Ojciec 1500+
Ojcowie, nie drażnijcie dzieci, ale wychowujcie je stosując dyscyplinę i nauczając je tego, co się podoba Panu. Ef 6.4
19 obserwujących
99 notek
193k odsłony
  3115   6

Lex TVN. Tę potyczkę przegrał Kaczyński. Wojnę może przegrać Tusk, ale nie musi.

Dla starego obserwatora sceny politycznej w kraju to było oczywiste. Tusk doprowadzając do złamania chorążego Piotra Piątka (prawdopodobnie przez ciągłe sugerowanie mu, że w obecnej sytuacji albo go zabije obecna albo przyszła władza, a bieganie po "Gazetach Wyborczych" i robienie sensacji z tego, co już dawno zostało ustalone przez prokuraturę i sąd będzie jego "polisą ubezpieczeniową") wysłał komunikat: 

Jestem królem umysłów. Nieważne ile razy zostanę przyłapany na draństwach, kłamstwach, łamaniu przepisów drogowych, nieważne przez ile lat Piotr Kraśko będzie jeździł bez Prawa Jazdy, nieważne ile staruszek przejedzie na pasach Najsztub i ile wypadków spowoduje zalany w belę Durczok - jeśli zechcę, to cały kraj będzie mówił wyłącznie o wypadku, w którym Beata Szydło była wyłącznie pasażerem... i będzie mówił tak, że wam to wejdzie w pięty, bo niepodzielnie władam propagandą w tym kraju, a wy macie tylko amatora Kurskiego. 

Błyskawiczne przepchanie przez komisję i "klepnięcie" przez Sejm tzw.: "lex TVN" było odpowiedzią Kaczyńskiego: 

Czujesz się taki pewny? Wiem co knujesz sukinsynu! Nie będziesz mi tutaj szczuł ludzi! Jak chcesz robić przewrót, to stawaj do konfrontacji tu i teraz! Inaczej zabiorę ci "zabawki" i tyle będzie z twojej propagandy. 

Oczywiście Kaczyński blefował. Blefował tak samo, jak 11 sierpnia - wtedy chodziło o powstrzymanie administracji Joe Bidena (USA) przed poparciem Yaira Lapida (Izrael) w konflikcie z Polską dotyczącym nowelizacji Kodeksu Postępowania Administracyjnego utrudniającej organizacjom żydowskim oraz innym oszustom podających się za rzekomych spadkobierców lub ich przedstawicieli dochodzenia praw majątkowych do bezspadkowego mienia w Polsce. Wtedy się udało - Amerykanie usiedli na tyłku, Lapid został sam i przegrał. Tym razem chodziło o sprowokowanie tłumu do ataku na Sejm w momencie, kiedy Tusk jeszcze nie był do niego gotowy. To było do przewidzenia, że Prezydent zawetuje tę ustawę. Ale było także do przewidzenia, że Tusk się na to nie nabierze. Wypowiadając słynne słowa o "sznurze i gałęzi pod ciężarem zgiętej" wysłał sygnał: 

Konfrontacja będzie! I będzie ona krwawa! Ale odbędzie się ona na moich zasadach i w wygodnym dla mnie terminie. Panuję nad tłumem i nie dam wulgarnym "lemparcicom" popsuć mojego planu. Teraz wyślę wyraźną groźbę karalną pod adresem samego Prezydenta RP i co mi zrobicie? Duda będzie musiał przełknąć ten policzek i mimo wszystko zawetować ustawę wychodząc na ulegającego szantażowi tchórza, bo nie zaryzykuje konfliktem z USA w takiej chwili, gdy od wschodu atakuje was Putin. Wy się musicie martwić o Polskę, a ja mam ten komfort, że mogę mieć ją w d... 

Na chwilę pojawiła się wątpliwość czy w związku z szantażem Tuska plan nie zostanie zmodyfikowany i Andrzej Duda nie odeśle ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Jednak w obawie przed kolejnym "wypadkiem przy pracy" takim jak zerwanie "kompromisu aborcyjnego" jesienią ubiegłego roku Andrzej Duda postanowił jednak wziąć to na siebie. Trzeba powiedzieć to wprost: Kaczyński przegrał tę potyczkę i ta przegrana była łatwa do przewidzenia. Założył, ze ma po drugiej stronie amatora takiego jak Grzegorz Schetyna albo Borys Budka, a "facet w krótkich spodenkach", który podstępnie już raz zmasakrował Kaczyńskiego (w trakcie debaty telewizyjnej w roku 2007 rzucając kłamstwo o grożeniu pistoletem w windzie - to kosztowało PiS przegranie wyborów) kolejny raz pokazał, że jest geniuszem zła, któremu żadne kłamstwa, świństwa, intrygi czy nawet zbrodnie (trudno inaczej ocenić zapowiedź zamordowania Prezydenta RP) nie są obce. 

I co dalej? 

Niestety ta potyczka przybliża realizację planu Tuska na siłowe przejęcie władzy w przeciągu kilku najbliższych miesięcy (co Tusk wprost zapowiedział swoją "obietnicą" złożoną "z okazji" Bożego Narodzenia... nawiasem mówiąc złożenie takiej obietnicy w takim momencie najdobitniej pokazuje, że mamy do czynienia z wybitnie cynicznym geniuszem zła. Ale przecież pierwotnie ten plan zakładał siłowe przejęcie władzy przed końcem bieżącego roku! Co się stało, że został odroczony? Łukaszenka zaatakował. O ile atak hakerski ludzi Putina na konto Michała Dworczyka idealnie wpisywał się w plan Tuska, to atak Łukaszenki na naszą granicę trochę popsuł mu plany. W chwili zewnętrznego zagrożenia duża część społeczeństwa przyjmuje postawę propaństwową. Dlatego Tusk wstrzymał się chwilowo przed nawoływaniem ludzi do "obywatelskiego nieposłuszeństwa" i siłowego obalania władzy. Także przygotowanie gruntu pod planowaną dezercję służb mundurowych przez opluwanie i straszenie ujawnianiem personaliów żołnierzy Wojska Polskiego i funkcjonariuszy Straży Granicznej przyniosło efekt nie do końca taki, jak wymarzył sobie Tusk. A ta dezercja jest jednym z koniecznych warunków przewrotu. Tłum "najedzonych misiów" nie zaatakuje budynków rządowych, jeśli Policja go nie przepuści (porównaj: "szturm" na Kaiptol). Tusk musi wiec poczekać do momentu, w którym ludzie już tak się przyzwyczają do sytuacji na granicy, że nie będzie ona warunkowała ich postaw, a służby bedą nią tak zmęczone, że gotowe będą przejść na stronę tych, co je dzisiaj opluwają, byle by tylko mieć święty spokój. 

Lubię to! Skomentuj32 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura