W okopie rozsądku
Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz. /Gandhi Mahatma/
142 obserwujących
598 notek
1350k odsłon
  2152   5

Jak Gareth Southgate Węgrów poucza, a Robert Lewandowski nie ma problemu...

"Świat się zmienia. Choć niektórzy ludzie tkwią w swoich sposobach myślenia i uprzedzeniach, to w końcu staną się dinozaurami" – powiedział szkoleniowiec Anglików, Gareth Southgate, po tym jak jego drużyna została wybuczana przez węgierskich fanów za klęknięcie w hołdzie Black Lives Matter. Na stadionie w Budapeszcie doszło do tego, do czego dojść musiało. Reprezentacja Anglii w piłce nożnej - już tradycyjnie - przed pierwszym gwizdkiem klęknęła na jedno kolano. Hołd mający w domyśle stanowić przejaw walki z rasizmem, przez jeszcze "zdrowe" społeczeństwa europejskie odbierany jest  jednak jako żenująca bufonada, która niepotrzebnie prowokuje określone - często rzeczywiście naganne - zachowania.  Wszak kibice niejednej reprezentacji mają już serdecznie dość ideologicznej kolonizacji i politpoprawnej, fałszywej pokory - zwłaszcza w sporcie. Nic dziwnego, że Węgrzy, mający najwyraźniej dość łajania ich za kwestie światopoglądowe nie tylko w polityce, ale i w sporcie, gremialnie wybuczeli butnych "synów Albionu”.


Świat się zmienia - tutaj faktycznie ma rację Gareth Southgate. Niezmienne jest tylko zachowanie angielskich kibiców, którzy jak hordy Hunów uwielbiają barbarzyńskie pokazy siły, niespotykane wśród sympatyków żadnej innej reprezentacji. Ich wizytówką jest widok londyńskich ulic podczas EURO, wyglądających jakby przetoczyły się po nich stada dzikiego bydła. W kontekście tego, co powiedział trener reprezentacji Anglii i w ogóle w kontekście tego rzekomo antyrasistowskiego klękania, kontrastowo wygląda rasistowski hejt jaki wylał się w Anglii na trzech graczy wpuszczonych na boisko pod koniec spotkania finałowego z Italią. Wszyscy oni pomylili się w serii rzutów karnych i po meczu - za pomocą mediów społecznościowych - zostali brutalnie zaatakowani na tle rasistowskim. Pisano, że Bukayo Saka powinien opuścić Anglię i wracać do Nigerii. Padło wiele nieparlamentarnych słów na temat jego koloru i pochodzenia. Interweniował w tej sprawie premier Wielkiej Brytanii i angielski  Związek Piłki Nożnej, potępiając rasistowskie zachowania kibiców wymierzone w Jadona Sancho, Marcusa Rashforda i Bukayo Sakę. W tej sytuacji czystą bezczelnością Southgate'a są groźby pod adresem Węgrów: "Zgłosiliśmy sprawę do federacji. Nasz szef ochrony rozmawiał z piłkarzami. Przyjął ich oświadczenia. Będziemy działać przez właściwe kanały" – zapowiedział.


Ciekawe zresztą, co ktoś taki jak Gareth Southgate wie o historii swojej Ojczyzny, zbudowanej w znacznej mierze na systemowym rasizmie, czerpaniu ogromnych zysków z niewolniczego procederu w podległych koloniach, w których dokonywano masowego ludobójstwa na długo przed Hitlerem - jak w przypadku np. Aborygenów. Klękanie  w jakimś absurdalnym hołdzie dla ruchu  Black Lives Matter ( bo przecież nie hołdzie Aborygenom) jest po prostu żenadą, niesamowitą w swoim wymiarze sprzecznością nie tylko wobec sportu, który z definicji musi być neutralny politycznie i światopoglądowo, ale także wobec tolerancji, o którą rzekomo tak walczą środowiska BLM czy LGBTQ. Wiadomo, że federacje piłki nożnej zabraniają promowania na stadionach piłkarskich jakichkolwiek symboli religijnych lub politycznych. I często za łamanie tego zakazu nakładają surowe kary. Ale już klękanie przed meczem, co ma swój oczywisty ładunek ideologiczny, jest dozwolone, a nawet promowane. O neutralności nie ma zatem mowy, kiedy chodzi o propagowanie "słusznych” dzisiaj ideologii:  Black Lives Matter, gender/LGBT i podobnych, będących aktualnie w modzie bredni. Dziś najbardziej istotna jest znajomość gender/LGBT oraz poczucie winy, że jest się białym, bo biali prześladowali czarnych.


Bramkarz piłkarskiej reprezentacji Niemiec, Manuel Neuer, występował na mistrzostwach Europy z tęczową opaską LGBTQ, ale w tym przypadku władze piłkarskie ewidentnie się przestraszyły i dość bełkotliwie wytłumaczyły, że nie ma problemu, bo taka opaska to symbol różnorodności, w dodatku prezentowany w "słusznej sprawie". Już widzę, co by było, gdyby jakiś piłkarz wystąpił z opaską symbolizującą pro-life. Czy działacze stwierdziliby, że nie ma problemu, bo to przecież symbol szacunku dla życia? I tak oto okazuje się, że propaganda LGBT jest słuszna i neutralna, bo chodzi tylko o różnorodność. Pewnie dlatego taki znawca tematów piłkarskich jak Stefan Szczepłek pokusił się o zadanie pytania kontrowersyjnego, mogącego wywołać burzę. I proszę -doświadczony dziennikarz bez kozery zagaduje Roberta Lewandowskiego o to, czy przeszkadzałoby mu granie w tęczowej opasce. Tylko tyle i aż tyle. Odpowiedź kapitana polskiej reprezentacji była może naturalna i szczera, ale w moim odczuciu mająca sporo z właściwości spadochronu - nie, nie miałbym z tym problemu. To rzecz jasna wystarczyło, żeby na Lewandowskiego wylała się fala nieprzychylnych komentarzy, których sztandarowym hasłem było: nie mieszajmy sportu z polityką oraz niech się lepiej skupi na piłce nożnej. Z drugiej strony, gdyby Lewandowski powiedział coś innego, to dopiero byśmy zobaczyli jak to jest być po drugiej stronie: poleciałyby kontrakty reklamowe, w Bayernie nagle przestałby być twarzą kampanii promującej karnety itp.  Szkoda, że Szczepłek nie zapytał Lewandowskiego, czy zagrałby z opaską pro-live. Pozostaje przyjąć, że nasz znakomity piłkarz, też nie miałby z tym problemu.

Lubię to! Skomentuj44 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport