Minister Pogłos raczył był w Sejmie - standardowo i arogancko, jak przystało na partię-matiuszkę - oświadczyć, że posłowie, którzy komentują sprawę gwałtu ma policjantce przez przełożonego to "hieny z PiS-u".
Uważam, że minister Pogłos na tych sprawach zna się doskonale; zarówno osobiście, jak i jako przedstawiciel formacji, która sprawę różnych śmierci wykorzystuje od zawsze, nagminnie i systematycznie. PO (obecnie KO) tańczyła wesolutko na grobie Barbary Blidy, wykorzystała śmierć 96 osób w katastrofie smoleńskiej do wygranej prezydenckiej, własną winę za zaszczucie Adamowicza zrzuciła na PiS (wbrew orzeczeniu sądu!), samobójstwem osoby z depresją - "Szarego człowieka" grali w sposób wytrawny, z premedydacją i zadęciem, nie omieszkali też politycznie wykorzystać nieszczęsnej "pani Joanny" do walki z przeciwnikami politycznymi (choć szybko się od niezrównoważonej psychicznie kobiety odcięli).
Tak więc obrzucanie przez ministra Pogłosy z partii hien epitetami to znane ze szkoły powiedzenie "Kto się przezywa, sam się tak nazywa".
Howgh!
Inne tematy w dziale Polityka