22 obserwujących
129 notek
124k odsłony
416 odsłon

O „wojnie bez nienawiści” oraz dzisiejszych niedogodnościach

Zdjęcie okładki książki autora dającego do myślenia wpisu...
Zdjęcie okładki książki autora dającego do myślenia wpisu...
Wykop Skomentuj8

Tym razem przenosimy się w rejon do tej pory w moich notkach nieodwiedzany, a mianowicie na pewien archipelag na dalekim południu Atlantyku. Z nazwą wysp może być kłopot. Wyspy te bowiem stanowią brytyjskie terytorium zamorskie, ale roszczenia terytorialne zgłasza do nich Argentyna. Brytyjczycy używają nazwy the Falkland Islands lub the Falklands (spolszczona nazwa Wyspy Falklandzkie lub Falklandy), a Argentynczycy Islas Malvinas lub Malvinas (Malwiny). W dokumentach ONZ używa się nazwy podwójnej Falklandy-Malwiny, ale osoby pragnące zachować pełną neutralność mówią jedynie o „wyspach na południu Atlantyku”.  

W Polsce przyjęła się nazwa „Falklandy” i taką nazwę otrzymały przynajmniej dwa osiedla budowane w latach osiemdziesiątych. Wtedy bowiem Falklandy, wyspy na końcu świata, o których wcześniej mało kto słyszał stały się powszechnie znane, a to za sprawą wojny, czy konfliktu, jaki wywiązał się w związku z tym, że wczesnym rankiem 2 kwietnia 1982 r. wojska argentyńskie wylądowały na wyspach i po stosunkowo krótkiej walce – zajęły je. Dlaczego o tym piszę (poza faktem, że za dwa dni przypadnie 38. rocznica)? – o tym później.

Nie ma tu miejsca na szczegółowy opis przebiegu operacji zbrojnych (pod tekstem zamieszczam bibliografię i linki, a jeśli ktoś chciałby bym w przyszłości temat rozwinęła – proszę dać znać w komentarzach). W dużym skrócie: rządząca Argentyną junta wojskowa miała kłopoty gospodarcze, postanowiła więc zdobyć popularność „odzyskując” Malwiny, co spowodowałoby ogólne poparcie Argentyńczyków, niezależnie od ich sympatii politycznych. Historia roszczeń jest długa, obie strony przytaczają historyczne argumenty, o których znów długo by mówić, bezsporny natomiast jest fakt, że mieszkańcy Wysp jednoznacznie wypowiadają się za pozostaniem przy obecnym statusie brytyjskiego terytorium zamorskiego. Tak samo było też w 1982 r., wobec czego mieszkańcy wysp jednoznacznie odebrali lądowanie, jako akt agresji.

Władze Argentyny liczyły jednak na to, że Wielka Brytania pogodzi się ze stratą. W końcu posiadanie kolonii stało się niemodne, więc wspólnota międzynarodowa nie zareaguje lub zareaguje słabo. Tak było przecież przed 21 laty (1961) kiedy to wojska indyjskie wtargnęły i po słabym oporze zdobyły portugalską enklawę Goa. Władze Portugalii protestowały, ale nie zdecydowały się na odbicie enklawy. Nie było też pomocy ze strony NATO, którego Portugalia była członkiem. Minęło 13 lat, w Portugalii nastąpiła rewolucja goździków i kraj ten zrzekł się wszystkich swoich kolonii, nie zważając na opinię mieszkańców.

Argentyna liczyła na powtórzenie się scenariusza. Wprawdzie Wielka Brytania dysponowała większą potęgą militarną niż Portugalia, mało prawdopodobne wydawało się, że będzie angażować siły i środki dla niespełna 2000 ludzi (tyle liczyła populacja Falklandów). Argentyna zresztą zapewniała, że chętni będą mogli wyjechać, a ci co pozostaną mają zagwarantowaną możliwość zachowania brytyjskiego stylu życia. Trochę różnie z tym było, gdyż jednym z pierwszych zarządzeń było wprowadzenie ruchu prawostronnego, ale w końcu nikt o kierunek ruchu wojny nie rozpoczyna. Jak wiemy Argentyńczycy nie docenili determinacji ówczesnej premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, która już na drugi dzień po inwazji zadecydowała wysłanie drogą morską sił zbrojnych celem dokonania operacji odbicia wysp. Spotkała się zresztą z akceptacją społeczeństwa brytyjskiego, które (nie mówię rzecz jasna o wszystkich) mogło nie wiedzieć, że takowe wyspy znajdują się w posiadaniu Wielkiej Brytanii, ale nie dopuszczało sytuacji, iż ktokolwiek mógłby bezkarnie zająć brytyjskie terytorium siłą.

Jak dobrze wiemy, doszło do wojny zakończonej zwycięstwem Wielkiej Brytanii i przywrócenia status quo ante. Dowódca sił argentyńskich Mario Menendez podpisał akt kapitulacji 14 czerwca 1982 r. Wojna kosztowała życie 549 osób po stronie argentyńskiej i 255 po stronie brytyjskiej. W wyniku omyłkowego ostrzału brytyjskiego (tzw. friendly fire lub blue-to-blue) zginęły też trzy mieszkanki Wysp. Niestety wielu weteranów (po obu stronach) cierpiało i nadal cierpi na syndrom stresu pourazowego. Odnotowano (również po obu stronach) znacząco zwiększony wskaźnik samobójstw wśród weteranów, w porównaniu z ogółem populacji.

Mimo tych wszystkich tragicznych sytuacji wojna o Falklandy-Malwiny, na tle innych wojen XX wieku wygląda dość „czysto”, że użyję terminologii sportowej. Jeden z argentyńskich oficerów – Płk. Martin Balza użył określenia „guerra sin odio” (wojna bez nienawiści). Pewne sytuacje potwierdzają trafność tego sformułowania. Pułkownik Balza wspomina, iż pierwszymi osobami, które pogratulowały mu walecznej postawy byli żołnierze brytyjscy. Balza bowiem, wraz z innymi oficerami argentyńskimi spędził miesiąc w niewoli brytyjskiej. Na traktowanie nie narzekał, choć nie podobało mu się, że herbata była bez cukru

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura