28 obserwujących
272 notki
300k odsłon
2389 odsłon

Piotr Walentynowicz: Będziemy działać do upadłego

Anna Walentynowicz wśród bliskich: siedzą (pierwsza z lewej) wnuczka Katarzyna i żona wnuka Anna; stoją wnuk Piotr i syn Janusz
Anna Walentynowicz wśród bliskich: siedzą (pierwsza z lewej) wnuczka Katarzyna i żona wnuka Anna; stoją wnuk Piotr i syn Janusz
Wykop Skomentuj8

 

Babcia miała tylko jedno, ale za to naprawdę wielkie pragnienie: chciała po śmierci spocząć u boku swego męża – z PIOTREM WALENTYNOWICZEM, wnukiem Anny Walentynowicz, która zginęła pod Smoleńskiem, rozmawia Waldemar Żyszkiewicz

 

– Według prokuratury wojskowej, rodziny ofiar mają pełny wgląd w dokumentację medyczną dotyczącą ich bliskich, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 roku. Państwo też nie mieliście z tym kłopotu?  

Starania o przejrzenie dokumentacji dotyczącej mojej babci Anny Walentynowicz trwały długo, bo około dwóch lat. Mówię o dostępie do zbioru dokumentów, które pozwalałyby na jakąś ocenę sytuacji. Sposobność zapoznania się z tymi aktami uzyskaliśmy dopiero z początkiem lipca roku 2012. Niestety, gdy to się wreszcie udało, zabroniono nam o tym mówić. Aby cokolwiek zobaczyć, musieliśmy najpierw podpisać zobowiązanie, że pozyskaną wiedzę zachowamy wyłącznie dla siebie.

– Śledczy tłumaczą, że tę część akt objęto klauzulą ograniczającą dostępność tylko ze względu na dobro rodzin ofiar.

Można by to uznać i zrozumieć, gdyby nałożenia takiej klauzuli domagaliby się sami zainteresowani. Ale myśmy nie wnioskowali o utajnianie niczego, co odnosiło się do babci. W naszym konkretnym przypadku trudno też tłumaczyć decyzję prokuratury wymogami ochrony tajemnicy państwowej. Może gdyby szło o osobę jakiegoś generała, ale babcia była przecież cywilem i osobą prywatną… Tymczasem, nie wolno mi się teraz podzielić uzyskaną wiedzą nawet z mymi najbliższymi, np. z siostrą czy żoną, ponieważ żadna z nich specjalnego oświadczenia o zachowaniu tajemnicy nie podpisała.

– Jakieś racjonalne powody z pewnością istnieją.

W mojej ocenie, prokuratura zastrzega te materiały wyłącznie po to, aby ukryć zaniechania poczynione na samym początku śledztwa i uniemożliwić wyciągnięcie konsekwencji wobec osób, które do tego dopuściły. Dlaczego wszyscy, jako społeczeństwo, mamy ponosić koszty kolejnej ekshumacji? Niech zbędnymi wydatkami zostaną obciążeni ci, którzy do takiej konieczności doprowadzili.

– W jaki sposób ujawnienie dokumentacji medycznej miałoby się do takich oszczędności przyczynić?

Na utajnionych dokumentach, które dotyczą babci, a które naszym, czyli ojca i moim zdaniem, nie są zgodne z prawdą, widnieje wiele podpisów. Ale chyba jeszcze ważniejsze są podpisy, które powinny się tam znaleźć, a których nie ma: podpisy polskich specjalistów, patomorfologów, prokuratorów.

– Nie widział Pan żadnych polskich podpisów?

Jedyne, jakie widziałem, należały do tłumaczy. Na części akt są też podpisy mego ojca, który brał udział w rozpoznaniu ciała babci, czyli swojej matki. Więc wystarczy odtajnić te dokumenty i zaraz będzie wiadomo, kto powinien zapłacić za ekshumację ciała osoby złożonej w naszym rodzinnym grobie. Podobnie jak wszyscy w naszej rodzinie, mam nadzieję, że to nie ktoś inny, lecz właśnie babcia. Ale nadzieja już nam teraz nie wystarczy, chcemy uzyskać pewność, że tak jest.

– Musicie się Państwo liczyć z niewybrednymi atakami, z opiniami, że „rozkopywanie grobów” niczemu dobremu nie służy.

Doświadczyliśmy już tego, a szczególnie napastliwe głosy pojawiły się na internetowych forach. Tym mocniej chcę podkreślić, że nasza rodzina ekshumacji dotąd w ogóle nie brała pod uwagę. Choćby dlatego, że mój tata podczas identyfikacji w Moskwie nie miał najmniejszych problemów z rozpoznaniem swojej matki. Jej ciało było w całości, nienaruszone, twarz praktycznie nieuszkodzona. A informacje dotyczące chorób i znaków szczególnych, które podał wtedy rosyjskim specjalistom, ostatecznie przesądziły sprawę.

– Co więc sprawiło, że adwokat Stefan Hambura, reprezentujący m.in. Pańską rodzinę, złożył w lipcu br. wniosek o ekshumację Anny Walentynowicz?

Mecenas Hambura zrobił to na naszą prośbę, tego samego dnia, w którym uzyskaliśmy dostęp do medycznych akt sprawy. A przyczyną złożenia wniosku o ekshumację stały się właśnie okazane nam dokumenty. Zarówno opis medyczny, jak i załączone do niego fotografie zasadniczo różniły się od tego, co mój ojciec widział podczas rozpoznania ciała w Moskwie. W dodatku, nic nie zgadzało się z naszą rodzinną wiedzą o babci, zwłaszcza o stanie jej zdrowia.

– Zdjęcia nie okazały się pomocne?

Przeciwnie, nie było na nich niczego, co można byłoby przypisać Annie Walentynowicz. I to naprawdę nas zszokowało. Bo przecież tata rozpoznał w Moskwie swoją matkę na pierwszy rzut oka.

– Kiedy spodziewacie się państwo odpowiedzi w tej sprawie?

Wniosek złożyliśmy już ponad miesiąc temu, więc biorąc pod uwagę wszystkie deklaracje władz państwowych, z panem premierem na czele, odpowiedź powinna już była nadejść. Ale z pisma, które niedawno dostaliśmy z prokuratury wojskowej, wynika tylko, że śledczy zasięgają opinii, czy wystarczająco dobrze znaliśmy babcię.

– Pan teraz żartuje?

Niestety, nie. Na żarty pozwala sobie chyba ktoś inny.

– Precedensy już były: Zbigniew Wassermann, Przemysław Gosiewski, Janusz Kurtyka. Jakie są szanse, że ekshumacja Anny Walentynowicz również zostanie przeprowadzona?

Mecenas Hambura wysoko ocenia szanse naszego wniosku, a ja mam zaufanie do jego profesjonalizmu.

– A gdyby mimo wszystko odpowiedź prokuratury była negatywna?  

My, mówię o rodzinie Walentynowiczów, w każdym razie będziemy działać do upadłego. Jeśli nawet nie uda się nam osiągnąć celu teraz, to przecież władza musi się wreszcie zmienić. Moja babcia była skromnym człowiekiem, nieraz wydawało się, że nawet przesadnie skromnym. I świetnie obywała się bez tych wszystkich rzeczy, które dla wielu mogą wydawać się w życiu najważniejsze. Ale miała za to jedno naprawdę wielkie pragnienie: chciała po śmierci spocząć u boku swego męża. Dlatego też zrobimy wszystko, żeby upewnić się, że temu Jej życzeniu stało się zadość. Przed takim obowiązkiem nie wolno nam się uchylić.

 

„Tygodnik Solidarność” nr 35, z 24 sierpnia 2012

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale