czas wynagrodzeń. Z powodu braku jakichkolwiek perspektyw w mieście szerzył się alkoholizm oraz inne choroby społeczne i patologie.

Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka