22 obserwujących
142 notki
148k odsłon
3607 odsłon

Sprawa Skrzypskiego, czyli jak działa polska dyplomacja

Wykop Skomentuj23

Już za kilka dni Święta. Trochę inne niż zwykle, ale większość z nas zasiądzie przy stole wigilijnym, a przynajmniej drogą elektroniczną połączy się z bliskimi. Telewizje (niezależnie od opcji politycznej) pokazywać również będą reportaże o osobach, którym nie będzie dane spędzić Świąt w sposób tradycyjny – lekarzach na dyżurach, żołnierzach na służbie itp. Mało jednak prawdopodobne by ktoś przypomniał o więźniach, a tym bardziej osobach uwięzionych poza granicami naszego kraju. Chciałabym więc nieco wypełnić tę lukę i zastanowić się czy polska dyplomacja czyni wystarczające wysiłki na rzecz tego, by osoby te wyszły na wolność i wróciły do kraju (jeśli tego sobie życzą). Jako przykład przytoczę sprawę Jakóba (taką formę zapisu imienia on sam preferuje) Skrzypskiego. O sprawie pisałam obszernie w kwietniu 2020 r.: 

https://www.salon24.pl/u/olenkawagner/1035557,polak-uwieziony-w-indonezji-czyli-sprawa-jakoba-skrzypskiego , https://www.salon24.pl/u/olenkawagner/1039829,apel-o-uwolnienie-wiezniow-politycznych-w-indonezji .

Krótko przypomnę: Jakób Skrzypski, podróżnik często odwiedzający kraje Azji Południowo-Wschodniej, a zwłaszcza Indonezję został aresztowany w Papui Zachodniej. Prowincja ta niegdyś była kolonią holenderską, później miała stać się niepodległym państwem, ale została za skutek zabiegów dyplomatycznych Indonezji zaanektowana przez ten kraj (dokładny opis sytuacji w pierwszym linku). Duża część ludności Papui Zachodniej nie pogodziła się z tym faktem i walka o niepodległość (zarówno zbrojna, jak i pokojowa) trwa do dziś. Panu Skrzypskiemu zarzucono kontakty z „rebeliantami” i skazano najpierw na 5 lat, a następnie wyrok podwyższono do siedmiu. Jakób Skrzypski obecnie w dalszym ciągu przebywa w policyjnej izbie zatrzymań w Wamenie. Przebywa tam od 2.10.2018, a wcześniej (od 25 sierpnia) uwięziony był w Jayapurze.

Tak więc od dwóch lat i czterech miesięcy jest pozbawiony wolności. Wprawdzie po przekazaniu sprawy prokuraturze, a tym bardziej po wyroku powinien był znaleźć się w więzieniu, z jakichś trudnych do odgadnięcia powodów przebywa w izbie zatrzymań, która nie jest dostosowana do długoterminowego przetrzymywania osób. Cele są bez okien, spacerów nie ma, ściślej w ciągu ponad dwuletniego pobytu Pan Jakób na spacerze był raz. Jedynie posiłki w izbie zatrzymań są lepsze niż w więzieniu. Niestety, Jakób Skrzypski pozbawiony jest tego przywileju, gdyż jako skazanemu, przywożone są mu posiłki z więzienia, dużo gorsze, często niezbyt nadające się do spożycia. Bardzo wyraźnie schudł, co wywołało nawet zaniepokojenie strażników. Strażnicy niewiele jednak w tej sprawie mogą zrobić. Problem leży w systemie.

Fakt, że skazany podlega formalnie pod więzienie powoduje też problemy z opieką medyczną. Nie może on korzystać z opieki lekarzy policyjnej izby zatrzymań, a wizyty lekarzy z więzienia czy przywożenie do więziennej (lub innej przychodni) jest widocznie skomplikowane logistycznie, w związku z czym pomoc nie przychodzi, lub przychodzi ze znacznym opóźnieniem, co doprowadza do zagrożenia trwałym kalectwem, a może nawet śmiercią. 

Pewne nadzieje na uwolnienie pojawiły się w związku z wybuchem pandemii, bowiem władze Indonezji postanowiły zmniejszyć przepełnienie w więzieniach zwalniając tysiące skazanych. Niestety nadziej szybko okazały się płonne. Zwolnieniu podlegały jedynie osoby, które odbyły 2/3 kary (młodociane połowę). Jakób Skrzypski nie odbył nawet połowy zasądzonego wyroku.
Czy musiał zapaść tak surowy wyrok i czy Pan Jakób ma szanse na wcześniejsze wyjście na wolność?
W roku 2019, przemawiając z okazji Święta Konstytucji Trzeciego Maja, Prezydent RP Andrzej Duda powiedział między innymi:
„Chcemy też, żeby nasi obywatele poza granicami kraju czuli opiekę ze strony Polski, i wiedzieli, że w razie czego Polska ich nie zawiedzie.”
(https://www.prezydent.pl/aktualnosci/wypowiedzi-prezydenta-rp/wystapienia/art,700,prezydent-defilada-silni-w-sojuszach-wystapienie.html)
Czy Pan Jakób może powiedzieć, że czuje opiekę ze strony Polski, czy może jednak przyznać musi, że Polska go zawiodła?  Jakaś opieka ze strony konsulatu była, ale raczej sprawą zajmowali się urzędnicy niższego szczebla, bo ówczesna Pani Ambasador osobiście sprawą nie chciała się zająć. Gdy sprawa nabrała rozgłosu ówczesny Minister Spraw Zagranicznych Jacek Czaputowicz ograniczył się do prośby o sprawiedliwy proces. Prezydent i Premier głosu nie zabrali. Pojawiła się uwaga, że mieszkańcy Azji nie lubią jak ich pouczać. Więc nie pouczano. Odpowiedź na petycję do MSZ, domagającą się podjęcia bardziej zdecydowanych działań na rzecz uwolnienia J. Skrzypskiego przyszła dopiero po roku. Czytamy w niej, że sprawa „znajduje się w sferze zainteresowania polskiej służby konsularno-dyplomatycznej”. Wspomniano też o rozmowie ówczesnego ministra Czaputowicza ze swoją indonezyjską odpowiedniczką  Retno Marsudi, a nawet o tym, że sprawa poruszona była przez europejską dyplomację.
W tym ostatnim przypadku chodzi zapewne o przyjęcie przez Parlament Europejski (21.10. 2019 r. ), zaproponowanej przez Eurodeputowaną Annę Fotygę, poprawkę do rezolucji, wzywającej indonezyjski parlament do zmiany polityki względem Papui Zachodniej i dostosowania wszystkich przepisów do międzynarodowych standardów praw człowieka i międzynarodowych zobowiązań Indonezji. Poprawka domagała się uwolnienia Jakóba Skrzypskiego. Skutek jednak był odwrotny od zamierzonego, gdyż indonezyjski Sąd Najwyższy zwiększył wyrok do 7 lat.  Czy jest to wina Pani Fotygi oraz PE? Nie sądzę. Rezolucja była właściwym aktem, problem jednak w tym, że nie poszły za nią żadne zdecydowane działania MSZ. Żadna nota dyplomatyczna, żadne wzywanie Ambasadora Republiki Indonezji „na dywanik” – nic. Tym samym polskie władze (świadomie lub nie) dały władzom indonezyjski sygnał, że nie rezolucją nie muszą się przejmować, zaś władze Indonezji wykorzystały okazję do pokazania własnym obywatelom, że są twardzi wobec „wichrzycieli” przysyłanych na ziemię indonezyjską z zagranicy, a zagranicznym dziennikarzom i działaczom praw człowieka, by do Papui Zachodniej nie przyjeżdżali, bo nikt się nie będzie z nimi „patyczkował” i żadne rezolucje ich nie wybronią.

Wykop Skomentuj23
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka