
Oficjalnym powodem rozstania było wstrzymanie się Derehajły od głosu podczas głosowania w Sejmiku Województwa Podlaskiego nad stanowiskiem dotyczącym bezpieczeństwa regionu i członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Dla liderów Konfederacji było to wystarczającym powodem do zakończenia współpracy. Można jednak odnieść wrażenie, że ugrupowanie po raz kolejny udowodniło, iż łatwiej przychodzi mu eliminowanie ludzi niż budowanie szerokiego środowiska politycznego.
Najciekawsze pytanie nie brzmi jednak: dlaczego Konfederacja rozstała się z Derehajłą? Znacznie ważniejsze jest to, dokąd teraz pójdzie sam Derehajło i kierowane przez niego Porozumienie dla Demokracji.
Pierwszy scenariusz wydaje się najbardziej oczywisty. Naturalnym kierunkiem może być środowisko Grzegorza Brauna. Braun konsekwentnie buduje własny obóz i będzie potrzebował rozpoznawalnych samorządowców oraz lokalnych struktur. Derehajło, jako były wicemarszałek województwa i doświadczony polityk samorządowy, mógłby być dla tego środowiska cennym wzmocnieniem. Gdy jedna część prawicy zamyka drzwi, druga zazwyczaj robi wszystko, aby je otworzyć.
Jednak taki kierunek nie jest jedynym możliwym. Historia polityczna Derehajły i samego Porozumienia pokazuje, że nie jest to środowisko wyrosłe z alternatywnej prawicy. Partia wywodzi się z projektu stworzonego przez Jarosława Gowina, którego ambicją było stworzenie umiarkowanej centroprawicy – konserwatywnej światopoglądowo, ale jednocześnie otwartej na dialog i współpracę. Z tej perspektywy równie prawdopodobny wydaje się zwrot w stronę politycznego centrum.
Takim partnerem mogłoby być Polskie Stronnictwo Ludowe. PSL od lat udowadnia, że potrafi współpracować z różnymi środowiskami i chętnie pozyskuje doświadczonych samorządowców. Dla Derehajły mogłoby to oznaczać możliwość zachowania politycznej podmiotowości bez konieczności wpisywania się w coraz ostrzejszy spór ideowy na prawicy. Bliskim ideowo partnerem mogłoby być również Centrum dla Polski kierowane przez Ireneusz Raś, które również próbuje zagospodarować przestrzeń umiarkowanej centroprawicy.
Istnieje jednak jeszcze trzeci scenariusz. Być może Porozumienie dla Demokracji powinno przestać szukać miejsca pod cudzym szyldem i spróbować odbudować własną tożsamość. Dziś partia znajduje się na politycznym marginesie, ale w polskiej polityce nie raz zdarzało się, że niewielkie ugrupowania wracały do gry dzięki konsekwentnej pracy. Być może właśnie tam – a nie w kolejnej przystawce większej partii – znajduje się przyszłość tego środowiska, które może zacznie gromadzić na swoim pokładzie osoby, które mają dość PO-PiSu a nie po drodze im z Konfederacją.
Niezależnie od tego, który kierunek zostanie wybrany, jedno wydaje się pewne. Konfederacja nie tylko straciła jednego radnego wojewódzkiego. Straciła również okazję do pokazania, że potrafi budować szeroki obóz prawicy. Coraz częściej sprawia wrażenie ugrupowania, które zamiast poszerzać swoje wpływy, zawęża je do osób myślących identycznie jak partyjne kierownictwo. W krótkim okresie może to wzmacniać dyscyplinę. W dłuższym może oznaczać polityczną izolację.
Paradoks polega na tym, że największym wygranym tej sytuacji może okazać się nie Derehajło, lecz jego przyszły partner polityczny. Jeśli trafi do obozu Brauna, ten zyska rozpoznawalnego samorządowca i kolejne lokalne struktury. Jeżeli wybierze PSL lub środowiska centroprawicowe, wzmocni polityczne centrum. W obu przypadkach to nie Konfederacja będzie beneficjentem własnej decyzji.
W polityce można bardzo łatwo wyrzucić człowieka z własnego obozu. Znacznie trudniej później tłumaczyć wyborcom, dlaczego oddało się wartościowego sojusznika konkurencji.
Piotr Tański


Komentarze
Pokaż komentarze