Blog
paragraf 23% VAT
Soren Sulfur
29 obserwujących 154 notki 254309 odsłon
Soren Sulfur, 4 września 2017 r.

Niemcy i 2 procent na wojsko to kiepski pomysł dla Polski

3009 19 0 A A A

Formalnie Niemcy i Polska należą do tego samego sojuszu i wspólnoty gospodarczej, teoretycznie jesteśmy aliantami, teoretycznie po tej samej stronie ale w praktyce połowa naszych interesów jest nie tyle rozbieżna, co sprzeczna, a Niemcy notorycznie prowadzą politykę szkodliwą wobec polskiego interesu narodowego. Nie z złośliwości, tylko dlatego ponieważ tak układa się ich własny interes narodowy i nic na to nie poradzą. Jedynym logicznym kursem działań jest iść na przekór nam i vice versa - dla nas jedynym logicznym kursem działań jest iście na przekór Niemcom. Problem w tym, że z racji dysproporcji potencjałów Niemcy częściej takie starcie wygrywają. Ta różnica sprawia też, że nie muszą się zawsze z nami układać czy szukać kompromisu, a jeśli są w stanie obejść nas i porozumieć się z Rosją, mogą z nami zrobić wszytko. I byliby szaleni gdyby tak nie zrobili - to racjonalna kalkulacja, nic osobistego.

To stara jak świat geopolityczna prawda, równanie w którym Polska się znajduje i z którego próbuje uciec, budając regionalne sojusze i szukając zewnętrznych gwarantów swojego bezpieczeństwa. Dziś tym gwarantem jest USA, które stworzyło sojusz NATO, którego Polska jest członkiem - razem z Niemcami. Ale NATO wytwarza jednocześnie pewien subtelny problem strategiczny dla Polski: mianowicie wymusza na Niemcach zbrojenia. Sojusz wymaga wydawania dwóch procent PKB na armię. Za wyjątkiem USA, Grecji, Wlk.Brytanii, Estonii i Polski nikt tego nie robi. Berlin wydaje zaledwie 1,19% PKB. Ameryka patrzy na to krzywym okiem bo to oznacza, że nieustannie musi subwencjonować europejskie bezpieczeństwo. USA co prawda wykorzystuje dzięki temu przemożny wpływ na strategiczne położenie Europy, ale koszty tego zaczęły przewyższać zyski w sytuacji, gdy USA jest zaangażowane w innych rejonach i ma siły rozciągnięte po całym świecie. Waszyngton dlatego zaczął naciskać na podniesienie wydatków na obronność swoich europejskich sojuszników. Z naszego jednak punktu widzenia nie jest to najlepszy pomysł, bo oznacza gigantyczne zwiększenie ilości i jakości niemieckich sił zbrojnych, dodając do dysproporcji sił między naszymi krajami kolejny czynnik, który będzie niezmiernie trudno przeskoczyć. Niemcy już teraz są dla nas wielkim problemem, a co się stanie jeśli dołączymy do tego strategiczną zależność od ich sił zbrojnych i jednocześnie strategiczne zagrożenie przez nie? Będąc w NATO imając dominującą pozycje USA w nim gwarantująca stabilność relacji być może nie jest to aż takim problemem, ale kto nam zagwarantuje że po rozkręceniu zbrojeń nie nastąpi zmiana sytuacji i NATO nie zniknie a USA się nie wycofają?

W interesie Polski nie leży aby Niemcy podniosły swoje wydatki zbrojeniowe z obecnych 1,2% do 2%, bo oznaczałoby to wzrost z 41 miliardów dolarów do 68 miliardów. Nasz kraj, wydający około 2 % nie będzie w stanie się z tą zwyżką w żaden sposób mierzyć. Obecnie wydajemy bowiem około 9 miliardów dolarów. W ciągu dziesięciu lat planujemy podniesienie tego do 2,5% PKB, ale nawet zakładając dobry wzrost gospodarczy w żaden sposób nie dobijemy do żadnego parytetu z naszym zachodnim sąsiadem.  Wynika to z dysproporcji w wielkości krajów, a tym samym gospodarek. Tym samym 2,5% nasze będzie mniejsze w liczbach absolutnych od 2% Niemców, nawet jeśli osiągniemy ten sam poziom rozwoju, co Berlin a na to w ciągu dekady się nie zapowiada. Możemy liczyć na ok. 80-85% poziomu niemieckiego PKB per capita w najbardziej optymistycznych scenariuszach, co da nam około 35 miliardów dolarów na armię przy wskaźniku 2,5%. Problem w tym, że to będzie za dekadę, a w tym czasie niemiecka gospodarka też urośnie, więc wydatki na zbrojenia Berlina będą odpowiednio wyższe w okolicach 90 miliardów dolarów. By temu dorównać, musielibyśmy wydawać dwa i pół razy więcej, czyli jakieś 6,25% PKB na zbrojenia. Takiego poziomu wydatków wojskowych żadna gospodarka nie jest w stanie wytrzymać na dłuższą metę. Nie wspominając o tym, że skontrowanie takiej mobilizacji przez Niemcy byłoby proste – musieliby podnieść swoje wydatki nieznacznie procentowo by Polskę „rozłożyć” na łopatki.

Problem wyrównania potencjałów w metrykach strategicznych w uproszczony sposób przedstawiłem już tu oraz tu. Polska jak najbardziej może dorównać Niemcom w liczbach bezwzględnych jeśli chodzi o siłę armii czy poziom wydatków na innowacyjność, ale tylko wtedy gdy wykonamy organizacyjny skok jakościowy i wyciśniemy z naszych zasobów nie sto, ale sto dwadzieścia procent normy. Podobny skok nie będzie możliwy w Berlinie, ponieważ kraje stabilne bardzo ciężko jest zmusić do zmiany raz obranej trajektorii organizacji całego społeczeństwa, a właśnie totalnej mobilizacji wymagałoby przestawienie się Niemiec z dotychczasowego kursu na zupełnie nowy. W przypadku Polski to prostsze, bo wciąż jesteśmy krajem rozwijającym się, który jest mobilizowany dookoła idei modernizacji; ergo łatwiej jest nam ustawić pewne rzeczy gdyż dopiero je budujemy. Można to porównać do wznoszenia domu - gdy on już stoi raczej trudno jest go przebudować, wymaga to ogromnego wysiłku, nakładów i będzie związane z ograniczeniami które zmuszą do kompromisów - nie da się zrobić, czego tylko się chce. Ale ktoś, kto dom dopiero stawia ma luksus wyboru takich rozwiązań, które będą lepsze już na starcie - i zrobi to taniej oraz szybciej.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @swann Zmiana nazwy to minimum, ale odwrócenie znaczeń nastąpi dopiero gdy PKiN przestanie...
  • @jareks23  e tam za dużo, za mało. Nie wszystko musi być podane na patelni. Wierzę w...
  • @ree Tak jak zasady KSH czy KC decydują o jakości życia gospodarczego, tak samo regulacje i...

Tematy w dziale Polityka