Tak to widzę
"Badałeś i pieściłeś słowa jak poeta\ A z pism twoich ocalało jedno zdanie"
4 obserwujących
66 notek
54k odsłony
  781   0

Z kartoflanej republiki: riki tiki narkotyki

Już dawno chciałem o tym napisać, ale przez wrodzoną opieszałość tekst gnił w szufladzie. Do podjęcia tematu skłonił mnie news Salonu.

Obok aborcji i elgiebetów narkotyki, a ściślej ujmując marihuana, są dyżurnym tematem, który prowokuje spory światopoglądowe. Nie będę wchodził w spór, czy maryśka to ziele pokoju, czy pomost do twardych narkotyków. Nie jestem chemikiem ani specem od uzależnień. Chciałbym przyjrzeć się temu problemowi z innej strony.

Aktem prawnym regulującym kwestie substancji psychotropowych i środków odurzających (nie każdy wie, że załącznik do ustawy dzieli substancje zabronione na te dwie grupy) jest ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii z dnia 29 lipca 2005 roku. Całość jest dosyć ciekawa, ale warto zwrócić uwagę na artykuł 62, który mówi, że kto posiada takie środki podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech. W przypadku ilości znacznych, do lat dziesięciu. To jest art. 62, zaraz pod nim znajduje się art. 62a, którego fragment pozwolę sobie przytoczyć:.

(…)Jeżeli przedmiotem czynu, o którym mowa w art. 62 ust. 1 lub 3, są środki odurzające lub substancje psychotropowe w ilości nieznacznej, przeznaczone na własny użytek sprawcy, postępowanie można umorzyć również przed wydaniem postanowienia o wszczęciu śledztwa lub dochodzenia(…)image

Bzdura lex sed lex

Co to oznacza? Oznacza to ni mniej, ni więcej tylko tyle, że żyjemy w kartoflanej republice, gdzie prawo jest mocno niejednoznaczne. Spójrzmy na statystyki policyjne. W roku 2020 na terenie Polski stwierdzono 59442 przestępstwa związane z ustawą o przeciwdziałaniu narkomanii. Dwie kolumny dalej widnieje odsetek wykrycia, który wynosi 96,8 %. Imponujące. To dane ogólnodostępne na stronach policji. Warto zwrócić uwagę na liczby w poszczególnych województwach, bo na przykład w Mazowieckiem, w skali roku stwierdzono ponad 8500 takich przestępstw, w woj. małopolskim nieco ponad 7600, ale za to w woj. podlaskim 1800. Jaki to ma związek z niejednoznacznym prawem? Pytanie pierwsze, jaki charakter mają te przestępstwa? W przygniatającej większości to działania komórek patrolowych policji i wyłapywanie tak zwanych małolatów ze skrętem albo innym stuffem. Pytanie drugie, co się dzieje, gdy już taki nieszczęśnik zostanie złapany? O tym decyduje organ, bo przecież art. 62a jasno określa, że ilość nieznaczna przeznaczona na własny użytek może być przesłanką do umorzenia jeszcze przed wszczęciem (tak, istnieje taki wygibas prawny, jak umorzenie przed wszczęciem). Od czego to zależy? Z pewnością od ilości narkotyków, ale czy tylko? No właśnie nie. Wszystko sprowadza się do tego, czy system prawny w danym mieście/regionie jest przeciążony, czy nie. Okazuje się (informacje od adwokatów, czyli z pierwszej linii frontu), że w dużych miastach, począwszy od Warszawy, poprzez Kraków, Poznań i tak dalej, takich małolatów ze śladowymi ilościami prochów jest tak dużo, że znaczny odsetek (jak duży, to słodka tajemnica resortu) postepowań jest umarzany. Powód jest bardzo prosty – tamtejsze prokuratury mają i bez tego dużo na głowie. Inaczej jednak sytuacja wygląda w województwach ościennych, gdzie nie ma aż tak dużo młodych ćpaków. Tam taka zabawa może zakończyć się aktem oskarżenia wniesionym do sądu. I w ten oto sposób przysłowiowy Jaś złapany ze skrętem w Krakowie, po godzinie opuści jednostkę policji, a po miesiącu dostanie pismo z informacją o umorzeniu dochodzenia. Ten sam Jaś złapany w Białymstoku wyląduje na ławie oskarżonych. Czy jest tu jakaś logika? Czy prawo znaczy prawo? Wysoka wykrywalność policji na tym polu jest bez znaczenia, bo nie ma to żadnych konsekwencji, poza tworzeniem zbędnej dokumentacji.

Ile to kosztuje?image

Oczywiście, jak to w kartoflanej republice, sam rozgardiasz prawny nie wystarcza. Musi się jeszcze znaleźć sposób na wyprowadzenie kasy dla tych bardziej kumatych. I tu taki sposób występuje. Otóż każde postepowanie administracyjne ma swoje koszty. Postepowanie w sprawach związanych narkotykami to koszt około 1000 złotych. Co się składa na tę kwotę? Działania policji, wysyłanie korespondencji i tak dalej. Jest jeszcze jeden element, i tak się składa, że to on akurat pochłania lwią część kosztów postepowania. To koszt pracy biegłego. Jeśli przy kimś znajdą substancje, to trzeba stwierdzić co to jest. I tu mamy ciekawą sytuację, bo teoretycznie testery narkotykowe ma policja, ale jak donoszą prawdziwi dziennikarze śledczy, nie takie patałach jak ja, te testy są nieprecyzyjne i żeby mieć stu procentową pewność, trzeba zatrzymane środki wysłać do laboratorium. Ktoś powie, no przecież policja ma swoje laboratoria. Ma, ale ma też co w nich robić i dlatego, żeby nie tamować biegu postepowania, zleca się badania różnych środków podmiotom komercyjnym. Kto jest tymi podmiotami, to temat na inny, iście śledczy, materiał. I teraz spójrzmy na liczby, na Mazowszu to ponad 8000 takich przestępstw rocznie. Można spokojnie założyć, że połowa mała miejsce w Warszawie i każda opinia do sprawy kosztuje kilkaset złotych. Jak widać można zarobić dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy złotych na narkotykach leganie. Skarb państwa płaci za policyjne narkotesty, a później biegłym za badanie tych samych materiałów. Logiczne, prawda?

Podsumowując - praca policjantów, pieniądze podatnika, wszystko to para w gwizdek, bo taki, złapany z narkotykami, delikwent nie ponosi absolutnie ŻADNYCH konsekwencji. Jak pisałem wcześniej, nie wypowiadam się, czy legalizować, czy też nie, bo jest mi to obojętne. Nie mogę jednak nie zauważyć kretynizmu z jakim mamy do czynienia. Na każdym kroku szuka się sposobności, żeby nałożyć na obywatela karę (zwłaszcza w obecnych czasach) albo zmusić do kolejnej daniny, a tu mamy konkretny przepis, ludzi łamiących go i patologiczny system, który przynosi odwrotne efekty. A wystarczyłby jeden ustawodawczy manewr:, zrobić z posiadania nieznacznej ilości narkotyków wykroczenie (obecnie jest to przestępstwo, jeśli by ktoś nie wiedział). Wykroczenie ma to do siebie, że można za nie karać mandatem. W ten sposób delikwent ze skrętem chociaż w ten sposób odczuje, że złamał przepis. Ukaranie kogoś mandatem za posiadanie skręta, w mojej ocenie, jest bardziej do przyjęcia, niż mandat za brak maseczki.

P.S. Śmiać mi się chce na temat debaty o marihuanie, bo jest to środek wręcz dyżurny do takich debat. Nikt nie zastanawia się, czy faktycznie marihuana jest wciąż aż tak bardzo popularna. Podpowiem władzy jedynie tyle: zerknijcie w statystyki, ilu zatrzymanych posiada marihuanę, a ilu 4-MMC, czyli popularny mefedron, który jest znacznie groźniejszą substancją.


Lubię to! Skomentuj70 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka