z odmętów szaleństwa :-)
Kwestionowanie uczciwości wyborów to odmęty szaleństwa. /Bronisław Komorowski/
66 obserwujących
375 notek
698k odsłon
5194 odsłony

Casus Banasia, Szydło i Grodzkiego, czyli jak to się robi w TVN

Wykop Skomentuj143

Co tak właściwie wiemy o Marianie Banasiu, prezesie NIK, który na to stanowisko został rekomendowany przez Prawo i Sprawiedliwość? Nic. Jedyna wiedza - poza biograficzną - która spowodowała tzw. "aferę Banasia" pochodzi z tefałenowskiego "Superwizjera”, który poinformował,  że były minister finansów i nowy szef Najwyższej Izby Kontroli wpisał do oświadczenia majątkowego: dwa domy; grunty rolne i kamienicę. Kamienicę i dwa mniejsze mieszkania wynajmuje – wynika z programu. Według dziennikarzy jedna z nieruchomości to niewielki pensjonat, który oferuje gościom pokoje na godziny. Jak podkreślono w materiale "Superwizjera”, w 2016 r. Marian Banaś zadeklarował, że sprzeda kamienicę, ale nigdy do tego nie doszło. Inne dziennikarskie zarzuty wobec Banasia, są pokłosiem reportaży "Superwizjera" i - co ważne, jak okaże się w dalszej części notki - opublikowane w "Rzeczpospolitej".


Autorem reportażu „Superwizjera” o Banasiu jest Bertold Kittel -  dziennikarz śledczy, związany z "Rzeczpospolitą" (sic), a obecnie z TVN. To właśnie Kittel był jednym ze współautorów skompromitowanego materiału o "urodzinach Hitlera”, zorganizowanych w lesie pod Wodzisławiem Śląskim. Ale jego osobie trzeba poświęcić trochę więcej miejsca.


Jest rok 2000. Elżbieta Kruk, ówczesna szefowa gabinetu politycznego ówczesnego ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego sporządza notatkę następującej treści:"Pozyskałam informację, że dziennikarze »Rzeczpospolitej« Anna Marszałek i Bertold Kittel [...] otrzymali zlecenie wykorzystania mediów do wyeliminowania z życia politycznego trzech polityków: Marka Kempskiego, Jerzego Widzyka i Lecha Kaczyńskiego. [...] Działania te prowadzone są w porozumieniu z UOP” – napisała Kruk. Po sporządzeniu tej notatki oraz serii artykułów prasowych, Lech Kaczyński powołał specjalny zespół prokuratorów, który – pod kierownictwem p.o. prokuratora krajowego Zbigniewa Wassermana – wszczął postępowania prokuratorskie w sprawie "przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez niektórych funkcjonariuszy UOP”. Zarzucano im, że "inspirowali artykuły prasowe zmierzające do podważenia zaufania społecznego wobec osób piastujących kierownicze funkcje w państwie niezbędna dla wykonywania swoich zadań publicznych". Zespół rozwiązał po kilku miesiącach następca Kaczyńskiego na stanowisku szefa resortu sprawiedliwości, Stanisław Iwanicki ( rząd Buzka, AWS).


 Kittel i Marszałek w 2001 roku otrzymują nagrodę "Grand Press” w kategorii dziennikarstwa śledczego za tekst "Wojewoda w sieci”, opublikowany w "Rzeczpospolitej". Ale rok później bohaterowie nagrodzonego artykułu, wygrywają proces cywilny o ochronę dóbr osobistych, wytoczony wydawcy i naczelnemu dziennika. "Oznaczało to podważenie wiarygodności źródeł wykorzystywanych przez Kittela i Marszałek w pracy, co szczególnie w pracy dziennikarzy śledczych powinno oznaczać utratę pozycji zawodowej” – ocenili autorzy biografii politycznej prezydenta Kaczyńskiego. Ale nic takiego nie nastąpiło - Marszałek i Kittel nieco później,  na łamach „Rzeczpospolitej” oskarżyli  byłego wiceministra obrony narodowej Romualda Szeremietiewa o udział w działaniach korupcyjnych w MON. W 2008 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uniewinnił Szeremietiewa od zarzutów korupcji. W 2016 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie, prawomocnym wyrokiem nakazał autorom publikacji przeprosić Szeremietiewa.


W przeszłości zatem niejednokrotnie podważano wiarygodność źródeł, jakie w dziennikarskiej pracy wykorzystywał Bertold Kittel. Jak więc wygląda wiarygodność tefałenowskiego "cyngla", w zderzeniu z aktualną nagonką na byłą premier Beatę Szydło i wcześniejszym reportażem "gnojącym" Mariana Banasia? Dla mnie jest to wiarygodność zerowa, mimo, że nie jest moim zamiarem bronienie Banasia - być może nie jest on "jak żona Cezara", czyli wolny od wszelkich podejrzeń. Problem w tym, że do dziś nikt nie wskazał żadnego dowodu na to, że Banaś popełnił jakiekolwiek przestępstwo. Co więcej, wszystkie zarzuty mają charakter wyłącznie medialny i opierają się na reportażu Kittela.


Reportaż został w TVN wyraźnie "wzmocniony" licznymi komentarzami, opiniami  i analizami politycznych "autorytetów", którzy - jak sądzę - pełnią rolę "dyżurnych" komentatorów  i prawdopodobnie ze stacją są związami konkretnymi umowami. Ale tyle wystarczyło, żeby Banasia zdewastować, zniszczyć i używać jako antypisowskiej broni atomowej. Jak widać, po Banasiu Kittel dostał zlecenie na Beatę Szydło i bezwzględnie stosuje te same  metody, których użył w przypadku Banasia i "wafel SS". Czyli klasyczne zaburzenie perspektywy wydarzeń i kontekstu, wsparte przenoszeniem odpowiedzialności oraz budowaniem negatywnych skojarzeń. To nie są działania dziennikarskie, to raczej działania zaczerpnięte z podręczników manipulacji dla służb specjalnych, czyli wracamy do notatki Elżbiety Kruk z 2000 r.

Wykop Skomentuj143
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura