W okopie rozsądku
Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz. /Gandhi Mahatma/
124 obserwujących
559 notek
1259k odsłon
  745   6

Kilka słów ( o Salonie) na do widzenia

W swojej ostatniej notce napisałem:

PS. To moja (przed?) ostatnia notka na Salonie24.pl. Przez kilka lat zajmowałem się tutaj głównie polityką, ponieważ kierowałem się słowami Jana Jakuba Rousseau: " Przystępuję do rzeczy nie uzasadniając doniosłości mego przedmiotu. Zapyta mnie ktoś, czy jestem władcą lub prawodawcą, abym pisał o polityce. Odpowiem, że nie i że dlatego właśnie piszę o polityce. Gdybym był władcą lub prawodawcą, nie traciłbym czasu na mówienie, co należy czynić; czyniłbym to albo bym milczał”.Ale już dość! Podjąłem decyzję żeby odejść, ponieważ z jednej strony czuję się publicystycznie wypalony, z drugiej Salon przestał być dla mnie czymś w rodzaju wirtualnego domu i miejsca ciekawej wymiany myśli i poglądów. Dlaczego? Dużo by trzeba pisać, nie czas na to i miejsce - być może napiszę na pożegnanie coś w formie listu otwartego do nowych gospodarzy Salonu. W każdym razie nie czuję się  tutaj potrzebny, zatem po co się męczyć? Pewnie czasem coś skomentuję i będę się temu miejscu przyglądać. Nie wykluczam także, że wrócę za jakiś czas - ale już pewnie nie jako @Kemir. Ten blog nieodwołalnie zamykam - w sensie pisania notek. Pozostaje mi z całego serca podziękować wszystkim moim Czytelnikom, Komentatorom, Sympatykom i  Adwersarzom. Wielkie dzięki przesyłam też Pani Bognie Janke, bo to dzięki jej "dziecku" mogłem spędzić tu fantastyczne chwile i rozwinąć się jako bloger i amatorski publicysta. Bywajcie!


Pora na małe podsumowanie i kilka słów mojej opinii o Salonie i jego przyszłości.


Swoją pierwszą notkę opublikowałem w marcu 2014 roku. Zaliczałem się wtedy do salonowego planktonu, będąc jednocześnie pełnym podziwu dla poziomu publicystyki blogerów, którzy byli na topie i mieli właściwie "abonament" na stronę główną Salonu24 pl. Stanowili liczną grupę i śmiem twierdzić, że do dziś większość zawodowych publicystów mogłoby u tych blogerów brać lekcje, jak pisać ciekawie, sensownie i rzetelnie. Salon dumnie wypełniał medialną niszę publicystyki na wysokim poziomie, wyróżniając się na tle "bezpłciowości" popularnych mediów. Z wysokim poziomem publicystyki korelował niepowtarzalny klimat dyskusji, często równie wartościowej ( lub nawet bardziej) jak publikowane treści. Próbując nieśmiało pisać swoje notki, czułem się jak karzeł wśród gigantów - gdzież mi tam do ich poziomu? Ale powoli zaczynałem być dostrzegany, tak jak powoli doskonaliłem swój publicystyczny warsztat. Później nastąpiła "żółta" rewolucja Pani Bogny Janke i trochę się "porobiło". Znacząca część "gigantów" odeszła, nie do zaakceptowania był system komentowania via Facebook, a prawicowo - patriotyczny charakter salonu zamienił się w pluralistyczny targ różności -  niby dla każdego coś miłego. Zostałem, bo mimo tych zmian jednak w jakiejś cząstce wyczuwałem klimat "starego" Salonu. Zawsze coś, szczególnie na tle "onetowych" mediów.


Niestety, teraźniejszej "rewolucji" znieść nie potrafię. Salon Pana Jastrzębowskiego ma tyle wspólnego z salonowym, blogerskim duchem, co stary Fiat 126 z nowym Mercedesem. Czyli co prawda "jedzie", ale do dupy jest taka jazda. Oglądam stronę główną Salonu: stosunek treści blogerskich do artykulików redakcyjnych ma się mniej więcej jak jeden do czterech. Poziom publikacji i dyskusji pod nimi? Szanujmy się, a przynajmniej ja chcę szanować samego siebie, swoją inteligencję i poczucie publicystycznej estetyki. Jeżeli na SG zamieszcza się wielokrotne autoplagiaty pewnego blogera, którego bezwartościowe, skrajnie nienawistne do PiS wypociny słusznie nie znajdowały uznania redaktorów Pani Bogny, to ja nie mam pytań. Jeżeli redakcyjne publikacje ktoś podpisuje "ja" i pod  nimi, oraz pod tekstami red. Jastrzębowskiego czy red. Wosia niemoderowana dyskusja jest wypisz -wymaluj festiwalem dawnych, "onetowych" komentarzy ludzi o poziomie inteligencji ameby, to także nie mam pytań. Bo odpowiedzi już padły.


Quo vadis Salonie? Do poziomu popularnych serwisów internetowych brakuje już tylko "Pudelka". Nie chcę się wyzłośliwiać (chociaż aż mnie palce swędzą) ale jako już "stary" bloger apeluję do Pana Jastrzębowskiego: proszę nie iść tą drogą. Kluczem do podtrzymania ducha Salonu, są blogerzy, którzy - owszem - w połączeniu z profesjonalną siłą redakcji mogą się tylko wzmocnić i systematycznie podnosić swój poziom. Czyli poziom salonowych publikacji, czyli poziom Salonu. Nie ma dobrych, wartościowych blogerów? Jestem jednym z ostatnich ze "starej gwardii" - co Pan zrobił, żeby mnie zatrzymać, co Pan zrobił, żeby przyciągnąć z powrotem tych, którzy jeszcze nie tak dawno tu pisali? Co Pan zrobi, żeby zatrzymać już tylko garstkę tych piszących sensownie? Dlaczego uparcie dyskryminuje się blogerów i blogerki znakomicie piszących świetne, chociaż kontrowersyjne teksty? Bo nie mieszczą się się w linii politpoprawności? To gdzie ten pluralizm, wolność słowa, poglądów i obietnica: "to miejsce jest dla Państwa"? Jakich "państwa"? Tej bandy trolli i hejterów, którzy od dawna "mordują" każdą sensowną dyskusję? Miejsce? Obawiam się, że tym miejscem jest tylko tzw. salonowa "piwnica" - spieszmy się czytać notki (niekiedy znakomite), bo szybko odchodzą. Proszę pamiętać, że duch Salonu to przede wszystkim dyskusje i komentarze pod artykułami. Jeżeli ani Pan, ani nikt z redakcji nie bierze w niej udziału, to powiedzmy sobie szczerze: ten duch umarł. Wstydzicie się Panowie swoich tekstów? Może i słusznie, bo najwyższych lotów one nie są - przynajmniej jak na zawodowców. Igor i Bogna Janke pisali znacznie lepiej i brali udział w dyskusji, biorąc komentarze "na klatę". Ale to już kwestia pańskiego wyboru: albo Salon będzie salonem publicystów i dyskusji, albo serwisem  quasi informacyjnym. Jak to się mówi: to Pana cyrk i pana małpy. Proszę wreszcie zauważyć, że na Salonie brakuje synergii, tego niezbędnego  - moim zdaniem - powiązania redakcji i blogerów w jeden sprawny i silny medialnie organizm. Na dziś można jedynie odnieść wrażenie, że salonowy bloger (bloger, nie troll piszący bloga)  to taki nieładny dodatek do garnituru - no trudno, niech będzie. 


Z uwagą będę się Salonowi przyglądał. Być może wrócę, ale to zależy od tego, czy będzie szansa na to, żeby czuć się tutaj dobrze i swojsko, nawet, gdybym miał być karłem wśród gigantów. Inaczej szkoda mojego czasu, tych setek godzin na zbieranie materiałów potrzebnych do napisania ciekawej, sensownej i rzetelnej notki. Cenną za to nagrodą było i jest uznanie, z jakim często się spotykałem oraz wirtualne poznanie wielu fantastycznych ludzi, z którymi miałem zaszczyt wymienić się poglądami, komentarzami i uwagami. Nie sposób wymienić ich wszystkich, nie chcę nikogo pominąć, ale "kumaci" wiedzą, czy są na tej liście. Dla nich chętnie prześlę mój adres e-mail (proszę dać znać na PW) - żal byłoby spalić za sobą mosty sympatii, empatii i wspólnego rozumienia tego, co nas łączy - dobra Polski.


   Kemir

Lubię to! Skomentuj39 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości