W okopie rozsądku
Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz. /Gandhi Mahatma/
141 obserwujących
593 notki
1335k odsłon
  7662   0

To nie jest dobry rząd


Najśmieszniejsze jest jednak to, że konfliktu w Zjednoczonej Prawicy rekonstrukcja  nie rozwiązała -  raczej tylko zamiotła pod dywan. Przystawki dostały co prawda po łapach i zostały sprowadzone "na glebę", ale jednocześnie dostały nagrodę pocieszania w postaci dodatkowych ministrów w KPRM. Trudno też uwierzyć, by utworzenie specjalnego stanowiska wicepremiera i szefa komitetu ds. bezpieczeństwa wynikało z potrzeb państwa i konieczności racjonalnej przebudowy gabinetu tak, by ten jak najlepiej mógł odpowiadać na stojące przed Polską wyzwania. Nikt nigdy o takim rozwiązaniu publicznie nie mówił. Kaczyński zatem nie wchodzi do rządu, bo tego potrzebuje państwo, ale dlatego, że jest to konieczne dla przetrwania skłóconej koalicji rządowej – gdyby szczerze nazwać funkcję lidera PiS, zostałby zaprzysiężony jako wicepremier ds. pilnowania Morawieckiego i Ziobro. Prezes PiS jako wicepremier w oczywisty sposób osłabia premiera Morawieckiego: trudno sobie wyobrazić posiedzenie rządu jako klasycznej narady znanej z korporacji, w której dyskusja jest prowadzona na linii szef ( premier) - podwładni ( ministrowie). Tutaj faktyczny szef jest formalnie podwładnym, zatem całą relacja jest zakłócona, co na pewno nie służy ani efektywności posiedzeń, ani wizerunkowi samego rządu, jak i samego premiera. Oczywiście, do pewnego stopnia tak było od samego początku obecnych rządów PiS – Kaczyński pełnił funkcję nadpremiera, kontrolującego oba „swoje” gabinety, Szydło i Morawieckiego. Ale bezpośrednie wejście prezesa PiS do rządu jako "podwładnego", to kuriozum znacząco ograniczające kompetencje premiera, którego niby miało się wzmocnić.   


Zamieszano także resortami, ludźmi, procesami organizacyjnymi i drabinkami decyzyjnymi. Kluczowe pytanie brzmi jednak, czy od tego mieszania rządowa herbata zrobi się słodsza? Czy fuzje i likwidacje ministerstw, przetasowania kadrowe, przerzucanie kompetencji między resortami stworzą nową, bardziej sterowną rządową strukturę, zdolną realizować strategiczne cele, bez rozdrabniania państwa na prywatne ambicje i widzimisię szefów ministerstw? Szczerze pisząc, nie sądzę.


Po pierwsze, nowe, wielkie resorty prawdopodobnie zmienią się w niesterowne molochy. Nie po to cała nasza cywilizacja poszła w "wyspecjalizowane specjalności", żeby zarządzać molochami, w których rozmywa się odpowiedzialność i proces decyzyjny. Przekładając to na zrekonstruowany rząd wychodzi na to, że polityka będzie rozgrywać się nie jak dotąd, na poziomie każdego resortu, ale na poziomie wice, albo wice - wice ministrów, czyli ludzi, od których zaczyna się branżowa fachowość. Przyznam też szczerze, że w sprzedawaną mediom od kilku miesięcy opowieść o zmianie mającej przebudować całą konstrukcję gabinetu, wzmacniającą premiera, przestałem wierzyć, gdy dowiedziałem się, że do rządu wchodzi Jarosław Kaczyński. O zapowiadanej od półtora roku nowej ofensywie programowej PiS nawet nie ma co marzyć, rząd skupiony jest na pandemii, dziwnym zjawisku, z którego jedni drwią, a drudzy się panicznie boją. Nad jednymi i drugimi PiS powoli traci kontrolę, ba - traci kontrolę nad służbą zdrowia, która już przybrała karykaturalny wizerunek lekarza, który nie przyjmuje pacjentów, bo oni są chorzy. Zresztą w tym temacie jest najwięcej okazji do wykazania się głupimi pomysłami i trzeba przyznać, ze Nowogrodzka ( pardon, już URM) nie próżnuje. Pewnym usprawiedliwieniem jest to, że wszędzie na świecie koronawirus sieje spustoszenie umysłowe - w jedną, lub drugą stronę. Jedno jest w tym pewne: działania okołowirusowe czynią większe szkody, niż sam wirus. Po drugie, w sposób istotny oddalono się od programowej "biblii" Prawa i Sprawiedliwości, dokumentu:  "Polski model państwa dobrobytu", w którym - rzeczywiście - mówi się o  umocnieniu pozycji Prezesa Rady Ministrów, ale też dużą wagę przykłada do doboru kadr ministerialnych i spółek Skarbu Państwa. Tymczasem, żeby kierować ministerstwem nie trzeba być fachowcem w ministerialnej branży , ani nawet sprawnym menadżerem - wystarczy być "przydupnikiem" prezesa i mieścić się w dziwnych zapisach umowy koalicyjnej, która ma w sobie chyba coś z "Killera: Siara trzy sztabki złota, Lipski jedna  sztabka, Siara trzy, Lipski jedna. Kiedy doczekam się czasów, w których minister nie będzie z przydziału, ale po prostu będzie fachowcem? 


Reasumując, jakościowe pikowanie w dół ( co powoli widać w sondażach ) PIS jest zatrważające. Partia, która miała zerwać z dziwnymi praktykami dotyczącymi obsady ministerstw czy ważnych urzędów, jakimiś dziwnymi kryteriami preferuje miernoty, pozbywając się tak wartościowych ludzi jak Ardanowski czy Emilewicz ( tutaj można wymienić jeszcze kilka nazwisk). Partia, mająca dotąd dosyć jasne dla wyborców cele i konsekwentnie do wytyczonych celów zmierzająca, w samobójczym wariactwie potrafi sama się uwikłać w bezsensowne spory i konflikty, nie przynoszących kompletnie żadnych korzyści. Państwem potrafi zatrząsnąć psychiczny gówniarz, któremu wydaje się, że jest kobietą oraz skorumpowana sędzia, podważająca istniejące prawo. Zamiast obserwować rosnące inwestycje w rodzaju CPK, wyborcy dostają igrzyska z cyklu "policja goni złodzieja" i niekończące się użalanie, z powodu unijnych procedur praworządności. Tak, piję do porażającej już nieskuteczności polskiego rządu, który nawet z ambasador zaprzyjaźnionego sojusznika nie umie sobie poradzić. Panuje sądowa anarchia, "Themis" i "Iustitia" zrobiły sobie państwo w państwie, reforma sądownictwa stoi od miesięcy wraz z ludźmi, którzy stoją w zakorkowanych kolejkach po sądowe orzeczenia. Jak mawia mój sąsiad: "panie, wszystko sztopło". I ma rację, bo państwo rządzone przez PiS przypomina aktualnie linię produkcyjną, w której ktoś wcisnął "grzyba", czyli przycisk wyłączający całą maszynerię. Z wciśniętym "grzybem" nie ma nawet cienia szansy, na wygranie następnych wyborów, ale prezes i "przydupnicy" chyba naprawdę wierzą w siłę telewizji Kurskiego i przekaz TVP INFO, upodobnionej do tybetańskich młynków modlitewnych, którymi wystarczy kręcić, żeby w kółko powtarzać to samo. Tyle, że rosną szeregi "Ziemkiewiczów", którzy  w tym żenującym spektaklu uczestniczyć już nie chcą i mówią dość. To nie rząd potrzebował rekonstrukcji - rekonstrukcji pilnie wymaga PiS, które dusi się we własnym zaduchu "przydupników" i tzw. "żelaznego elektoratu". W zaduchu nie da się być twórczym, dlatego nowo powstały rząd jest po prostu fatalnym i skleconym prowizorką pomysłem. To nie jest dobry rząd ani dla Polski, ani dla czasów, w których żyjemy. Ale znęcać się nad nim nie będę, bo na teraz nie ma żadnej alternatywy, a może się mylę i w swojej głupocie nie dostrzegam geniuszu wicepremiera i szefa komitetu ds. bezpieczeństwa. Zajmuję wygodne miejsce widza, zrobię sobie popcorn i naleję whisky. I niech się dzieje co chce - i tak nie słuchają żadnych rad i krytyki. Panie Ziemkiewicz - chapeau bas! Zachowując proporcje idę w Pana ślady.




Lubię to! Skomentuj322 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka