z odmętów szaleństwa :-)
Kwestionowanie uczciwości wyborów to odmęty szaleństwa. /Bronisław Komorowski/
90 obserwujących
479 notek
968k odsłon
501 odsłon

Tak, jestem homofobem.

Wykop Skomentuj50
Niniejsza notka to "remake" notki, którą opublikowałem 27 października 2019. Chociaż tamten tekst nic nie stracił na aktualności , sytuacja związana z szeroko rozumianym ruchem LGBT jest na tyle dynamiczna, że wymaga nieco innego spojrzenia i uaktualnienia. Szczególnie, że pojawiło się "tlo" węgierskie i nowa odmiana ( pandemia "zabiła" tęczowe marsze) ofensywy LGBT w Polsce. Zapraszam do lektury i komentowania.



9.05.2020 węgierski parlament większością dwóch trzecich głosów przyjął kontrowersyjną ustawę ograniczającą prawa osób transseksualnych. Według nowej ustawy w żadnym dokumencie nie mogą one już zmienić płci wpisanej do aktu urodzenia. Tzw. płeć metrykalna przypisana przy urodzeniu zostaje stwierdzona na podstawie "pierwszorzędnych cech płciowych lub chromosomów” – na zawsze.


Natychmiast spowodowało to lawinę krytyki pod adresem rządu Viktora Orbana. Histerię rozpoczął szef węgierskiego oddziału Amnesty International David Víg.  – Węgry cofnęły się do średniowiecza - powiedział, a wtóruje mu Komisarz praw człowieka Rady Europy Dunja Mijatovic, która nazwała ustawę  "ciosem w godność transseksualistów”. Kwik "postępwców" i środowisk LGBT wieszczy rzecz jasna zrobienie przeciwko ustawie "wszystko, co możliwe”, ale wiadomo już, że ostateczna decyzja zajmie lata, czy to na Węgrzech, czy w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. Determinacja rządu Orbana jest w tym temacie duża, o czym świadczy wypowiedź Imre Vejkey, posła z ramienia Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej (KDNP), koalicjanta partii rządzącej Fidesz:opinia zainteresowanych jest bez znaczenia


 W ostatnich latach nastawienie rządu w Budapeszcie do społeczności LGBTQ znacznie się zaostrzyło. Przewodniczący parlamentu László Kövér porównał adoptowanie dzieci przez pary homoseksualne wręcz do pedofilii. Nieco później István Boldog, wiceszef klubu parlamentarnego Fideszu, domagał się zabronienia marszu Budapest Pride, a lojalny wobec rządu publicysta Zsolt Bayer oświadczył z dumą: "Tak, jesteśmy homofobami”.


Tak, ja również jestem homofobem. Dlatego nie tylko stanowczo popieram działania Węgrów przeciwko tęczowej zarazie, ale uważam, że także Polsce potrzebna jest podobna ustawa, która przetnie idiotyczne wymysły o "płci kulturowej", mitycznym "prześladowaniu" osób LGBT czy też sposobów finansowania organizacji i fundacji ściśle związanych z tęczowymi. Trzeba bowiem wreszcie głośno powiedzieć, że tęczowy mit "wolności", który rzekomo walczy o równe prawa rzekomo dyskryminowanych mniejszości, to w rzeczywistości agresywny, chociaż jeszcze nie zbrojny,  terroryzm o charakterze lewacko - marksistowskim  i takiej ideologii. Terroryzm finansowany w sposób niekontrolowany, prawdopodobnie z zagranicy, przez ośrodki zainteresowane tym, żeby w Polsce podsycać podziały, niszczyć Kościół Katolicki, podważać demokratycznie wybrane władze i mieszać w politycznym kotle, doprowadzając zawartość do wrzenia. Bajanie o rzekomej nienawiści do drugiego człowieka za jego orientację seksualną, zrównywanie homofobii z faszyzmem lub wręcz porównywanie jej z holocaustem, to tylko zasłona dymna dla celów "wyższych": wynarodowienia państw europejskich,  ostateczne zerwanie z wizją Europy ministra spraw zagranicznych Francji Roberta Schumana i zastąpienie tej Europy tworem według Altiera Spinellego — włoskiego komunisty, autora słynnego "Manifestu z Ventotene”. Jeżeli ktoś przebrnie przez trudny tekst manifestu ( a polecam) zauważy dokładnie to, co słyszymy z ust aktywistów LGBT i popierających ten ruch polityków. Przypadek? Nie sądzę.


Czy homofobia to w ogóle coś złego, coś, czego należy się wstydzić i raczej się tym nie chwalić? Absolutnie nie - wg. definicji homofobia (od: homoseksualność i fobia) – to negatywne postawy i uczucia wobec homoseksualności lub osób postrzeganych jako lesbijki lub geje. Jako wolny człowiek mam prawo czuć niechęć do gejów,  lesbijek i transwestytów z  bardzo prozaicznego powodu: bo to kłóci się z moją hierarchią wartości, wynikającą z tradycji rodzinnych, wychowania, edukacji i tym, że żyję w jakimś kręgu kulturowym. To moja własna hierarchia wartości. Czy moja hierarchia jest lepsza niż  - parafrazując utwór Kazika - Twoja hierarchia? Absolutnie nie, ale nikt nie może mi narzucić zmiany moich poglądów "na siłę". Analogicznie, szanuję poglądy innych, szanuję innych ludzi ( pod warunkiem, że są przyzwoitymi) i z tego punktu widzenia tak samo szanuję "pedała" i "lesbę", Tyle, że szacunek nie oznacza akceptacji. Z drugiej strony mój szacunek oznacza także pełną zgodę na to, że jeśli w Polsce są osoby dyskryminowane z różnych względów ( w tym z powodu orientacji seksualnej), to zgodnie z polskim prawem muszą mieć dostęp do pomocy. Nie ma żadnych przesłanek, żeby twierdzić, że tak nie jest, co więcej - prawo już na poziomie lokalnym ( np. regulaminy zakładów pracy) są w tej kwestii bardzo restrykcyjne. Różnimy się zatem od siebie tym, na ile dana wartość odgrywa znaczącą rolę w naszym życiu w porównaniu do innych. To właśnie jest przyczyną wielu konfliktów między nami, to jest przyczyna konfliktów, czy wręcz wojny ideologicznej na punkcie LGBT. Zrozumienie tych zależności to klucz do zrozumienia homofobii i ... węgierskiej ustawy. Tak, jestem homofobem i jestem z tego dumny!


https://www.dw.com/pl/walka-orb%C3%A1na-z-lgbtq-tak-jeste%C5%9Bmy-homofobami/a-53538406




Wykop Skomentuj50
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo