z odmętów szaleństwa :-)
Kwestionowanie uczciwości wyborów to odmęty szaleństwa. /Bronisław Komorowski/
91 obserwujących
492 notki
1011k odsłon
3428 odsłon

Anatomia buntu

Wykop Skomentuj132

Wygląda na to, że bunt na okręcie Zjednoczonej Prawicy,  dowodzonego przez admirała Jarosława Kaczyńskiego i kapitana Morawieckiego, został stłumiony. Nasuwa mi się analogia do buntu na HMS Bounty, która jest w pełni uzasadniona przynajmniej w odniesieniu do głównych postaci z okrętu Royal Navy w 1789 roku : kapitana Wiliama Bligha i przywódcy buntowników, Christiana Fletchera. Pierwszy przedstawiany jest jako apodyktyczny potwór, chociaż jako taki jest powszechnie akceptowany, drugi jawi się  jako lekkomyślna ofiara tragicznego zbiegu okoliczności i człowiek , który w imię dobra załogi otwarcie kwestionował metody dowodzenia kapitana Bligha.


Bunt na „Bounty” to jeden z najbardziej znanych epizodów w dziejach żeglugi. Właściwie trudno powiedzieć dlaczego właśnie ta rebelia stała się inspiracją dla pisarzy i reżyserów filmowych, dlaczego to właśnie jej bohaterowie stali się powszechnie znani. Pewnie dlatego, że główne postacie buntu doskonale funkcjonują na zasadzie pełnego kontrastu. A może dlatego, że los buntowników okazał się tragiczny - część utonęła na skutek katastrofy okrętu pościgowego, który ujął grupę buntowników, część - po dostarczeniu ich do Anglii - powieszono, reszta albo wyrżnęła się wzajemnie, albo została wyrżnięta przez Polinezyjczyków na wyspie Pitcairn. Wygrał tylko kapitan Bligh, który został gubernatorem Sydney, gdzie zasłynął z twardej ręki, opłynął także w rejsie badawczym Tasmanię.


Większość buntów przeważnie kończy się mniej więcej tak, jak bunt na "Bounty" - nawet, kiedy do czasu buntownicy odnoszą sukces, finalnie kończą źle, albo bardzo źle. Sukces zawsze uzależniony jest od rozmiaru buntu: im więcej jest buntowników, tym większe szanse na powodzenie. Fletcher pociągnął za sobą prawie całą załogę "Bounty", Zbigniew Ziobro tylko niewielką -  chociaż istotną dla większościowego rządu - grupę posłów, wśród których trudno jest wskazać kogoś, kto wybijał by się ponad poziom szeregowego majtka. I wystarczyło, że "admirał" pokazał buntownikom wirtualny, polityczny stryczek, żeby buntownicy pokornie wrócili na pokład, zapewniając o dozgonnym posłuszeństwie wobec niego.


Ale wiele z tego buntu wynika. Po pierwsze jest wreszcie szansa, że to wszystko, co w swoich poprzednich notkach nazwałem "zakopanym po osie w piachu wozem z węglem" ruszy, chociaż z drugiej strony można mieć poważne wątpliwości czy po buncie wóz jest w ogóle w stanie nabrać sensownej prędkości. Po drugie, część elektoratu, dotąd wierny i ufający Jarosławowi Kaczyńskiemu ( z którym to elektoratem się osobiście utożsamiam) poczuła się nie mniej upokorzona, niż buntownicy. Dla rozumnego wyborcy - nie wyznawcy - Prawa i Sprawiedliwości okoliczności buntu i otoczka panująca wokół jego wywołania i łlumienia jest nie do zaakceptowania i przekreśla wszelkie zaufanie. Co mam na myśli? Proszę bardzo:
-  nie może być tak, że najważniejszy prezes w Polsce na społecznościowym, utożsamianym z lewactwem medium, prezentuje mglisty projekt ważnej i kontrowersyjnej ustawy, używając argumentów moralnego szantażu. Byłoby chyba poważniej, gdyby prezes wystąpił w "Teleranku" telewizji ABC.
- nie może być tak, że nie dość wyskoku pomysłu w rodzaju "ni z gruszki ni z pietruszki", to jeszcze procedowanie tejże ustawy przeprowadzane jest tak, jakby Polska była w stanie wojny i od uchwalenia tej ustawy zależała niepodległość - bez konsultacji i możliwie najszerszej dyskusji.
- nie może być tak, że jedna ustawa stanowi przykrywkę dla innej, o której się właściwie nie mówi nic i przez opozycję została nazwana "bezkarnością plus". Nawet jeżeli intencje i powody wprowadzania takiej ustawy są jak najbardziej zasadne, to przemilczanie i maskowanie jej budzi podejrzenia i jest lekceważeniem elektoratu. A jest ciekawe, dlaczego ustawę forsuje się teraz, kiedy "covidowe" działania Morawieckiego, Szumowskiego czy Sasina, nie są do końca jasne.
- nie może być ta, że ważne regulacje dotyczące dobrostanu zwierząt, tak naprawdę dla prezesa są testem na lojalność koalicyjnych partnerów, bo to tworzy podejrzenia o zwyczajny cynizm.
- nie może być tak, że wszytko to razem tworzy wrażenie "teatru na żywo" w którym gra aktorów jest kompletnie rozbieżna z wrażeniami w odbiorze widzów - zdezorientowanych i zdegustowanych ich grą.
- nie może być wreszcie tak, że publiczne media deformują rzeczywistość, używając tak infantylnych określeń jak "kłótnia w rodzinie", czy "ogon nie może merdać psem", a ponadto nie przedstawia konfliktu z szerszej i obiektywnej perspektywy.  To jest robienie z ludzi ( elektoratu) idiotów i potomków pańszczyźnianych chłopów.


Po trzecie, nikt na buncie właściwie niczego nie wygrał. Jarosław Kaczyński zyskał... twarz apodyktycznego "kapitana" który potrafi zarządzać tylko poprzez wywołany przez siebie konflikt. Nawet jeżeli przyjąć, że wygrał porządek w szeregach ZP, to traci jako wspomniany wyżej "kapitan" i człowiek, do którego część elektoratu straciła zaufanie i szacunek. Mateusz Morawiecki zyskał co prawda pozycję "nietykalnego" ale nie swoją osobowością,  ale brzydko odbieranym poparciem prezesa, który dla "pupilka" postawił na szali całą koalicję rządzącą. Zbigniew Ziobro zyskał wiedzę, że jest za krótki, żeby ruszyć Morawieckiego i pisowski układ Nowogrodzkiej, nawet, jeżeli posiada istotne "haki". Stracił natomiast pozycję mocnego i ważnego gracza politycznego - być może także stołek ministra sprawiedliwości ( tego jeszcze nie wiemy). Wyborcy stracili zaufanie do PJK i całej ZP i dwa razy obejrzą wyborczą kartę, zanim oddadzą głos na listy PiS. Tym bardziej, że podobno ceną stłumienia buntu ma być odejście od negacji środowisk LGBT, czyli lekki (?) zwrot PiS-u  w lewo, bo inaczej Ursula Z Brukseli groszem nie sypnie. Za to sypie się oświadczenie PMM, że nie ma mowy o powiązaniu tej sporej kasy z reformą sprawiedliwości i kto wie, czy właśnie to nie jest clou buntu, który opisuję. Aha, straciły też zwierzęta, bo  trudno zapowiedzi prezesa - w szerszym ujęciu całości - traktować poważniej,  niż cyniczne zagranie zarządzania przez konflikt.


Wykop Skomentuj132
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka