14 obserwujących
109 notek
71k odsłon
4589 odsłon

Tragiczna sytuacja Pawła Kukiza

Wykop Skomentuj74

Artyści estradowi zazwyczaj wykorzystują politykę do podtrzymania zainteresowania swoją twórczością, gdyż nic tak nie wzmacnia popularności danego estradowca, jak opowiedzenie się po którejś ze stron określonego sporu politycznego. Kontrowersyjność jest zawsze mile widziana. Przykładem mogą być tu The Rolling Stones, którzy w połowie lat sześćdziesiątych dali się sfotografować w mundurach SS, a lider zespołu - Brian Jones, z uśmiechem deptał płowowłosą laleczkę. Fotografia obiegła wszystkie gazety świata i nawet w PRL z oburzeniem publikowano zdjęcie, dzięki czemu fani grupy mogli pozyskać, zwykle trudno osiągalne w socjalizmie, podobizny muzyków.
Są jednak artyści estradowi, których do polityki skłania nie - potrzeba podbudowania własnej popularności, tylko chęć zmieniania rzeczywistości w jakiej żyją. Niedościgłym wzorem takiego polityka jest Sonny Bono, czyli Salvatore Philip „Sonny” Bono. Polityk ten przyszedł na świat w Detroit, ale wychował się w Kalifornii. W wieku piętnastu lat napisał piosenkę „Koko Joe”, która stała się przebojem w wykonaniu ówczesnych artystów estradowych. Sukces ten zdeterminował Bono. Wkrótce stał się on uczestnikiem rozwijającego się burzliwie rynku muzycznego w Kalifornii, wziętym kompozytorem, aranżerem oraz wykonawcą. Jego kompozycje wykonywali i wykonują najwybitniejsi artyści estradowi, włącznie z The Rolling Stones.
Sam Sonny Bono zdobył status gwiazdy i mega gwiazdy, występując w duecie z Cher, którą zresztą wypromował. Jednak bycie mega gwiazdą nie wystarczyło twórcy „A Cowboy’s Work is Never Done”. Kiedy okazało się, że w swoim rodzinnym mieście Palm Springs nie może założyć restauracji bez wpłacenia łapówki miejskim urzędaskom, wystawił swoją osobę, jako kandydata na burmistrza i oczywiście wygrał wybory. Pełnił funkcję samorządową od 1988 roku do 1992 roku. W roku 1995 został wybrany do Kongresu USA z listy partii republikańskiej. Mandat kongresmena pełnił do momentu, gdy go zamordowano w 1998 roku. Sonny Bono był przewidywany na następcę Prezydenta Ronalda Reagana. Jako centrowy republikanin cieszył się w USA bardzo silnym poparciem. Przez jakiś czas był scjentologiem, ale zawsze podkreślał swój katolicyzm - scjentologia nie wymaga porzucania pierwotnego kościoła. Sonny jest ojcem chrzestnym Anthony Kiedisa z kapeli Red Hot Chili Peppers. Zamordowany został przez mafię powiązaną z urzędnikami agencji z DEA, którzy obawiali się, iż kongresmen Bono ujawni ich powiązania z kartelami narkotykowymi. Kiedy artysta estradowy Paweł Kukiz ogłosił, że zamierza kandydować na Prezydenta RP, wydawać by się mogło, że ów muzyk, kompozytor i wykonawca, jako Polak, który należy do pokolenia, które przeszło przez okupację sowiecką, okaże się polskim Sonnym Bono. Wprowadzi do polskiej polityki poczucie ładu etycznego i moralnego. Odwrotnie niż aktualni politycy żerujący na polskiej scenie politycznej, którzy są wyłącznie głęboko ekstatycznymi karierowiczami oraz tępymi kunktatorami, a w żądzy życia na koszt nas Polaków są zdolni do każdej podłości. Paweł Kukiz przedstawiał siebie, jako bohaterskiego Polaka spoza układu. Niczym bohater filmu Franka Capry - „Pan Smith jedzie do Waszyngtonu”, który zapewne nie raz w PRL, jako dzieciak oglądał, miał oczyścić polską stajnię Augiasza, czyli nasz rynek polityczny. Z powodu owej mitologii idealistycznego rockmana, którą tak pieczołowicie rozsiewał wokół siebie Paweł Kukiz, zdobył on trzecie miejsce w ostatnich wyborach prezydenckich. Już wówczas okazało się, że tak jak polski rock’n’roll jest erzacem anglosaskiego, tak Paweł Kukiz jest karykaturą Sonny Bono i w niczym nie przypomina owego prawego i do granic śmierci uczciwego amerykańskiego artysty. Już w trakcie drugiej tury wyborów prezydenckich, niby Kukiz nie popierał żadnego z pretendentów, ale tak jakoś dziwnie bliżej było mu do trzeciorzędnego urzędnika z kancelarii prezydenta L. Kaczyńskiego, który był znany z usługiwania i obsługiwania rodziny owego prezydenta - jak mówiono w Warszawie, a w Krakowie słynny był z tego, że jak trzeba, to obsłuży kilka etatów w ciągu jednego dnia, nawet gdy wymaga to podróży po kilkaset kilometrów. Miał po prostu cudowną zdolność przebywania w kilku miejscach na raz. Jednak ta ewidentna marionetka układu żoliborskiego, jakoś mile łechtała serce trzeciego na liście kandydatów do urzędu Prezydenta naszego państwa.
Na wybory parlamentarne, Paweł Kukiz powołał ruch swego imienia, dodając cyfrę 15. Formacja ta okazała się w rzeczywistości wehikułem, za pomocą którego w polskim parlamencie znaleźli się ci, co cały czas słusznie, jak się później okazało, byli zawsze poza nim, jak i różnego rodzaju indywidua, które nawet do gospody geesowskiej nie byłyby wpuszczone. W tej sytuacji Kukiz’15 szybko zaczął topnieć. Część skorzystała z koniunktury i przyłączyła się do wielce zapobiegliwego taty późniejszego premiera rządu PiS, a inni rozpoczęli gwałtowne poszukiwania nowej karmiącej ręki.                                     

Wykop Skomentuj74
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka