Tędy i owędy
Nie siedzę okrakiem na barykadzie!
79 obserwujących
2110 notek
2812k odsłon
507 odsłon

Zero waste, czyli kule z resztek mydła

Wykop Skomentuj13

Nie pamiętam, w której z książek Kurta Vonneguta (albo Philipa K. Dicka - nie jestem pewna, ale to był jeden z tych dwóch, ale raczej Vonnegut) przeczytałam o możliwości robienia pięknych, kolorowych kul z resztek mydła, ale było to jeszcze w latach osiemdziesiątych, kiedy kupno w sklepie przyzwoitego mydła graniczyło z cudem, a rubryki dla kobiet pełne były porad w rodzaju: "Trudno obecnie o mydło, ale to nie znaczy, że nie można być schludnym. Sama woda również jest znakomitym środkiem higienicznym", więc ciężko zarobione złotówki z bólem serca zamieniało się na bony i w Pewexie kupowało się kostkę dobrej jakości, cudownie pachnącego (jak wówczas mi się wydawało), mydła. Oczywiście resztki tej dobroci, warte - na ówczesne biedne czasy - prawdziwą fortunę szkoda było wyrzucać, więc skorzystałam z porady pisarza (który o oszczędności pewnej pani napisał pogardliwie, że jedyne dobre, co jej przekazało matka, to umiejętność robienia mydła z końcówek) i te zagraniczne skarby, po wymydleniu, zachowywałam i przekształcałam w kosmetyczne dzieła sztuki.

A ponieważ pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych, choć coraz bardziej obfita w dobra wszelakie, materialnie dała mi się nawet bardziej we znaki, niż końcówka PRL, nieco wstydliwą wówczas sztukę tworzenia mydeł z resztek kontynuowałam niejako z konieczności. Nie są to może wielkie oszczędności - bo ile procent niewymydlonego mydła pozostaje? Pewnie z 10 albo 20%: niemniej jednak, jeśli się używa mydeł dobrych, które wcale nie są tanie (za to bardziej wydajne niż te tańsze), to jednak jakaś oszczędność w budżecie domowym jest. A obecnie, gdy wiele osób (w tym i ja) jest bardzo poszkodowanych finansowo, a w dodatku problem dla ludzkości i planety stają się góry śmieci, oszczędność mydła wcale nie wydaje mi się czymś wartym wzruszenia ramionami. Naprawdę - zamiast, wzorem niektórych propagatorów zero waste, wracać do czasów prehistorycznych zżerając obierki z ziemniaków (choć to materiał na kompost użyżniający glebę), lepiej się pochylić nad czymś rozsądnym.

Zwłaszcza, że to naprawdę bardzo proste!

Końcówki mydła zostawiamy na wierzchu do osuszenia, chowamy do jakiegoś pojemnika, a gdy nazbiera się ich tyle, by zmieściły się w garści, w małym naczyniu skrapiamy je wodą, by zmiękły. Kilka razy obracamy, żeby równomiernie nasiąkły wodą, a gdy staną się plastyczne, ugniatamy je w dłoniach tak, by nadać im pożądany kształt.

Już.

My mamy mydło z niczego, a środowisko nie jest obciążone resztkami mydła. Czy może być coś fajniejszego? ...

Wykop Skomentuj13
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości